UDOSTĘPNIJ

Dlaczego pogratulowałem Januszowi Korwin-Mikkemu głosu w czasie unijnej debaty o Polsce? Niektórzy twierdzą, że zwariowałem i mój czas w Sojuszu Lewicy Demokratycznej się skończył. Inni mówią, że to moje przygotowanie do politycznego transferu. Są też tacy, którzy bardzo się z tego powodu cieszą. Lewicowa trybuna.eu napisała nawet w tabloidalnym tonie o mojej spektakularnej porażce.

O co więc chodziło? Przede wszystkim o to, by moim partyjni koledzy oraz samo społeczeństwo zauważyło, że coś jest nie w porządku jeżeli na międzynarodowym forum dochodzi do dyskusji, w której oczernia się nasz kraj a przez to nas samych. Coś jest nie tak, jeśli część społeczeństwa bez mrugnięcia okiem przyjmuje inwektywy czołowych niemieckich polityków, którzy roszczą sobie prawa do tego by dyktować Polakom jaki rząd mają wybierać i jakie mieć poglądy. Co gorsza jest coś wysoce niestosownego w tym, że część polskich polityków ma pretensje do własnego rządu o to, że rządzi. Czy można mieć pretensje o to, że szewc szyje buty, a piekarz piecze chleb? Oczywiście, że nie.

Nie zgadzam się z JKM-em co do tego, że demokracją należy pogardzać. Obecnie niestety, pomimo tysiąca wad demokracji nie wymyślono lepszego systemu. Dlaczego więc zdecydowałem się na publiczne gratulacje?

Dlatego, że nie miałem możliwości złożyć ich żadnemu, polskiemu politykowi lewicy! Te gratulacje były przede wszystkim apelem o to, by w końcu i przedstawiciele moich poglądów zabrali zdecydowany głos w momencie gdy Polska jest poniżana i opluwana na arenie międzynarodowej. Dlaczego żaden Europoseł lewicy nie powiedział, że polska jest suwerennym krajem a jej obywatele podjęli demokratyczną – bo o tym przecież była ta debata – decyzję.

My możemy się nie zgadzać z gabinetem Beaty Szydło. Możemy protestować, pisać odezwy i apele, strajkować, wzywać do skrócenia kadencji. Ale kwestią smaku jest to by robić to w Polsce. Nie potrzebujemy chyba, do debaty publicznej armii biurokratów, która będzie nam dyktować co możemy, a czego nie możemy w własnym domu.

Te gratulacje drodzy Państwo były głosem rozpaczy. Jest mi przykro, że lewica nie stanęła w tych chwilach ponad podziałami frakcyjnymi, że nie zabrała głosu w własnej sprawie. Uczynił to Legutko, Korwin-Mikke i kilku innych. I im dzisiaj należą się podziękowania.

Czy jeżeli Janusz Korwin-Mikke powie, że trawa po której chodzi jest zielona mamy krzyczeć, że jest czarna tylko dlatego, że jest politykiem innej frakcji? Churchill był w stanie dogadać się z Stalinem by pokonać nazistowską zarazę w Europie. Piłsudski spotykał się z Dmowskim gdy ważyły się losy naszej niepodległości. Czasami należy oddać przeciwnikowi uznanie, ale jedynie w sytuacji gdy ten przeciwnik ma rację!