UDOSTĘPNIJ

Referendum ogłoszone w akcie paniki przez prezydenta Bronisława Komorowskiego poniosło całkowitą klęskę. Nie mając oficjalnych wyników, ale bazując na relacjach mediów można z całą pewnością stwierdzić, że frekwencja referendalna była bardzo niska, co pokazuję, że wynik referendum nie będzie wiążący dla obecnej czy też nowej wyłonionej w październikowych wyborach władzy.

Można dyskutować na temat niekonstytucyjności i nieprecyzyjności pytań referendalnych, braku zaangażowania polityków wszelkiej maści w kampanię czy też wyjaśnienia Polakom skutków referendum, ale podstawową sprawą jakiej nie można pominąć jest postawa Prezydenta Komorowskiego i premiera Tuska przy próbie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz z funkcji Prezydenta Warszawy. Pomijam całkowicie istotę próby odwołania HGW czy była słuszna czy też nie, ale skoro najwyższe władze namawiając do bojkotu tego właśnie referendum pokazują narodowi, że poprzez swoje prywatno polityczne powiązania mówią obywatelom, by zostali w domach, to rodzi to skutki do zaniechania jakichkolwiek czynności obywatelskich. Przy odwołaniu pani Gronkiewicz-Waltz wymagana frekwencja, by referendum było wiążące, wynosiła 30%. Przy tym ogłoszonym już przez Prezydenta Komorowskiego 50%. W obu przypadkach wynik jest taki sam. Społeczeństwo ogłupione przez mass media i słuchające rad najważniejszych polskich polityków zostaje w domach. Absolutnym skandalem jest by Prezydent RP Bronisław Komorowski, stojąc na straży konstytucji, a wzywając do bojkotu, stawia się w roli politycznego stronnika, a nie gospodarza państwa. Obowiązkiem prezydenta, premiera, posłów czy senatorów jest namawianie obywateli do wzięcia udziału w głosowaniu, chociaż prywatnie mają prawo uważać inaczej. Tym bardziej, że sami powinni z obowiązku brać udział czy to w kampaniach referendalnych, czy też samej czynności głosowania. W innej sytuacji jest to pokazanie wyborcom, że ONI wiedzą lepiej, bo naród ich wybrał na określoną czasem kadencję i już nie są im nic winni. Są i to bardzo. To oni dbają o jakość polskiej polityki, w jaki sposób jesteśmy postrzegani i przez obywateli, ale przede wszystkim przez rządy i polityków innych państw.

W Polsce od 10 lat trwa rzeź polityczna przeciwnego ugrupowania, zamiast rzeczowej dyskusji. Jazda po opozycji ze strony rządzących, dezawuacja poczynać prezydenta, bo przecież to nie NASZ prezydent, czy zarzucanie sobie wzajemnie psucie państwa. A czy tym nie jest namawianie przez polityków obywateli do pozostania w domach? Właśnie jestem po programie Kawa na Ławę, wyjątkowo wieczorne wydanie i jak słyszę polityków prawiących, że zostali w domach, bo to złe referendum, to mnie trafia szlag. Czy to, że politycy kręcą lody za pieniądze podatnika, dają się podsłuchiwać wszystkim w około, kupują sobie drogie zegarki, afera goni aferę, a prokuratura udaje że rzetelnie się tym zajmuje, upoważnia mnie do pozostania w domu na czas referendum czy też wyborów? Absolutnie nie. Tym bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że polskie wydanie politykierów, bo inaczej ich nazwać nie można, zasługuje na mój udział w jakiejkolwiek aktywności obywatelskiej. Choćby tak nieprofesjonalnej jak obecne referendum. Politycy wszelkiej maści od wielu lat robią wszystko by zniechęcić obywateli do czegokolwiek poza jednym. Raz na cztery lata wybrać się na wybory i pozwolić IM rządzić. Bo oni są mądrzejsi i wiedzą lepiej czego obywatele chcą. Wtórują im w tym dziennikarze. Prosty przykład z ostatnich kilku dni. Polacy nie chcą u siebie uchodźców, więc się wyłącza komentarze na portalu Gazeta.pl bo wyrażana tam opinia nie jest po myśli gazety. Zamiast przeprowadzić rzeczową debatę czy na temat pytań referendalnych (takowa akurat była w TVP, dlaczego tylko jedna?), czy nawet serię debat odnośnie uchodźców, to narzuca się obywatelom swój światopogląd. Często bardzo odmienny od tego czego pragnie społeczeństwo. Tak się niszczy obywatelskość. A za chwilę od tego samego społeczeństwa oczekuje się wyrzeczeń, bo trzeba podnieść VAT, wiek emerytalny, czy też przyjąć uchodźców. Co do tych ostatnich to każdy wie, że należy im pomóc, ale trzeba to robić z głową, pomysłem, zasobami i przewidując skutki tych działań.

