UDOSTĘPNIJ
źródło: pixabay.com, flickr.com

Ta sprawa to nie żart, choć wygląda na scenariusz filmu Barei. Stanisław Baran, sołtys wsi Dzikowo Iławieckie, a raczej jego kot, ma kłopoty. Wezwana przez Barana policja miała ochronić jego kota przed atakiem psa. Jak się okazało, kot wpadł w jeszcze większe tarapaty i sołtys w jego obronie zamierza teraz… zadzwonić do Jarosława Kaczyńskiego.

Sołtys Dzikowa miał dość uganiania się psa swojej sąsiadki za jego kotem. Kiedy niedawno znów doszło między zwierzętami do konfliktu, Baran wezwał policję. Zażądał, by mundurowi uspokoili psa i wlepili sąsiadce mandat. Choć tak się stało, kobieta wytłumaczyła policjantom, że wina leży także po stronie sołtysowego kota.

Policjanci wlepili więc mandat także sołtysowi. Co więcej, nakazali mu założyć kotu smycz i kaganiec. Sołtys nie przyjął jednak ani mandatu, ani też nie usłuchał policjantów w kwestii smyczy i kagańca. Sprawa wylądowała więc w sądzie i rozprawa w sprawie kota Stanisława Barana będzie miała miejsce w połowie lipca.

Sołtys postanowił jednak nie siedzieć z założonymi rękami do rozprawy i wpadł na nietypowy plan. W rozmowie z jednym z dziennikarzy ujawnił, że naprawdę ma zamiar odwołać się do Jarosława Kaczyńskiego. Baran jest przekonany, że lider Prawa i Sprawiedliwości jako miłośnik kotów wesprze go i dzięki jego wstawiennictwu rozprawa zostanie odwołana.

 Mam już zamiar zadzwonić do prezesa Prawa i Sprawiedliwości, który też ma kota. A jak jego kot też wychodzi na zewnątrz? To wtedy jemu też dziennikarze będą musieli pomagać, jak go policja poda do sądu – mówi Baran.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również