Strona Główna Opinie Historia Hameryka – rzecz o polityce światowej

Hameryka – rzecz o polityce światowej

UDOSTĘPNIJ
Bojownicy ukraińskiego batalionu
ze strony GlobalTruth.net

Żyję sobie obecnie w Wielkiej Brytanii, czyli tam, gdzie da się żyć (jeszcze…) – jak w tytule filmu dokumentalnego, zrealizowanego przez „Gazetę Polską”. Nie ma fajerwerków co prawda, ale wypłata pewna jest – i nawet troszkę zostaje, jak człowiek zbytnio nie szaleje. Mam jakąś pracę, do tego fajnych znajomych tu, na miejscu (zarówno „miejscowych” jak i Polaków). Jednak pomimo tego nie mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwy.
Czuję, że zawiodłem. Nie ogarnąłem swego pełnego potencjału. Nie zrobiłem wystarczająco wiele, by wpłynąć na losy Polski (choć z drugiej strony, cóż więcej mogłem zrobić?). Wycofałem się. Podobnie jak blisko 3 miliony innych Polaków, udałem się na emigrację.

Cały czas jednak myślę o Polsce… o powrocie. Nie tylko dlatego, że w kraju zostali moi rodzice, oboje już raczej niemłodzi. Przede wszystkim,że my na emigracji zawsze będziemy obcymi, to się nie zmieni. Już na starcie wiele drzwi jest dla nas zwyczajnie zamkniętych

Być może my wszyscy jako ludzie młodzi (nie tylko z Polski!) zawiedliśmy, bo zamiast buntować się, uciekamy na emigrację. Obecnie w Wielkiej Brytanii mamy do czynienia z nową falą emigracyjną – z krajów południa Europy, które do niedawna jeszcze były uważane za bogate, takich jak Hiszpania, Włochy, Grecja, Portugalia. Biorąc jednak pod uwagę skalę bezrobocia, zwłaszcza wśród tamtejszej młodzieży ciągle jest to umiarkowana emigracja – podejrzewam (dzięki wiedzy okresu studiów) dla „południowców” barierą zatrzymującą ich w krajach pochodzenia są nadal języki obce, nie znają ich w takim samym stopniu jak my, młodzi Polacy. W Hiszpanii ostatnio uchwalono drakońskie prawo przeciwko manifestacjom, bo tamtejsza władza się boi – podejrzewam, że szczególnie ludzi młodych, bez pracy, bez możliwości założenia rodziny. Pomysłowi Hiszpanie postarali się jednak zaprotestować przeciwko temu w formie projekcji „Marszu Duchów„. Patrzcie, i bierzcie z tego wszyscy. Bo może i w Polsce nastaną niedługo podobne obostrzenia. Prędzej czy później jednak emocje „południowców” wezmą górę, możliwe że w krajach takich jak Hiszpania, Portugalia na znaczeniu zyska radykalna lewica, a kto wie, czy nie wybuchną rewolucje. Władza nie może wiecznie trzymać ludzi „za gębę”; jeśli tamtejsi biurokraci i politykierzy myślą, że jest inaczej, to są w straszliwym błędzie – i w końcu upadną, tak jak upadł carat oraz komunizm. Młodzi, nieżonaci mężczyźni (bez perspektyw na ożenek i założenie, a przede wszystkim utrzymanie rodziny, oraz bez statusu społecznego) od wieków stanowili motor zmian; czasami były to wojny, czasem bunty i rewolucje. Państwa umiejące kanalizować te energie na zewnątrz odnosiły sukcesy (tak jak swego czasu np. Turcja Osmańska czy kolonialna Wielka Brytania), za które niestety czasem płacili inni. Natomiast państwa usiłujące tłumić te energie na własnym gruncie z reguły ponosiły klęski, czasem „sądny dzień” bywał odroczony o kilka-kilkadziesiąt lat, lecz prędzej czy później w końcu przychodził na nie koniec. Odnoszę jednak wrażenie, że część sprawujących władzę na świecie o tym niestety zapomniała…

