UDOSTĘPNIJ
Fot. Krzysztof Sitkowski/KPRP

Sprawa związana z ułaskawieniem Mariusza Kamińskiego oraz jego współpracowników przez Andrzeja Dudę miesiącami wywoływała kolejne kontrowersje. Media oraz obywatele byli zainteresowani jednak przede wszystkim uzasadnieniem niecodziennej decyzji prezydenta, której wreszcie się doczekali. Nie wygląda ona jednak tak, jak można się było spodziewać.

Dziennikarze „Gazety Wyborczej” dotarli do akt dotyczących zastosowania prawa łaski wobec Mariusza Kamińskiego, jego zastępcy Macieja Wąsika oraz dwóch byłych dyrektorów CBA – Krzysztofa Brendla i Grzegorza Postka. Zazwyczaj tego typu dokumenty liczą kilkadziesiąt lub nawet kilkaset stron. W tym przypadku odnaleziono jedynie… trzy.

Jak łatwo się domyślić, trudno doszukać się w nich jakiegokolwiek uzasadnienia decyzji. Brakuje także wniosków o ułaskawienie, które powinny zostać złożone. Albo więc nigdy nie powstały, albo zostały napisane w sposób, którego nie chce się ujawnić mediom. Według dokumentów cała złożona procedura trwała tylko dwa dni. 16 listopada 2015 r. Andrzej Duda wydał imienne decyzje o ułaskawieniu polityków, a 17 listopada wystosowano pismo do Sądu Okręgowego w Warszawie, aby „zarządzić wykonanie” aktu łaski.

Gdy treść dokumentów upubliczniono w internecie, na portalach społecznościowych rozpoczęła się prawdziwa afera. Wiele osób „gratulowało Adrianowi rzetelności” oraz wyśmiewało pustki w aktach, tłumacząc je faktem, iż „nie da się uzasadnić nieuzasadnialnego”. Przyznać rzeczywiście trzeba, że sprawa została rozwiązana w sposób naprawdę nieszablonowy, czym politycy, prawdopodobnie świadomie, sami narazili się setkom internautów.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również