UDOSTĘPNIJ

Od dłuższego czasu obserwuję spór – toczący się głównie w środowisku narodowym – między tzw. rewizjonistami a romantykami dotyczący polskiej historii w okresie II wojny światowej. I nie ukrywam, że bliżej mi do rewizjonistów, mimo że mam jedno „ale” odnośnie ich postawy i pewnych „faktów”, które starają się forsować.

Według rewizjonistów (i mnie) polityka ówczesnych władz polskich na uchodźstwie opierała się głównie na życzeniowości, naiwności i była jednym pasmem karygodnych błędów i sromotnych porażek, często na własne życzenie. Do takich wniosków można po prostu dojść po obiektywnej – wziętej na chłodno – lekturze archiwów i setek prac na ten temat.

Od romantyków nie oczekuje się chłodnego spojrzenia na sprawę bowiem romantyk z zasady kieruje się emocjami, które pchają go do akceptacji nawet największych i najbezsensowniejszych poświęceń.

Od rewizjonistów, którzy lubią nazywać się także racjonalistami oczekuje się natomiast pełnej obiektywności, braku emocjonalnego podejścia do sprawy i przede wszystkim nie manipulowania i nie ukrywania niewygodnych dla nich faktów. I tu pojawia się problem bowiem rewizjoniści naszej historii mimo ogólnie słusznego osądu poczynań polskich władz w okresie II WŚ mają skłonność jednak – tak jak zresztą romantycy choć na mniejszą skalę – ukrywania pewnych faktów lub co najmniej koloryzowania i przeceniania niektórych wydarzeń czy postaci.

Rewizjonistyczne brązownictwo postaci gen. Sosnkowskiego

Najbardziej wyrazistym tego przykładem jest postać gen. Sosnkowskiego, którego rewizjoniści starają się ukazać jako jednego z niewielu trzeźwo wtedy myślących przedstawicieli naszych interesów na arenie międzynarodowej.

Najczęściej jego sylwetka przytacza jest w kontekście Powstania Warszawskiego, którego rzekomo był gorącym przeciwnikiem. Nie rozumiem takiej narracji bowiem znane nam fakty świadczą według mnie o czymś zupełnie przeciwnym.

W koloryzowaniu postaci gen. Sosnkowskiego przoduje niewątpliwie Piotr Zychowicz, autor książek „Pakt Ribbentrop – Beck”, „Obłęd 44” i ostatniej „Opcja Niemiecka”. Ów historyk młodego pokolenia ma w zwyczaju zaczynać swoje wystąpienia właśnie od opisania sylwetki gen. Sosnkowskiego, który według niego nakazał władzom krajowym dwie kluczowe sprawy: po pierwsze nie ujawniamy się wobec bolszewików bo to samobójstwo, po drugie nie robimy powstania bo to będzie rzeź. Przy czym komenda główna AK postąpiła – według niego – dokładnie odwrotnie.

O ile z pierwszą częścią słów p. Zychowicza można się zgodzić, o tyle z drugą sprawa nie jest już taka prosta i jasna.

Na początku trzeba zaznaczyć, że gen. Sosnkowski słynął z radykalnych zmian podejścia do działań jakie polskie władze polityczne i wojskowe winny podjąć. Tutaj też być może leży źródło błędnej oceny tej postaci przez rewizjonistów bowiem mają skłonność do opierania się tylko na tej części oficjalnych wypowiedzi Sosnkowskiego, w których stanowczo sprzeciwiał się powstaniu.

Gen. Sosnkowski a Powstanie Warszawskie

Często zmieniająca się postawa generała wobec możliwości masowego wystąpienia zbrojnego  przeciw okupantowi była prawdopodobnie spowodowana naciskami ze strony Aliantów (i mowa tu nie tylko o politykach ale i mediach oraz społeczeństwu) przeradzających się niekiedy do agresywnego przymuszania polskich władz na uchodźstwie do podjęcia negocjacji ze Stalinem, który był uważany wtedy jako jedna z głównych sił w walce z Hitlerem.

Jeszcze w 1943 roku gen. Kazimierz Sosnkowski mając świadomość w jak złym stanie jest uzbrojenie Armii Krajowej uważał, że jakiekolwiek masowe wystąpienie zbrojne przeciwko Niemcom bez uprzedniego dozbrojenia podziemia przez Aliantów byłoby – jak napisał 22 października  zwracając się do premiera – „rozpaczliwym aktem i końcem walki” jednak miał jednocześnie świadomość, że „rozpaczliwe akty są w życiu narodów niekiedy nieuniknione ze względu na zbiorowe uczucia społeczeństwa, symbolikę polityczną tych aktów i znaczenie moralne dla potomności”.