Tymczasem kolejne pokolenia młodych ludzi wyruszają za granicę… w tej chwili pojawia się także coraz więcej osób, które rzuciły studia w Polsce (wcześniej nie było to aż tak częste). Bo na emigracji dyplom polski jest i zawsze będzie dużo słabszy od miejscowego… rozporządzenia Brukseli niewiele tu pomagają, choć i tak lepsze to niż nic. Tysiące ludzi, zwłaszcza młodych, w pewnym sensie wybierając emigrację poddają się. Wielu po kilkukrotnych próbach zbudowania czegoś trwałego w Polsce, postawienia życiowego fundamentu, na którym można byłoby budować przyszłość. Słyszałem już wiele opowieści (nie tylko od Polaków!) w stylu: „Moje kolejne zakłady pracy padały”, „Była redukcja, więc zdjęli najmłodszych stażem” itd.

Zbyt wiele.

 

Naturą mediów jest przeskakiwanie z newsa na news, ja zaś (jako historyk z wykształcenia) czuję się w obowiązku przypomnieć o pewnych wydarzeniach, oraz zwrócić uwagę na niektóre ich aspekty. Parę miesięcy temu mieliśmy okazję usłyszeć, że emigranci są „diasporą” (rzekł nasz były geniusz dyplomacji Radosław „Murzyńskość” Sikorski, notabene jaśniepan na dworku), oraz, że tysiące młodych ludzi emigrują, bo „chcą zobaczyć, jak jest gdzie indziej […] mamy teraz takie możliwości, jesteśmy w Unii. Ludzie migrują, układają sobie życie w różnych częściach Europy. Myślę, że nie ma w tym nic bulwersującego” (Ewa Żmuda-Trzebiatowska, posłanka PO w wywiadzie). Wkrótce po niej podobnym „dowcipem” zabłysnęła Anna Komorowska, której już na szczęście w Pałacu nie zobaczymy. Niech się sama przekona, wraz z szacownym Małżonkiem, jaką szansą jest emigracja. Szczególnie teraz, gdy Komorowski wybory przegrał – a swoje prywatne mieszkanie ponoć wynajął na wiele lat…

Jako humanistę zainteresowanego także semantyką przeraża mnie szczególnie ta nieszczęsna „diaspora” Sikorskiego. Bo diasporę tworzy grupa ludzi, których okolice pochodzenia (lub ich przodków) da się jakoś określić, ale w praktyce nie mają do czego wracać… jak Irlandczycy po zarazie ziemniaczanej w XIX wieku. Albo jak europejscy Żydzi w tym samym czasie… Mówiliśmy np. o diasporze żydowskiej, o diasporze Rusinów karpackich, o diasporze irlandzkiej w USA (zatracili związki z Irlandią w XIX wieku, która wówczas była jeszcze biedną kolonią brytyjską a nie samodzielnym państwem). Jednocześnie nie mówimy np. o „diasporze cygańskiej” – gdyż do końca nie wiadomo skąd się oni wzięli (określa się jedynie z grubsza, że przywędrowali gdzieś z Indii – jednak Indie to ogromny subkontynent). Żydzi z kolei byli tylko diasporą, dopóki Teodor Herzl ich nie przekonał (a przynajmniej części z nich), że muszą budować własne państwo w Palestynie. Wówczas znaczna część z nich zaczęła czuć się narodem (pozostali ulegli asymilacji albo pogrążyli się w ortodoksji).

Sikorski to absolwent Oksfordu, z latami obycia w stosunkach międzynarodowych… z pewnością ma wszystkie związki semantyczne określenia „diaspora” bardzo silnie zinternalizowane. Nawet zakładając, że określenie to jedynie mu się „wypsnęło” – hańba, bo w ten sposób przekazał nam, co faktycznie myśli o nas, emigrantach: „Nie jesteście narodem. Nie wrócicie do Polski, nie ma tu dla was miejsca. Zapomnijcie!”. To tak jakby nam, wszystkim emigrantom, dał w twarz. Dosłownie.

