UDOSTĘPNIJ
źródło: flickr.com, pixabay.com

Za cenę od 20 do 200 rupii, czyli od 30 centów do 3 dolarów – tyle trzeba zapłacić, jeśli chce się kupić nagranie z gwałtu w kiosku na terenie Indii. Mimo ostrej polityki władz kraju, która zwrócona jest przeciw gwałtom, nie brakuje chętnych do oglądania takich scen.

Nie wiadomo dokładnie skąd nagrania z gwałtów biorą się w kioskach. Według wstępnych ustaleń w tej sprawie, często filmy z gwałtów wcale nie mają trafić później do sprzedaży. Nagrania trafiają na płyty, a potem do kiosków, z komórek i kamer sprawców, które oddawane są do naprawy. Serwisy naprawy zaś zgrywają brutalne wideo ze sprzętu i udostępniają dalej.

Filmy najbardziej rozpowszechnione są w stanie Uttar Pradesh na północy Indii. Wystarczy poprosić kioskarza o tzw. lokalny film, bo pod taką nazwą sprzedawane są nagrania. Można też wybrać je z udostępnianego klientom katalogu. Sprzedawcy niechętnie jednak wydają filmy nieznajomym. Boją się bowiem o to, że zostaną ukarani za kolportaż takich treści.

Indyjska policja ma nic nie wiedzieć o tego typu nagraniach. Pytani przez dziennikarzy funkcjonariusze mieli stwierdzić, że nie wiedzą czym są „lokalne filmy”. Także inspektor policji ze stolicy Uttar Pradesh, miasta Meerut, nie wie czym są owe filmy. Oświadczył, że za krótko jest inspektorem, by wiedzieć takie rzeczy.

Paradoksalnie, nagłośnienie sprawy „lokalnych filmów” zbiegło się w czasie ze wzrostem liczby gwałtów w Indiach. Chociaż władze kraju walczą z tym okrutnym procederem i zaostrzyły nawet prawo w tej kwestii – za szczególnie brutalny gwałt grozi nawet kara śmierci – gwałty są coraz powszechniejsze.

Polub fanpage jedynego bezstronnego portalu informacyjnego


źródło: rp.pl
pt

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również