Widać tu wspomniane wcześniej niezdecydowanie, które wprowadzało w niemałe zakłopotanie jego podwładnych i bardzo często prowadziło do opacznego (lecz nie celowo) zrozumienia jego słów przez władze wojskowe w kraju.

Największym jednak problemem i równocześnie błędem Sosnkowskiego było jego przekonanie, że Związek Sowiecki nie odegra po wojnie żadnej znaczącej roli na arenie międzynarodowej, i że rozwiązania sprawy polskiej należy szukać poza ZSRS. Prawdopodobnie dlatego był gorącym zwolennikiem otwartej wojny ze stalinowskim reżimem i wierzył że przy pomocy Aliantów globalne powstanie zbrojne w kraju ma szansę się udać. Według Sosnkowskiego pozwoliłoby to zachować Polsce granice z 1939 roku z uwagi na zatrzymanie Armii Czerwoną w pochodzie na zachód.

By zrealizować swoje plany dotyczące wystąpienia przeciwko okupantowi niemieckiemu a potem sowieckiemu, gen. Sosnkowski lokował „swoich” ludzi w kręgach krajowych a przeciwników przenosił do Anglii. W wyniku gierek wodza naczelnego stanowisko stracił między innymi gen. Tatar – ówczesny zastępca szefa sztabu AK – który zdawał sobie sprawę z potęgi ZSRS i był przeciwnikiem otwartej wojny ze Stalinem.

W sprowokowaniu wybuchu powstania w Warszawie wiele zasług ma gen. Sosnkowski także z uwagi na jego instrukcję z 7 lipca 1944 roku, która dosyć dobitnie sugerowała by przy sprzyjających okolicznościach (które ocenić miały władze w kraju) należy wzniecić globalne powstanie, w wyniku którego zajęte przez oddziały AK miały być największe miasta tj. Lwów, Wilno czy właśnie Warszawa.

Jeśli przez szczęśliwy zbieg okoliczności w ostatnich chwilach odwrotu niemieckiego, a przed wkroczeniem oddziałów czerwonych, powstaną szanse choćby przejściowego i krótkotrwałego opanowania przez nas Wilna, Lwowa, innego większego centrum (czyt. Warszawa – przyp. red.) lub pewnego ograniczonego niewielkiego choćby obszaru – należy to uczynić i wystąpić w roli pełnoprawnego gospodarza.” – czytamy w sławnej instrukcji Wodza Naczelnego z 7 lipca ’44.

Fragment ten – jak wiemy z historii – został zinterpretowany dosłownie jako zgoda na wybuch powstania w Warszawie, która początkowo miała być miastem otwartym, czyli wyłączonym z działań zbrojnych.

Wszystkie wątpliwości dotyczące pełnej zgody gen. Sosnkowskiego na zorganizowanie powstania w Warszawie rozwiewa jednak jego inna instrukcja – tajna tym razem, która całkiem przypadkiem trafiła w ręce Oddziału VI Sztabu Naczelnego Wodza. Instrukcja ta miała dać mandat gen. Okulickiemu, który został wysłany do kraju w celu zorganizowania zbrojnego wystąpienia przeciwko okupantom. W owej instrukcji gen. Sosnkowski wprost nakazuje opanowanie przez Armię Krajową przede wszystkim Warszawy. Owa instrukcja nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności nie dotarła do adresata – gen. Bora, jednak jak się okazało nie przeszkodziło to człowiekowi gen Sosnkowskiego, czyli gen. Okulickiemu, w przekonaniu gen. Bora-Komorowskiego do podjęcia walki o Warszawę.

Rewizjoniści i gen. Sosnkowski – ślepa miłość

Docieramy więc do punktu gdzie sylwetka generała Kazimierza Sosnkowskiego nie wydaje się już tak krystalicznie czysta i stanowczo przeciwna bezsensownemu rozlewowi krwi. Pojawia się jednak jedno pytanie: dlaczego zawodowi historycy tacy jak Piotr Zychowicz ignorują te fakty?

By odpowiedzieć sobie na to pytanie wystarczy zapoznać się z kilkoma publikacjami na temat gen. Sosnkowskiego i z kilkoma wypowiedziami naszych rewizjonistów. Od razu dostrzeżemy jedną wspólną cechę – ślepa, wręcz romantyczna nienawiść do bolszewików.

Rozumiem oczywiście chęć promowania postaci antykomunistów i postaw antybolszewickich jednak myślę, że należy to robić w sposób racjonalny, bez naciągania historii i ukrywania niewygodnych dla sprawy faktów.

Bądź na bieżąco z moimi wpisami. Kliknij Lubię to!

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również