Według GUS liczba Polaków-emigrantów to 2,2 mln osób (dane za 2013 rok). W praktyce ta liczba to obecnie coś ponad 3 mln. O metodologiach GUS i problemach z nimi związanych uczyłem się jeszcze… studiując historię. Natomiast jeśli chodzi o wyliczenia GUS, to obstawiam, że dokładniejsi byli przed II wojną światową. Nie wspominając o swego rodzaju przedwojennym etosie pracownika instytucji państwowej (jak L. Landau, który po wybuchu wojny i utracie pracy sporządzał dalej statystyki, mimo że ze względu na pochodzenie musiał się ukrywać).

Moi przodkowie i krewni współtworzyli współtworzyli II RP. Dla nich Piłsudski był bohaterem od samego początku, także w czasach, gdy wraz z Daszyńskim i innymi nazywani byli „terrorystami”. Ja natomiast nie mam zamiaru uciekać, nie mam zamiaru być „wiecznym emigrantem”. Nie mam już na to siły. Tym bardziej, iż wierzę, że w historii Polski ponownie nadchodzi czas walki.

 

Polska jest krajem, który się zwija, nie rozwija. To widać. Nieważne, jakie bajki o rzekomej świetlanej przyszłości Polski wymyśli Stratfor czy inny podmiot finansowany z USA – rzeczywistości nie da się zakłamać! Co ciekawe, katarska telewizja Al Jazeera parę miesięcy temu wyemitowała materiał o sytuacji społeczno-gospodarczej w Polsce, o chybionej transformacji gospodarczej – oraz o przyszłości Polski, rysującej się raczej w ciemnych barwach… Widocznie nie zwrócili uwagi na to, jaka jest oficjalna wersja USA (którą wyłożył Stratfor) w kwestii prognozowania przyszłości Polski. Ot, taki szczególik. Kto wie, czy jakiś Bogu ducha winny arabski redaktor nie oberwał za to po uszach…

Wybory prezydenckie wygrał Andrzej Duda, ale czy cokolwiek to zmienia, jeśli chodzi o sytuację ekonomiczną Polski? Czy PIS (jeśli wygra wybory jesienią) z ewentualną koalicją tzw. „antysystemowców” wokół Kukiza i innych liderów zdoła skierować gospodarkę na właściwe tory? Jak tak dalej pójdzie, to za jakieś 30 lat będzie można zamknąć ten interes… O właśnie, swego czasu Wałęsa powiedział coś „mądrego” – że Polska… powinna połączyć się z Niemcami w jedno wspólne państwo! Brawo… Ktoś nas w ten sposób testował, testowano reakcję polskiego społeczeństwa na newsa, za pomocą takiego niby-durnia, który jednak ostatnim ćwiekiem nie jest (gwoli ścisłości – nie uważam Wałęsy za człowieka przesadnie inteligentnego czy wielce obeznanego ze światem, za to stwierdzam, że dysponuje on swego rodzaju małpim sprytem i rozeznaniem sytuacji).

 

Świat się zmienia, na znaczeniu zyskują Chiny i Rosja. Chiny, teoretycznie komunistyczne choć całkiem bogate, których model ekspansji gospodarczej jest bodaj najmniej inwazyjnym ze wszystkich historycznych imperiów… oraz Rosja, w której żyje się raz lepiej raz gorzej, jednak młodzi ludzie w większości mają pracę. Rozmawiałem ostatnio ze znajomym Rosjaninem ze studiów… Sasza nie może zrozumieć, czemu wyjechałem z Polski – jak to, pracy dla młodych po studiach nie ma? Dziwne, pewnie ściemnia ten mój znajomy Polak… Oraz ta wojna na Ukrainie… to jest kłamstwo wierutne, że Poroszenko et consortes chcą tam zbudować demokrację, bo już widać, że obecna władza w Kijowie może bezkarnie prześladować, a nawet mordować opozycję i dziennikarzy (nadal nie wyjaśniono w jakich okolicznościach ani z czyjej ręki zginął Ołeś Buzyna. Podejrzany o jego zabójstwo Denis Poliszczuk został zwolniony z aresztu po wpłaceniu kaucji w wysokości… 5 mln hrywien). Już tam furda, Bandera i Szuchewycz na sztandarach jako nowi bohaterowie narodowi Ukrainy… Nie wiem co z tego wyniknie, na pewno nic dobrego; Polska już i tak za bardzo się w to wszystko zaangażowała. Dobrze że niektóre siły jak Kukiz (zob. wypowiedź nt. kultu UPA) i jego sympatycy czy część PIS przejrzały wreszcie na oczy, jednak mimo wszystko ciągle nie są to ludzie, którzy mieliby odwagę wyjść poza schematy myślowe nt. miejsca Polski we współczesnym świecie. Abstrahując od faktu, jak straszną naiwnością bywało w przeszłości podbudowane ich myślenie… Jestem też zaniepokojony faktem, że zmiana rządów w Polsce przyniesie jedynie zmianę „prozachodniego” stosunku wasalnego – teraz będziemy służyć bardziej USA niż Berlinowi bo (zapewne) wygra PIS, po następnych wyborach Platforma to odwróci i ciągle będziemy w podobnym bagnie. Jak czytam, że Beata Szydło ma pojechać do USA na szkolenia „The International Visitor Leadership” (jak wcześniej Komorowski, Tusk i Kwaśniewski), to zaczynam się zastanawiać, kiedy wreszcie doczekamy się POLSKICH polityków.

