UDOSTĘPNIJ
Fot. P. Tracz/KPRM

Podczas porannych uroczystości na Westerplatte z udziałem najwyższych państwowych władz doszło do niemałego skandalu. Przedstawiciele wojska zablokowali bowiem mównicę, z której miejscowy harcmistrz odczytać miał apel poległych. O sprawie zdecydowała się więc opowiedzieć także rzeczniczka Ministerstwa Obrony Narodowej. Swoim stanowiskiem zadziwiła ona tysiące internautów.

Anna Pęzioł-Wójtowicz przekonuje otwarcie, iż kontrowersyjna sytuacja wyglądała zdecydowanie inaczej, niż widać to na filmie z miejsca zdarzenia. Dodaje także bezpośrednio, że nie wiedziała o planach prezydenta Adamowicza związanych z odczytaniem apelu przez harcmistrza.

– Obchody 78. rocznicy wybuchu II wojny światowej, zwłaszcza na Westerplatte, odbyły się z udziałem najwyższych władz państwowych, w tym przypadku marszałka Senatu i premier Beaty Szydło. W takim wypadku uroczystości przebiegają zgodnie z ceremoniałem wojskowym. Podczas nich apel odczytuje żołnierz. Co do zarzutów wobec żandarmerii wojskowej, realizowała swoje zadania zgodnie z prawem i żołnierze żandarmerii w żaden sposób nikomu nie utrudniali dostępu do udziału w ceremonii – powiedziała stanowczo Pęzioł-Wójtowicz.

– Nie wiem, czy harcerz zmierzał, czy nie zmierzał do odczytania apelu. Jedyną informacją, którą dysponujemy, jest ta, że były to uroczystości państwowe. W mediach pojawiają się zarzuty dotyczące współpracy wojska z harcerzami. Oczywiście wojsko jest za tą współpracą i jeśli kiedykolwiek harcerze będą chcieli z wojskiem odczytywać apele pamięci, jesteśmy na to otwarci – dodała także rzeczniczka MON. Nie uciszyło to jednak ogromnego skandalu wokół wydarzeń, które miały miejsce podczas porannych uroczystości.

Kto ma lepszą armię: Polska czy Ukraina? PORAŻAJĄCA różnica!

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również