UDOSTĘPNIJ

Problematyka islamu nie od dziś spędza sen z powiek zachodnioeuropejskim politykom. Cóż, kiedy ich do Europy sprowadzano, wszyscy z góry założyli, że trochę popracują, potem wrócą do siebie. Tak się jednak nie stało i powstał problem, bo okazało się, że wielu z nich nie zamierza dostosowywać się do zasad panujących w nowej Ojczyźnie ( o ile w ogóle ją za taką uważają), ba, nawet nie są gotowi zmienić stylu ubierania się i nadal przywdziewają stroje, które wydają się mieć za zadanie chronienie ich przed pustynną burzą piaskową. Kacper Krojna z Kongresu Nowej Prawicy ostatnio na łamach portalu wypowiedział się na ten temat i zaprosił czytelników do dyskusji. Postanowiłem przyjąć to zaproszenie.

Mimo, że bliskie są mi wartości lewicowe, a Janusza Korwin ? Mikkego uważam za niekulturalnego i oderwanego od rzeczywistości ekscentryka, zgadzam się z wymową tekstu Pana Krojny. Religioznawstwo jest moim hobby, a islam jako religia polityczna interesuje mnie najbardziej, dlatego wydaje mi się, że istnieje sensowne rozwiązanie tego problemu.

Lekarz w takiej sytuacji powiedziałby, że należy zwalczać przede wszystkim przyczyny, a nie skutki. Tu jest podobnie, dlatego najpierw musimy ustalić, co jest przyczyną.

Moim zdaniem przyczyna leży w ogólnym negatywnym nastawieniu Europejczyków do imigrantów, zwłaszcza jeśli są przedstawicielami innej kultury. We Francji na przykład, gdzie ludność pochodzenia arabskiego stanowi ok. 10 proc społeczeństwa, wielu miejscowych nie chce ich zatrudniać, nawet jeśli oni taką chęć zgłaszają. Są to ci sami ludzie, którzy potem narzekają, że Arabowie żyją na ich koszt będąc beneficjentami pomocy społecznej. Nie przeczę, że są wśród nich i tacy, którym taki sposób życia odpowiada, jednak duża część z nich nie może wejść na rynek pracy przez niezdrowe uprzedzenia Francuzów. Te uprzedzenia są już wszędzie, również w szkole, na uczelni i w kontaktach towarzyskich. Skutkuje to potęgowaniem frustracji, większym niż w innych grupach społecznych bezrobociem, brakiem perspektyw i zamykaniem się tych ludzi w gettach kulturowych. Tam, odcięci od wzorców zachodnich i podatni na radykalne hasła, stają się łatwym łupem dla religijnych ekstremistów. Tak jak i w Polsce, tak tam, popieranie skrajnych ideologii, wrogość wobec nowoczesności i wobec ?obcych (vide ONR) jest skutkiem braku perspektyw na dostatnie życie i naiwnej wiary w dziecinnie proste recepty.

Receptą wydaje się więc większa i dobrze zorganizowana struktura ludzi mających pomagać imigrantom w zaaklimatyzowaniu się w ich nowej Ojczyźnie. Promocja wartości cywilizacji zachodniej, zajęcia z komunikacji kulturowej w szkołach, a przede wszystkim, niedopuszczenie do indoktrynacji ideologicznej dzieci przez rodziców. Inaczej niż Kacper Krojna, uważam że państwo powinno sprawować pieczę nad ludźmi nie radzącymi sobie ze sobą, dla ich własnego, jak i naszego dobra. Nie zaszkodziły by tutaj więc prewencyjny nadzór pracowników socjalnych nad imigrantami z krajów arabskich, ułatwiający w razie czego odebranie dzieci islamskim radykałom, by nie powieliły ich wzorców. Poza tym społeczeństwa Zachodu powinny wyzbyć się ksenofobicznych blokad mentalnych, utrudniających im nawiązywanie poprawnych relacji w przybyszami.

No dobrze, powie ktoś, ale co z samym islamem? Nie da się przecież zmusić kogoś do przyjęcia obcych mu norm kulturowych,  jeśli jego własne podstawę mają w gorliwości religijnej. Mamy im powiedzieć, by porzucili islam, bo jest nie nowoczesny i liczyć na to, że nas posłuchają? Absolutnie nie. Powinniśmy ich przekonać, że można być nowoczesnym, zachodnim i muzułmaninem jednocześnie. A czy faktycznie można?