Tacy ludzie ignorują fakt, że kraj, który usiłuje obarczać Polaków odpowiedzialnością za tragedię Holocaustu NIGDY nie będzie prawdziwym sojusznikiem Polski. Niefortunna wypowiedź szefa FBI Jamesa Comeya, podobnie jak późniejszy zakaz przepraszania Polaków (wydany przez Biały Dom) okazały się o tyle „fortunne”, że dzięki temu wielu Polakom już spadły klapki z oczu…

 

Nadal nie ma w Polakach czegoś takiego, jak np. w Niemcach, że to dobre gospodarowanie jest podstawą wszystkiego. Ciągle prym wiodą archetypy nieświadomości zbiorowej z epoki romantyzmu: mimo kompromitacji opcji promajdanowskiej nadal wielu w Polsce ludziom wydaje się, że wspierając Poroszenkę „dajemy odpór tyranii”, „za wolność waszą i naszą” itd. Tymczasem każda kamizelka kuloodporna, każda sztuka podobnego sprzętu (obłudnie określanego jako „nieśmiercionośny”) wysyłana tam – to także mniej pieniędzy tu, w Polsce. Pieniędzy, które mogły by zostać jakoś spożytkowane w kraju, np. w formie niskooprocentowanych kredytów dla nowych przedsiębiorców, na wzór środków udzielanych przez business angels. Zamiast tego wysyła się je bojownikom, którzy ludobójców banderowskich uważają za bohaterów… Korzyść dla nas z tego żadna (scenariusz ataku Rosji na Polskę będącą w NATO to jakiś kompletny mindfuck, przepraszam za słownictwo), za to wnerwienie rosyjskiego niedźwiedzia pewne jak w banku. A nawet pewniejsze, boć „polskim” bankom, znajdującym się w rękach obcego kapitału, nie można całkowicie zaufać.

W ciągu ostatnich paru miesięcy śledziłem informacje w mediach polskich nt. Ukrainy i Rosji – dochodząc do wniosku, że skala dezinformacji i manipulacji jest ogromna. Na szczęście istnieją jeszcze portale Kresy.pl i Racjonalista.pl. Oba mają pewne „idee przewodnie”, z którymi można się zgadzać lub nie – jednak uważam, że oba stanowią wartościowe źródła informacji, przekazu będącego alternatywą dla głównych mediów. W mojej opinii wartościowe są też strony „Noworosja Walcząca” i „Tragedia Donbasu” (oraz informacje, jakie udostępnia na portalach społecznościowych powiązany z nimi polski korespondent Dawid Hudziec). Wartościowe są też strony i profile społecznościowe tworzone przez różnych ludzi o poglądach lewicujących, np. „Nowa Ukraina” na FB. W obecnej sytuacji nawet RT i Sputniknews są wartościowe – dlatego bo „zachód” patrzy im na ręce jak nigdy wcześniej, zaś „polskim” i „zachodnim” mediom to już (prawie) nikt…

Trzeba się jakoś przebić przez parasol mediów głównego nurtu, rozciągnięty zarówno nad Polską jaki i nad krajami zachodu.

