UDOSTĘPNIJ

W nocy z 15 na 16 lipca 2016 roku doszło w Turcji do nieudanego zamachu stanu. Sposób przeprowadzenia misji przez nieposłusznych wojskowych budzi tak wiele wątpliwości, iż wielu komentatorów (w mojej opinii słusznie), uważa że cały „pucz” jest tylko przykrywką mającą na celu wprowadzenie w Turcji systemu autorytarnego. Należy zadać kilka istotnych pytań: Czy dowództwo mogło być tak głupie, by dokonywać przewrotu kiedy prezydenta nie było w kraju? Dlaczego atakowano jego pałac? Czemu ostrzeliwano pusty parlament? Jakim cudem wcześniej nie rozpoznano poparcia dla rewolucji w samej armii i w społeczeństwie? W końcu: co Erdogan zyskał? Wszakże już w Rzymie obowiązywała zasada is fecit cui prodest.

Prezydent Turcji dąży do ustanowienia autorytaryzmu, w którym miałby decydujący wpływ na politykę państwa położonego na styku dwóch kontynentów. Recep Tayyip Erdoğan realizuje swój plan od dłuższego czasu. Służy mu do tego m.in. „walka” z Daesh, w której prawdziwym (i jedynym) przeciwnikiem są Kurdowie. Rozprawianie się z kurdyjską opozycją oraz dążeniami niepodległościowymi owej mniejszości etnicznej wzmacnia pozycję AKP na scenie politycznej. Ponadto proces ten przebiega także na gruncie społecznym. Rząd usilnie próbuje skłócić Turków z Kurdami stosując zasadę divide et impera. Wszystkie wymienione działania wzmacniają prezydencki obóz polityczny, ale nie były i nie będą wystarczające do przejęcia całości władzy i wszystkich instytucji państwa. Konieczne do tego było usunięcie jednego z głównych czynników stojących na przeszkodzie dyktatorskim marzeniom – wojska. Armia Turecka nie pełni bowiem roli formacji całkowicie apolitycznej (jak SZ RP, czy Bundeswehra), ale stoi na straży laickości kraju. Erdoganowi zaś, z dwojga, bliżej do Islamizmu niż świeckości.

Przeprowadzenie fałszywego puczu pozwoliło na usunięcie z sił zbrojnych wszystkich niewygodnych oficerów i generałów. Pojmano 2800 żołnierzy (z czego szeregowi prawdopodobnie zostaną zwolnieni lub otrzymają tylko niewielkie kary, co innego oficerowie). Co więcej, 5 generałów i 29 innych wysoko postawionych oficerów zwolniono ze służby w trybie natychmiastowym. Kolejnych stu admirałów i generałów zostało aresztowanych, w tym były dowódca sił powietrznych – gen. Akin Ozturk, rzekomy przywódca zrywu. „Przewrót” pozwolił zatem na wyrzucenie nieprzychylnej rządzącym części dowództwa, a w efekcie większe (o ile nie całkowite) podporządkowanie pozostałych dowódców planom rządu. W razie gdyby, któryś z oficerów okazał niesubordynację zapewne szybko znalazłyby się „dowody” na jego współudział w przedsięwzięciu z połowy lipca. Ostatni strażnik świeckości kraju został złamany. Postępująca islamizacja Turków zapewne jeszcze przyśpieszy. Żołnierze ujęci zostali w trybie ekspresowym natychmiast po stłumieniu powstania (część nawet w trakcie). W przypadku „militarnych zatrzymań” nie sprawia to aż tak podejrzanego wrażenia jak w pozostałych przypadkach, ponieważ członkowie sił wojskowych brali bezpośredni udział w całej akcji. Jednak, wbrew pozorom, siły zbrojne nie były instytucją najbardziej dotkniętą represjami ze strony władzy.

Działania wiernych rządowi jednostek oraz organizacji bezpieczeństwa państwa objęły także sądownictwo, oświatę i administrację. Z siedmiu tysięcy sześciuset sędziów i prokuratorów pracujących na terenie całej Republiki Turcji dwa tysiące siedmiuset czterdziestu pięciu zostało zwolnionych z pracy. Niektórzy trafili do więzień. O ile szybkie zatrzymania w resortach siłowych, można tłumaczyć bezpośrednim udziałem funkcjonariuszy w antyrządowym zrywie, o tyle ekspresowe uwięzienie, czy zwolnienie ludzi (i to w tak ogromnej ilości) niezaangażowanych bezpośrednio w działania zbrojne zakwalifikować wypada jako niezwykle zastanawiające. Ponadto, poza sędziami sądów powszechnych zaaresztowano 10 członków Rady Państwa (odpowiednik polskiego NSA) oraz jednego z sędziów Sądu Konstytucyjnego. W ten sposób władzy politycznej podporządkowano prokuraturę (która powinna być niezależnym urzędem wyspecjalizowanym w ściganiu przestępstw) oraz III władzę – sądownictwo.