Islam w kręgach ludzi nim nie zainteresowanych uchodzi za skostniały, hermetyczny i nie dający się pogodzić z ideałami zachodniej cywilizacji. Nie jest to jednak prawda. Na kontynencie amerykańskim, gdzie nie popełniono wobec muzułmanów tych błędów co w Europie, rozwinęły się liberalne odłamy mahometanizmu.

Do jednego z najważniejszych ?owoców? liberalnych, intelektualnych rozważań myślicieli muzułmańskich zalicza się feminizm islamski.   Feminizm islamski narodził się na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku, nie tyle jako oddolny ruch społeczny czy oficjalna polityka państwowa, ile jako dyskurs. Zapoczątkowany został

przez działające w międzynarodowych instytucjach akademickich muzułmańskie intelektualistki, wśród których szczególne miejsce zajmują

Marokanka Fatima Mernissi, Afroamerykanka Amina Wadud, Iranka Ziba Mir-Hosseini czy Pakistanka Asma Barlas

Fakt iż ta feministyczna krytyka ?odwiecznych? zasad wiary wywodzi się od kobiet pochodzących z różnych rejonów świata arabskiego, a także od afroamerykańskiej konwertytki pokazuje, że jest to pewien oddolny proces społeczny, który ma miejsce w islamskiej diasporze. Jest to próba intelektualnego przedefiniowania tekstów, do tej pory stanowiących uzasadnienie dla patriarchalnej kultury Bliskiego Wchodu tak, aby wydobyć z nich egalitarne, prokobiece przesłanie, które ich zdaniem zostało zmienione i wyparte. Feminizm islamski jest zgoła inny od znanego nam, jej zachodniego odpowiednika. Stoi w ostrym sprzeciwie wobec patriarchalnej struktury społecznej, ale nie wobec islamu. Islamskie feministki to kobiety wierzące, które swoją postawę realizują w ramach religii i w oparciu o Koran. Jak twierdzą, wszelka dyskryminacja muzułmańskich kobiet, przemoc nie wynika ani z  Koranu, ani z tradycji, a jest wynikiem historycznych uwarunkowań, w jakich żyły muzułmańskie

społeczeństwa oraz samolubnej realizacji interesów mężczyzn, którzy w krajach islamskich grają pierwsze skrzypce i taka sytuacja jest im na rękę.

Prowadzona przez nie krytyka muzułmańskich dyskursów religijnych opiera się na wywodzącej się z wczesnych wieków islamu zasadzie idżtihad, która oznacza

indywidualny wysiłek niezależnego rozumowania. Ma ona prowadzić do reformy istniejących społeczeństw muzułmańskich w zgodzie z na nowo odczytanymi treściami islamu.

Mir-Hosseini pokazuje, głównie na przykładzie Iranu, kraju swojego pochodzenia, jak polityczny potrzask, w którym znalazły się intelektualistki i działaczki muzułmańskie, zaowocował nie tylko tym, że niektóre świeckie feministki zbliżyły się do religii i zaczęły eksplorować jej profeministyczny potencjał, ale także tym, że wiele wcześniejszych zwolenniczek islamu politycznego (i islamskiej rewolucji w Iranie), rozczarowanych

jego narastającym mizoginizmem, zrewidowało swoje stanowisko i zaczęło w ramach języka religijnego artykułować krytykę genderowych niesprawiedliwości.

Nie oznacza to jednak, że udało im się wypracować spójną wykładnię feminizmu islamskiego. Jak pokazuje Mir-Hosseini, ich stanowisko polityczne było niestabilne i wiązało się często z wzajemnie sprzecznymi i niejasnymi deklaracjami w kwestii równości płci.