 

Nie płynę z prądem. Nawet nie chodzi o to, że wdrażam w życie idee Herberta – po prostu tak mam, inaczej nie potrafię. W zamierzchłych czasach gdy Tusk był „trendy”, „postępowy”, a Kaczyński „fe”, szczególnie wśród licealistów i studentów – ja byłem za tym ostatnim. Obecnie, gdy już nawet (po części) mainstream zaczyna panikować na nutę Kaczyńskich „Przyjdzie Rosja i nas zje!” – mnie ciekawi, jak ta Rosja wygląda naprawdę. Nigdy nie byłem w Rosji, choć od znajomych zza wschodniej granicy (co ciekawe, głównie nie-Rosjan) dowiedziałem się wielu rzeczy, które mogą podważać obraz Rosji jako neo-Mordoru, kreślony w naszych pro-amerykańskich mediach.

Ciekawi mnie też, jak naprawdę wygląda USA – podejrzewam, że po doniesieniach nt. zamieszek w Baltimore nie jestem już jedyny. Wcześniej, gdy mieszkając i pracując jeszcze w Polsce miałem okazję zetknąć się z tą „Hameryką” (jak mawiali niegdyś górale), to z reguły ukazywała mi ona swoją gorszą twarz – twarz chciwą, złą i roszczeniową. Oraz bezdennie głupią. Oj, wróć – miałem też okazję poznać Allena Paula (autora jednej z poczytniejszych w USA książek o Zbrodni Katyńskiej), gdy ów gościł w Krakowie wraz z małżonką. Oraz oprowadzić ich po muzeum Fabryce Schindlera, gdzie pracowałem. To jednak byłby wyjątek potwierdzający regułę.

Będąc jeszcze na pierwszym roku studiów byłem świadkiem następującej sytuacji: otóż kierowca-Polak na wąskiej, stromej drodze, chcąc wyminąć samochód jadący z naprzeciwka, zjechał poza drogę (w zasadzie tam, gdzie zaczynała się już ściana ziemi – prawie pionowa skarpa) – natomiast kierujący pojazdem jadącym z naprzeciwka, wyjeżdżając pod górkę nie uczynił podobnego manewru, choć po swojej stronie miał dobry łokieć drogi, a za nim w miarę równe pobocze (okey, może tylko trochę zryte przez dziki). Zamiast tego koleś wyskoczył z auta, wrzeszcząc na Polaka „I have priority! I have priority!„, który też wysiadł z auta – i nie bardzo wiedział o co chodzi, bo nie znał angielskiego. Za to zrozumiał słowo „Police” – i trochę strach go zdjął. Bo pewnie myślał, że to może ktoś ważny, a nie zwykły amerykański burak, redneck (w tym samym budynku na górce, gdzie mieszkałem wówczas, były także całkiem przyzwoite pokoje hotelowe i sale konferencyjne. Dużo ważnych gości przyjeżdżało, ze świata akademickiego, ale też biznesowego, nawet europosłowie). Następnie z samochodu Amerykańca wysiadła jego kobita, zapewne żona. Zagulgała do swego chłopa „We’ll call the police, honey” z niemal identycznym, amerykańskim akcentem – a następnie powiedziała do Polaka po polsku: „Mój mąż wezwie policję. Zobaczysz!” (zwracając się doń per „ty”). Polak w końcu wycofał się na małą wysepkę, jakieś 50 metrów dalej – w pewnym momencie aż szorując po skarpie i porastających ją zaroślach. W międzyczasie Polko-Amerykanka zrobiła zdjęcie jego samochodu, zapewne tak by były widoczne także tablice rejestracyjne. Amerykańce przejechali. Później widziałem ich już w budynku, jak truli d**ę naszemu portierowi, relacjonując to wszystko… mustache guy (jak go nazywali nasi zagraniczni studenci) musiał oczywiście dobrze się postarać, by wypaść autentycznie współczująco – i nie wybuchnąć śmiechem.

