UDOSTĘPNIJ

Kiedy człowiek myślał, że niewiele go już w polskiej polityce zdziwi, lewica w postaci Twojego Ruchu i SLD pokłóciła się o sejmowy kibelek.

Jak już się człowiek wyśmiał, dotarło do niego, że sprawa jest naprawdę poważna, bo kibelek w pobliżu to podstawa bezpieczeństwa. Także polityka. I nawet król chadza tam piechotą. Kto ma kibelek, ten ma władzę, chciałoby się rzec.

Podobno bój toczy się o sejmowy metraż, w ślad za którym idzie prywatne WC, ale jestem pewna, że wyborcy doskonale zrozumieją wagę problemu.

Kiedy w mediację zaangażował się sam wicemarszałek Eugeniusz Grzeszczak i wokół lewicowego kibelka opadł nieco kurz, rychło okazało się, że trzeba przesadzić Stefana Niesiołowskiego. Ten bowiem nieładnie mówi o kolegach ze szkolnej ławki. To jest, tfu, z sejmowej. Poseł Niesiołowski wypowiada się tak nieładnie, że PiS nie może znieść, by zasiadał on pierwszym, zaszczytnym rzędzie. To wprawdzie rząd ław należących do klubu Platformy, ale co tam. ?Wiedzą sąsiedzi, jak kto siedzi?.

Gdyby przesadzać posłów do tylnych ław za to, że brzydko się o kimś wyrażają, to dość szybko wszystkie pierwsze rzędy świeciłyby pustkami, a parlamentarzyści siedzieliby sobie na kolanach w rzędzie ostatnim. Dotyczy to wszystkich klubów. Zatem pomysł przesadzania za karę mógłby się nie sprawdzić. Karne jeżyki może lepiej oddawałyby jakość i styl toczonych dyskusji, ale trudno byłoby je pomieścić na sali plenarnej. Do kąta odsyłać się nie da, bo kątów brak. Sejm (trochę jak cyrk) jest bowiem okrągły.

A kiedy człowiek ponownie pomyślał, że nic go w polskiej polityce nie zdziwi, to? rzeczywiście nie był zdziwiony, gdy usłyszał, że oto prezes największej partii opozycyjnej zaprasza do siebie premier Kopacz. W końcu to stały chwyt ? porozmawiamy, bardzo chętnie, ale ty przyjdź do mnie. W sumie nie ma się co dziwić: jakże to prezes miałby iść do kogoś, kto jest trzy poziomy niżej. To chyba już lepiej, żeby pani premier wspięła się te trzy poziomy. A jak nie, to zawsze można wysłać jakiegoś posła. Na pewno nie poczuje się obrażony.

Podobno są gdzieś kraje, gdzie polityka wygląda inaczej. Gdzie ludzie potrafią schować do kieszeni swoje prywatne urazy, wyciągnąć pierwsi rękę, pogratulować wygranej, docenić rywala i być konstruktywną opozycją. Nie kłócić się o rzekomo usunięty krzyż w filmie reklamowym i nie oskarżać co chwilę o zdradę. Podobno są takie kraje.

Ale polska polityka wygląda na razie inaczej. Niezbyt liczy się w niej, kto co zrobi, ale gdzie siedzi i czy kibelek blisko. A także, kto do kogo się pofatyguje.

Tylko od wyborców zależy, czy to zmienią. Szanowni państwo, trzeba tylko w konkretnym dniu wyjść z domu. Piszę do tej większości, która zazwyczaj zostaje właśnie przez obrzydzenie do tego, co opisałam powyżej. Ale nie chodząc na wybory, tylko to utrwalacie.

artykuł pierwotnie ukazał się na mpolska24.pl

 

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również