Punktem wyjścia feminizmu islamskiego jest szereg kluczowych rozróżnień, bez których niemożliwa byłaby religijnie motywowana feministyczna ?krytyka społeczna?. Feministki islamskie starannie odróżniają zatem nie tylko ?wiarę? od ?zorganizowanej religii?, czy ?religię? od ?tworzonej przez ludzi wiedzy religijnej?, ale także ?szarijat? jako koncept teologiczno-etyczny oznaczający abstrakcyjną istotę sprawiedliwości od figh ? pojęcia oznaczającego prawodawstwo, czyli proces tworzenia reguł prawnych przez ludzi w oparciu o interpretowane przez nich święte źródła.

Oprócz feminizmu, również związki homoseksualne okazały się być możliwe do pogodzenia z liberalną interpretacją Koranu. Nie będę tutaj wchodził w szczegóły, wspomnę tylko że organizację afirmujące muzułmanów LGBTQ to m.in. nieistniejąca już Al. Fatiha Foundation, a także Muslims for Progressive Values, której to cele można streślić w 10 punktach:

  • kolektywna tożsamość ? za muzułmanów uważa się wszystkich, którzy się tak określają
  • równość ? niezależnie od rasy, płci, kolor skóry, pochodzenia, wyznania, orientacji seksualnej
  • separacja państwa od religii
  • wolność słowa
  • uniwersalne prawa człowieka
  • równość płci
  • otwartość na środowiska LGBTQ
  • krytyczna analiza i interpretacja Koranu
  • miłosierdzie

 

Jeśli zaś chcielibyśmy poruszyć problem szariatu, którego ewentualne wprowadzenie w Europie tak elektryzuje jej mieszkańcow, stwierdzić należy, że ów szariat, to przede wszystkim prawo  religijne, regulujące życie członków gminy muzułmańskiej i tylko ich dotyczy. Jeśli szukać analogii, można powiedzieć, że w jakiejś części jest tym, czym dla katolików jest prawo kanoniczne. W tym kontekście postulat ?rezygnacji z prawa szarijatu? dla muzułmanów brzmi absurdalnie, bo oznaczałoby rezygnację z islamu w ogóle. Nie ma się co martwić na zapas, szariat dzielimy bowiem na pięć obszarów, a właściwie tylko z akceptacją jednego z nich  – Fiqh al-ahkam as-sultanija (relacje z władzą) ? mogłyby wystąpić u nas problemy. Nawet jednak odnośnie tego obszaru można wyróżnić trzy podejścia: tradycjonalistyczne (przejawiające się w różnej formie w prawie takich krajów jak Arabia Saudyjska, Iran, czy północne stany Nigerii), reformistyczne, oraz sekularystyczne (którego najbardziej modelowym przykładem jest Turcja, ale też frankofońska Afryka, kraje Azji Środkowej, Indonezja, czy Bangladesz). Skoro dało się ten problem rozwiązać w niektórych społeczeństwach muzułmańskich, dlaczego Europejczykom miałoby się nie udać to wobec mniejszości muzułmańskich?

Jeśli chodzi o kwestie praw człowieka, Khaled Abou El Fadl, jeden z głównych specjalistów od islamu i praw człowieka uważa, że ze względu na pluralizm tożsamości wspólnym mianownikiem mogą być jedynie prawa odnoszące się do tego, co wspólne wszystkim ludziom, czyli prawa człowieka: ?przywiązanie do praw człowieka nie oznacza braku przywiązania do Boga, ale jest koniecznym elementem celebrowania ludzkiej różnorodności, uhonorowania bożych następców [tj. wszystkich ludzi, zgodnie z wersetem 2:30 Koranu], dążenia do miłosierdzia i zmierzania do ostatecznego celu ? sprawiedliwości”.

Z kolei Abdullahi An-Na?im pisze o uniwersalności praw człowieka, o konieczności re-afirmacji państwa świeckiego w krajach muzułmańskich i wreszcie o ?świeckiej przestrzeni” niezbędnej dla funkcjonowania tak praw człowieka, jak i społeczeństwa muzułmańskiego z jego religijnymi praktykami.

Jak więc widzimy islam i otwarty umysł nie są ze sobą sprzeczne, a przy wysiłku obu stron jesteśmy w stanie wypracować konsensus pozwalający muzułmanom zachować tożsamość religijną, a nam, ludziom Zachodu, poczucie bezpieczeństwa.

 

 

 

Zobacz również