UDOSTĘPNIJ

Barbara Bielawska w swoim tekście „Czerwone światło dla gwałtu. Widzę – reaguję” (link) poruszyła dramat coraz większej skali przemocy seksualnej wobec kobiet. W artykule oraz zamieszczanych pod nim komentarzach autorka obwinia za ogromną skalę tego zjawiska „patriarchalną kulturę” oraz (jeśli dobrze rozumiem) Kościół, który jej zdaniem „sprzeciwia się równouprawnieniu kobiet”. W kilku zdaniach pragnę rozprawić się z dziwnymi tezami zawartymi w jej felietonie.

Po pierwszej, trzeba to powiedzieć jasno i wprost, niektóre kobiety swoim zachowaniem i wyglądem rzeczywiście prowokują gwałcicieli do napaści. To oczywiste, iż z dwóch przechadzających się samotnie po zmroku kobiet gwałciciel prędzej zaatakuje półnagą i zachowującą się obscenicznie dziewczynę niż jej skromną i ubraną od stóp do głów koleżankę. W niczym nie usprawiedliwia to napastnika ani nie stanowi dla niego żadnej okoliczności łagodzącej, niemniej jednak mówimy o obiektywnym fakcie, z którym nie ma sensu polemizować.

Po drugie, to nie Kościół czy „patriarchalna kultura” dyskryminuje kobiety i przyczynia się do wzrostu częstotliwości skali patologii jaką jest gwałt. Coraz większa liczba aktów przemocy seksualnej wynika m. in. z masowej promocji relatywizmu moralnego oraz aktywności antykobiecych ze swej natury ideologii feministycznych i genderowych. Prawdziwa walka o równouprawnienie skończyła się u zarania II Rzeczpospolitej, kiedy to w Polsce kobiety słusznie zyskały pełnię praw społecznych i politycznych. Obecnie, gdy kobiety nie są w żaden sposób dyskryminowane ustawodawstwem państwowym, stanowi ona jedynie utarty slogan będący przykrywką do realizacji zupełnie innych celów.  Skrajna lewica, zapewne celowo myląc wynikający z uwarunkowań biologicznych podział ról społecznych między płciami z brakiem równouprawienia, zaangażowała się w walkę o niszczenie etycznych fundamentów społeczeństwa oraz promocję wszelkiego rodzaju antykobiecych patologii, takich jak np. prostytucja czy rozbudzająca przedwcześnie pożądanie „edukacja seksualna”. Skutkuje to m. in. kryzysem demograficznym i osłabieniem się więzi rodzinnych, a także upadkiem moralnym i brakiem zasad, co prowadzi do wzrostu skali wszelkiego rodzaju zachowań patologicznych, takich jak przemoc seksualna. Ze wszystkich sił politycznych w Polsce Prawo i Sprawiedliwość wykazywało najwięcej determinacji w walce o prawa ofiar gwałtów, od zawsze domagając się zdecydowanie wyższych niż obecne kar za to obrzydliwe przestępstwo.

Po trzecie, zjawiskiem które ma największy udział w dawno już dokonane i będące współcześnie faktem równouprawnienie kobiet jest chrześcijaństwo. To właśnie Kościół faktycznie jako pierwszy uznał, że kobieta i mężczyzna jako dzieci Boże są sobie równi w człowieczeństwie (co przedtem nie było wcale uważane za oczywiste) oraz że kobieta ma duszę. Na tle ówczesnej mentalności były to tezy rewolucyjne, które na zawsze odmieniły postrzeganie kobiet w Europie. Feminizm we współczesnej rzeczywistości nie ma racji bytu, jako że wszelkie cele związane z faktycznym równouprawnieniem kobiety zostały już osiagnięte przynajmniej kilkadziesiąt lat temu (więcej pisałem o tym tutaj).