UDOSTĘPNIJ

Pierwsza tura wyborów prezydenckich nie powinna być rozczarowaniem ani porażką dla nikogo, kto mieni się antysystemowcem. Zgodnie z przewidywaniami do drugiej tury weszli reprezentanci POPiSów, więc pozostali kandydaci, wraz ze swoimi elektoratami, będą musieli obejść się smakiem władzy. Znaczy nic nas nie zaskoczyło, tegośmy się spodziewali. Najbliższe dwa tygodnie będą okresem pojedynków na symbole i licytowania się, powłoka którego ugrupowania jest atrakcyjniejsza. Powłoka – bo przecież różnice między oboma kandydatami są co najwyżej kosmetyczne.

Bronisław Komorowski i Andrzej Duda to jaskrawe przykłady politycznych chorągiewek. Jeden i drugi w mgnieniu oka zmienił swoją perspektywę tak, by była jak najbliższa kukizowskiej, co pokazuje dosadnie, że traktują społeczeństwo jak naiwnych cielaków. Cytując klasyka, ciemny lud wszystko kupi. Oczywistym jest, że ani jeden, ani drugi kandydat, nie robiłby – używając sikorskiej terminologii – „łaski” Pawłowi Kukizowi, gdyby nie jego 20%. Istotnie, to, co zrobił Kukiz, było książkowym przykładem drogi from zero to hero. Rockman zaczynał od niczego, posiadając ograniczone środki i bazując głównie na oddolnym zaangażowaniu wolontariuszy, których liczba stale rosła. I ucieszył mnie szczerze jego wysoki wynik, bo choć sam postawiłem krzyżyk przy nazwisku innego antysystemowca, to możemy wywnioskować, że w narodzie drzemie potencjał. Tak spore poparcie, przy ewentualnym połączeniu sił z innymi opcjami reformatorskimi, daje nadzieję na stworzenie silnego obozu kruszącego beton po jesiennych wyborach parlamentarnych.

Aktualne wybory po raz kolejny uruchomiły myślenie w kategoriach „Prezydent i tak nic nie może”, „Prezydent pełni funkcję tylko reprezentacyjną”, et cetera. I chyba każdy z nas z tego typu opiniami spotkał się co najmniej raz, a myślenie takie jest tak błędne, że obraża myślącego człowieka. Obywatelom przypominam, że choć nie posiadamy systemu prezydenckiego, to prezydent może choćby inicjować ustawy lub je wetować. I od jego profilu ideowego zależy, co będzie inicjował, a co wetował. Oczywiście istnieją również zmienne zakłócające, jak choćby przynależność do partii tej samej co obóz rządzący lub jej przeciwnej – z taką sytuacją mamy do czynienia obecnie. I te zmienne zakłócające świadczą o tym, jak słuszną ideą jest wybór prezydenta spoza kasty, ponieważ po drugiej turze, która odbędzie się za dwa tygodnie, możliwe są dwa scenariusze: wygrywa Komorowski i podpisuje jak leci, wygrywa Duda i na opak wetuje jak leci. Pozasystemowy prezydent prawdopodobnie kierowałby się pobudkami bardziej ideowymi, a stosunek do danej ustawy wyznaczany byłby przez dłuższą refleksję, nie zaś przez interes własnego, partyjnego klanu.

Wspomnieć trzeba, że sytuacja bieżąca obnażyła całkowicie słabą kondycję ugrupowań, które jeszcze nie tak dawno rozdawały karty na polskiej scenie – SLD i PSL. Oba klany, do niedawna wielkie i wpływowe, powoli staczają się w otchłań politycznego niebytu. Społeczeństwo stwierdziło, że Adam Jarubas nie jest Wincentym Witosem i obdarzyło go zaufaniem w granicach 1,5%. Magdalena Ogórek zyskała poparcie około 2,5%, a w pakiecie kapitał polityczny na najbliższe lata. To, co zrobiła działaczka SLD, było mistrzowskim przykładem, jak zniszczyć system od środka, głosząc postulaty sprzeczne z duchem partii (i zarazem bardzo rozsądne, w moim subiektywnym odczuciu) i wysłać Sojusz na emeryturę. Pani Magdalena Ogórek, dotychczas krzywdząco kojarzona jedynie z rozbudzaniem męskich instynktów, stała się prawdziwą gwiazdą politycznej walki. Mówiła o powiększaniu kwoty wolnej od podatku, o konieczności rozkucia kajdan regulacji, które krępują polską przedsiębiorczość… i o zrównoważonej polityce zagranicznej względem Rosji. Innymi słowy – postulaty będące syntezą myśli prof. Gwiazdowskiego i Romana Dmowskiego. I choć nie wszystkie pomysły były spójne, to brak spójności przejawiali niemal wszyscy kandydaci, więc można na to przymknąć oko. Przy okazji Pani Magdalena Ogórek przypomniała Polakom, czym jest pozytywny wallenrodyzm w polityce.

Czy Magdalena Ogórek wyznaczyła nową jakość zmian? Czy partyjne klany będą się powoli sypać w wyniku ciosów zadawanych przez wewnętrzną opozycję? A może w końcu po wyborach parlamentarnych pojawi się siła, która będzie je torpedować z zewnątrz? Trzymam kciuki za jedno, drugie i trzecie. Te wybory to bramka strzelona na konto Antysystemu. Nadzieją napawa retoryka tej kampanii, budowana przez większość kandydatów bardziej na obietnicach poszerzania wolności zamiast subsydiowania. Mentalna zmiana już nastąpiła.

Zobacz również