W Polsce jest wszystko na opak. Obecne inicjatywy referendalne obydwu prezydentów, być może już na lata zniszczyły ten głos obywateli w okresie między wyborczym. Mówi się wprawdzie, że milion podpisów powinien z automatu rodzić fakt referendum, a z drugiej strony wspomina się że takie powinno się odbyć raz na cztery lata. Czyli generalnie w ogóle. Ponadto przepis mówiący że frekwencja musi wynosić ponad 50% by referendum było wiążące, jest oderwane od jakichkolwiek realiów naszego kraju. Na wyborach prezydenckich czy parlamentarnych frekwencja ledwo przekracza 50%, więc jak uzyskać taki wynik zadając rządzącym pytania od ludu? Ma to swoje plusy, chociaż tak zwani konstytucjonaliści mówią inaczej. Po to zapisano w naszej konstytucji większość 2/3 do jej zmiany, by już społeczeństwa nie pytać więcej o zdanie. Jednak dla przykładu obywatele głosujący za konstytucją projektu Aleksandra Kwaśniewskiego wyrazili jasno przekaz, że walutą polską jest złoty polski. Jak więc teraz w razie potencjalnej próby przejść na EURO? Referendum o którym z góry wiadomo, że nie przekroczy 50% lub też większością parlamentarną dokonać zmian? A potem wmawiać społeczeństwu, że to jest ta sama konstytucja? Sorry, ale takich zmian strukturalnych państwa nie może robić 460 posłów bez woli narodu. Niestety obecne poczynania byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego, który ratując się przed upadkiem stworzył referendalnego potwora, czy też obecny prezydent Andrzej Duda, żądając referendum w dniu wyborów parlamentarnych, zagrali wyłącznie pod siebie. Pierwsze referendum zaszkodziło PBK, a drugie nawet anulowane ma pomóc PiS. I każdy, kto jest z polityką na co dzień to wie.

Przepisy odnośnie referendum powinny być zmienione na bardziej obywatelskie. Tylko klasa polityczna jaka wykształciła się po 1989 roku wcale tego nie chce. Tak jest im wygodniej. I co z tego że od czasu do czasu sami takie referenda zaproponują. Pic na wodę. Zawsze się będą uważać za mądrzejszych od obywateli, bo my się możemy wypowiedzieć, ale raz na cztery lata. Nic więcej.

Zapraszam do polemiki, Andrzej Filipowicz

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułSpot PiS „Platforma Antyobywatelska” ripostą na odrzucone referendum
Następny artykułZawisza ostro o Niemcach, ksiądz chciał wyjść ze studia. „To skandal!”
Gościnne Teksty

Artykuły osób, które nie współpracują na stałe z pikio.pl. Nie liczą się dla nas poglądy, tylko umiejętności władania językiem. Tylko my dopuszczamy każdy punkt widzenia. Tylko u nas pełen pluralizm

Zobacz również