Ostatnio opowiedziałem to dokładnie jednemu z moich brytyjskich znajomych, kończąc w stylu „Popatrz, co ci Amerykanie u nas wyprawiali”. On na to wybuchnął śmiechem, po chwili rzekł: „Nie rozumiesz? Zrobiła zdjęcie, bo chciała go pozwać i wyrwać w ten sposób od niego kasę. Myślała, że wszędzie są takie same prawa jak w Ameryce!” – i śmiał się dalej. Swoją drogą, zobaczcie jak to świadczy o człowieku – taka chęć pozywania kogoś wielokrotnie biedniejszego od siebie. Tym bardziej, gdy jest się gościem w tym innym, znacznie uboższym kraju. Imperializm w formacie mini. Po prostu Hameryka… oj, przepraszam. W takim razie powinno być przez „ch”.

Chciwą i głupią jednocześnie twarz Ameryki znają dość dobrze Brytyjczycy (oraz zapewne też i inne nacje zachodnie)… a z pewnej sytuacji, związanej z programem Top Gear śmieją się do dziś. Jak wówczas skonstatował z właściwą sobie ironią prowadzący J. Clarkson – Don’t go to AmericaOni ogólnie śmieją się z USA. Bynajmniej nie dlatego, iżby mieli być narodem totalnie zinfiltrowanym przez rosyjskich szpiegów – lecz dlatego, że mieli częściej niż my do czynienia ze swoją młodszą, głupszą siostrą. Którą znają lepiej niż inni. W programie „The Revolution Will Be Televised” dwaj satyrycy, jako niby-członkowie brytyjskiej Partii Konserwatywnej o znaczących imionach James Twottington-Burbage i Barnaby Plankton (parodia ideału Britishness, wyznawanego głównie przez middle-class) przemierzali USA, wypytując tych biednych, nieco tępawych Amerykanów o różne rzeczy, rzekomo w celu zaimplementowania ich na grunt brytyjski. Ubaw po pachy. Z drugiej strony, nie boją się też pewnych aspektów związanych z kulturą świata islamskiego. Ot, razu pewnego poszli nawet do jednej ambasady w Londynie, przedstawiając pomysłową maszynkę, mini-gilotynkę do… obrzezania. Tamtejszy czarnoskóry, muzułmański dyplomata ich za to pochwalił, w słowach „No excess skin. That’s good ” – myśląc, że to na poważnie. Tak było, seriously :)  Przyznam, że był to jeden z lepszych programów satyrycznych, przynajmniej jeśli chodzi o UK ostatnio. Może doczekamy się następnej serii.

Jeśli natomiast chciałbym zliczyć osoby, które zadały mi najgłupsze pytania, jakich wcześniej nawet bym nie potrafił wymyślić – to niechlubną palmę pierwszeństwa dzierżyli by właśnie Amerykanie. Niestety, z „bulem” stwierdzam, że byli wśród nich także Amerykanie polskiego pochodzenia, bo lepiej lub gorzej władający językiem polskim (akcent jednak można było rozpoznać, podobnież jak po zachowaniach, sposobie myślenia, że ich socjalizacja miała miejsce tam). Wyobraźcie sobie Państwo – gdy mowa była o muzeum Podziemia Rynku w Krakowie, pytali się mnie: „Ale jak ci ludzie tak mogli żyć, w tych podziemiach?”, często też bąkając jeszcze pod nosem coś o „mrokach średniowiecza”. Zabawne to było, tak swoją drogą. Dostarczyli mi materiału na wiele anegdot, którymi mogłem bawić towarzystwo przy okazji różnych spotkań i imprez. Mam nadzieję, że w przyszłości żaden chciwy Amerykaniec nie zasądzi mnie o prawa autorskie ;)

 