Na tym jednak represje nie uległy zakończeniu. Zawieszonych zostało ponad piętnaście tysięcy pracowników oświaty. Dwudziestu jeden tysiącom nauczycieli w szkołach prywatnych odebrano licencje. Naukowcom zabroniono wyjeżdżać z kraju na konferencje naukowe, a tym przebywającym poza granicami Turcji nakazano jak najszybszy powrót. Półtora tysiąca dziekanów zwolniono, czterech rektorów zawieszono. MSW zwolniło osiem tysięcy siedemset siedemdziesięciu siedmiu pracowników, Ministerstwo Finansów – tysiąc pięciuset, kancelaria premiera wyrzuciła z pracy dwustu pięćdziesięciu siedmiu ludzi. Czystki nie ominęły takoż służb specjalnych. Stu agentów wywiadu może szukać nowej pracy.

W ramach walki z puczystami władza wykonawcza dobrała się do mediów. Najwyższa Rada Radia i Telewizji odpowiedzialna za wydawanie koncesji stacjom radiowym i telewizyjnym odebrała uprawnienia wszystkim mediom mającym powiązania z Gulenem – imamem z USA, którego AKP oskarża o przeprowadzenie zamachu. Według raportów organizacji pozarządowej Amnesty International jeden dziennikarz trafił do aresztu, kolejnych trzydziestu trzech straciło legitymację, a co za tym idzie możliwość skutecznego realizowania zadań w swoim zawodzie.

Podsumowując: od strony militarnego wykonania cały pucz przeprowadzono w sposób skrajnie nieudolny, a korzyści dla Erdogana jakie z niego wynikły są wprost gigantyczne. Trudno dostrzec realne straty natury politycznej, poza obniżeniem wiarygodności kraju na arenie międzynarodowej, które zarówno w przypadku realnego, jak i ustawionego przewrotu były nieuniknione. Głowa islamskiego kraju usunęła ostatnie przeszkody stojące na drodze do autorytaryzmu. Całkowicie podporządkowała sobie aparat bezpieczeństwa, wojsko, oświatę i III władzę. Niewykluczone, że część z aresztantów umrze z powodu chorób układu krążenia, popełni samobójstwo, albo też utraci życie w innych niezwiązanych z działalnością władzy okolicznościach. Ewentualne przywrócenie kary śmierci rozważane przez Ankarę będzie dodatkowym ułatwieniem w procesie budowy i późniejszego utrzymania dyktatorskiego systemu politycznego (pomimo zablokowania drogi do członkostwa w UE, na którym Republice Turcji chyba coraz mniej zależy). Przypomnieć należy w tym miejscu postępującą islamizację społeczeństwa i kraju. Poza tym armia starała się ograniczać bezpośrednią współpracę z Federacją Rosyjską na dużą skalę, stawiając na relacje z USA. W tej chwili sytuacja geopolityczna może się odwrócić, zwłaszcza że Turcja ze swoimi imperialnymi marzeniami o bliskowschodniej hegemonii potrzebuje sojusznika w rozprawie z Arabią Saudyjską. W USA tego sojusznika nie znajdzie, z czego zarówno Ankara, Waszyngton jak i Moskwa doskonale zdają sobie sprawę.

Całej rozprawy z antydemokratyczną i antyrządową reakcją dokonano w majestacie obowiązującego prawa. W związku z tym kraje UE i NATO nie dość, że nie mogą zastosować sankcji wobec prezydenta i jego obozu politycznego to jeszcze popierają jego działania. Rząd Turcji ograniczający wolność słowa i mediów do minimum, silnie wpływający na sytuację w „teoretycznie niezależnej” trzeciej władzy, dokonujący masowych zwolnień pracowników oświaty jest popierany przez Zachód. Dlaczego? A dlaczego nie? Wszakże broni „demokracji” i „praworządności” przed utworzeniem junty wojskowej… Niestety w ostatnim czasie realną politykę zbyt często zastępują słowa będące przeciwieństwem działania.

Szymon Malik

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również