UDOSTĘPNIJ
źródło: źródło: facebook.com, stlucianews.com

O Irakijczyku imieniem Ameer Alkhlawany zrobiło się głośno na początku października ubiegłego roku. Wtedy to doktoranta z Uniwersytetu Jagiellońskiego zatrzymała Straż Graniczna na wniosek ABW. Ameer miał stanowić „zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski”.

Doktorant trafił ośrodka strzeżonego, gdzie zamknięto go na trzy miesiące. Po tym czasie groziła mu deportacja z kraju, jednak Ameer złożył wniosek o azyl w Polsce. W momencie rozpatrywania wniosku deportacja jest niemożliwa, dlatego Irakijczyk spędził kolejne dwa miesiące w ośrodku. Przebywał tam tylko po to, by dowiedzieć się, że azylu nie uzyska. Natychmiast złożył odwołanie od decyzji.

Zatrzymany jest wściekły z powodu absurdalności całej sytuacji. Ma już dość tego, że wciąż nie wie, na jakiej podstawie dokonano jego zatrzymania. Służby nie udostępniły mu nawet akt, które dotyczą jego sprawy. Doktorant postanowił wziąć sprawy w swoje ręce, ponieważ wątpi już w jakikolwiek działanie władz Polski. Zapowiedział zgłoszenie sprawy do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

 – Jestem zły. Nie pokładam już w polskich władzach żadnej nadziei. Chcę wykorzystać wszystkie przysługujące mi prawa i skierować sprawę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Starsburgu.  (…) Nic nie zrobiłem, a sugerują, że mógłbym. To tak, jakby kontroler dał mandat osobie stojącej na przystanku, bo podejrzewa, że ta mogłaby wejść do autobusu bez biletu – mówi Irakijczyk.

Ameer twierdzi, że został zatrzymany, ponieważ odmówił współpracy z ABW. Agencja zgłaszała się do niego w lipcu ubiegłego roku. Chodziło o szpiegowanie muzułmanów w krakowskim meczecie. Doktorant odmówił, więc został zatrzymany. ABW nie chciało komentować tych rewelacji.

pt

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również