W podaniach góralskich (są tego różne zbiory, jak np. „Legendy babiogórskie” śp. dr Janickiej-Krzywdy) występuje częsty motyw – głównego bohatera, którego gubi jego chciwość i zawiść. Jeśli chodzi o Stany Zjednoczone – mam takie przeczucie, że oni kiedyś podobnie przepadną przez tę swoją chciwość. U nich to co występuje na poziomie jednostkowym, co zostało niejako wdrukowane w społeczeństwo jak zasada Greed is good, transponuje się też na poziom państwowy i na poziom managementów wielkich korporacji. Efekty tegoż widzimy w światowej polityce i ekonomii. Obawiam się, że nasze polskie „elity” w geopolityce postawiły na złego bożka. USA i ich korporacje zginą i przepadną, wcześniej doprowadzając do katastrofy także i innych. Obyśmy my, Polacy, nie znaleźli się w tym upadłym zbiorze. No chciwość elit USA jest wielka, a działania tak bezczelne i brutalne, że liczba osób i podmiotów postrzegających USA jako mocarstwo im wrogie (czy nawet wrogie całej reszcie świata) rośnie w postępie geometrycznym…
Jakiś czas temu powiedziałem, że muszę coś zweryfikować. I niestety okazało się to prawdą – członkowie ukraińskiego batalionu ochotniczego „Tornado” pozowali z flagą ISIS… i nie jest to przypadek, bo islamscy ekstremiści z Czeczenii (a w mniejszym stopniu także ci z innych części Kaukazu) są w różnych formacjach po stronie Kijowa. Zło zawsze będzie ciągnąć do zła. Zawsze. Natomiast pozostałe „bataliony ochotnicze” robią co chcą; na froncie wielu z nich nie uświadczysz, bo albo protestują w Kijowie, albo są gdzieś w terenie. Rabują i nakładają „kontrybucje” na to, co jeszcze stanowi jakąkolwiek wartość…

Rząd ukraiński teoretycznie stara się to ukrócić, ale sobie z tym za bardzo nie radzi. Jakby nie chciał sobie z tym radzić… Wcale nie cieszy mnie to, że sąsiadująca z Polską Ukraina się stacza, a bandytyzm i „ekstrema” w stylu Prawego Sektora przenosi się także w zachodnie obwody kraju, dotychczas raczej spokojne (by wspomnieć strzelaninę w Munkaczewie między członkami Prawego Sektora a miejscową policją, jaka miała miejsce wczoraj tj. 11 lipca). Przeciwnie – postrzegam to jako wielkie zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski. Szkoda mi też zamieszkujących Ukrainę ludzi, szczególnie tych młodych – bo ich perspektywy będą jeszcze bardziej niepewne niż nasze; wielu Ukraińców poznałem na studiach w Krakowie i o większości z nich miałem bardzo dobre zdanie.

Żal, że ich ojczyzna zamienia się w drugą Somalię.
Obecnie USA wypłaca pensje Saakashwilemu i jego ludziom w Odessie, jest to przypadek bez precedensu by jedno państwo „demokratyczne” wypłacało pensje administracji drugiego. Ukraińska policja otrzymała nowe mundury – na wzór gliniarzy z USA. Natomiast jednym z zastępców Gruzina w Odessie została… Julia Maruszewska, dziewczyna z żerującego na emocjach klipu „I am Ukrainian” za którego powstanie odpowiedzialny jest Larry Diamond!! To jest ta sprawa, o której parę miesięcy temu wspominałem w artykule „Polski inteligent a Ukraina. Inna perspektywa”. Wtedy jeszcze część ludzi widziała coś niewłaściwego w doszukiwaniu się na Majdanie amerykańskich inspiracji…

W maju br. ambasador USA w Kijowie Geoffrey Pyatt powiedział, że Ukraina z importera gazu stanie się eksporterem. Ciekawe jak, skoro w chwili obecnej wydobycie gazu na Ukrainie zaspokaja ledwo połowę konsumpcji, zaś na wydobycie węglowodorów z tzw. Scytyjskiego Szelfu w okolicach Krymu w zasadzie nie ma co liczyć. Odetną gaz tym, którzy nie są już w stanie zapłacić rachunków po podwyżkach cen nośników energii, a ich zobowiązania rosną z miesiąca na miesiąc? Obiecanki-cacanki a głupiemu radość.
Tak własnie wygląda neokolonializm w wersji hard. Obecnie także coraz więcej Ukraińców dostrzega w tym zagrożenie, częste są protesty pod ambasadą USA w Kijowie – o których jednak z mediów polskich i zachodnich najczęściej się nie dowiadujemy, bo i po co osłabiać „wrogą narracją” nasze „sojusznicze” USA?. Czy można jeszcze bezczelniej pchać się z butami do obcego kraju, leżącego na dodatek w Europie? Pewnie można, wszak jednym z „mitów założycielskich” USA jest myśl „Nie ma rzeczy niemożliwych”. Przekonamy się o tym niedługo…

