UDOSTĘPNIJ
fot. facebook.com/cezary.gmyz

Konflikty i spięcia na prawej stronie sceny politycznej i medialnej są już właściwie na porządku dziennym. Dziennikarz TVP i tygodnika DoRzeczy wrzucił niedawno na Twittera wpis, z którego wynika, że także on włącza się w tę wojenkę.

IPN prowadził w ostatnim czasie dochodzenie w sprawie oświadczenia lustracyjnego Andrzeja Przyłębskiego. Ambasador RP w Niemczech twierdził, że nigdy nie współpracował z SB, jednak w jego teczce znaleziono zobowiązanie do współpracy. Decyzją prokuratora IPN zdecydowano, że nie ma podstaw do skierowania sprawy Przyłębskiego do sądu.

Instytut poinformował o tym na swojej stronie, czym niezwykle rozsierdził Cezarego Gmyza. Dziennikarz dał wyraz swojej irytacji we wpisie opublikowanym na twitterze.

Bardzo brzydko postąpił IPN, bardzo. Naprawdę jestem wściekły – napisał Gmyz, czym wywołał lawinę pytań i dyskusji.

Niektórzy internauci zaczęli zastanawiać się, czy Gmyz uważa, że Przyłębski był czynnym TW. Wszakże to właśnie dziennikarz TVP jako pierwszy opisał sprawę teczki ambasadora RP w Niemczech jeszcze w 2016 roku. Sprawa wyjaśniła się już po godzinie.

Nie chodzi o umorzenie. Chodzi o to, że IPN poinformował o tym 10 minut przed planowaną w wiadomościach emisją materiału paląc newsa – wyjaśnił komentując własny tweet Cezary Gmyz.

Andrzej Przyłębski jest mężem prezes Trybunału Konstytucyjnego Julii Przyłębskiej. Od 2016 roku pełni funkcję ambasadora RP w Niemczech. W oświadczeniu lustracyjnym stwierdził, że nigdy nie współpracował z SB. Prokuratura IPN przyznała mu rację stwierdzając, że mimo podpisania zobowiązania o współpracy, nie ma żadnych dokumentów z dalszej pracy operacyjnej TW Wolfganga.

fot. twitter.com/cezarygmyz

Źródło: wiadomosci.wp.pl

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również