To jeszcze jeden powód, by uderzyć w ten tzw. „ład waszyngtoński”. Dlaczego mamy ich afirmować – bo tam rzekomo jest „prawdziwa demokracja”, „wartości demokratyczne”? Jaka demokracja, skoro już w ubiegłym roku badacze z Princeton doszli do wniosku, że tamtejsza demokracja „wyrodziła się” w oligarchię. USA rządzi banda zakłamanych, chciwych skurczysynów. Nic więcej.

 

Ostatnio coraz więcej się pisze i mówi o GMO, o szkodliwych środkach chemicznych jak Roundup (także dlatego, że na uprawy genetycznie zmodyfikowane, oraz na kolejne generacje coraz odporniejszych na herbicydy chwastów potrzeba tych środków coraz więcej i więcej). Co ciekawe, także i Omnia – jeden z moich ulubiony zespołów na swoim profilu na Facebooku zamieścił post: „Europe gets F****d by the USA! (TTIP)” [cenzura moja], zwracając uwagę na te aspekty umowy o wolnym handlu (znanej lepiej jako TTIP), które mają związek z uprawami GMO. Tak, to ta sama umowa, o której wspominałem na portalu „Taraka” w swoim poprzednim artykule, pt. „Polski inteligent a Ukraina. Inna perspektywa„.

Obie sprawy – ekspansja gospodarcza USA (osiągana wszystkimi środkami, per fas et nefas, także poprzez TTIP i wpisany w nią mechanizm „ochrony inwestorów” – ISDS) oraz GMO są ze sobą powiązane. Istnieje ryzyko, że skutkiem przyjęcia tej umowy będzie zalanie UE tanią, lecz marnej jakości amerykańską żywnością (której ok. 60-70 procent zawiera składniki z upraw GMO). Korporacje takie jak Monsanto zdołały już wcześniej zniszczyć drobne rolnictwo w USA, przy okazji zabijając wartości amerykańskiej prowincji, zabijając ducha w zamieszkujących ją ludziach (popatrzcie sobie np, co to jest tzw. meth mouth, może zrozumiecie o co mi chodzi). Następnie, chcąc utrzymać swój model wzrostu, zaczęły szukać nowych obszarów do ekspansji. Co ciekawe, z tym wszystkim łączy się także… Ukraina.

Musimy sobie coś wszyscy uświadomić: to właśnie Janukowycz, ten „zamordysta”, który potrafił dać w twarz swym podwładnym, czy zwyzywać ich od ostatnichto właśnie on postawił kontrę GMO na Ukrainie (zob. też tu). A ponieważ korzystające z GMO korporacje chciały się urządzić głównie na Ukrainie zachodniej, w ten sposób miałoby to wpływ także i na polskie uprawy – pyłki zmodyfikowanych genetycznie roślin nie są zatrzymywane na granicy, jak np. przemytnicy czy handlarze „żywym towarem”. W ten sposób jednak na Janukowyczu skupiła się nienawiść amerykańskich korporacji i powiązanych z nimi elit rządowych. Gdy ów, przez swoje „ustawy dyktatorskie”, otworzył furtkę niezadowoleniu społecznemu – podmioty związane z USA wykorzystały to, pompując olbrzymie pieniądze w Majdan (drugi Majdan, bo były dwa, ten pierwszy Euromajdan raczej niewielki. Często się o tym zapomina). Oczywiście był to jeden z wielu czynników.

Efektem tego jest stan, jaki mamy na Ukrainie, i ogólniej na świecie obecnie.

Pytanie tylko, co z tym zrobić…

Zobacz również