UDOSTĘPNIJ
fot. flickr.com

Wielu naszych rodaków pracuje za granicą, by polepszyć swój byt. Często muszą znosić złe warunki mieszkaniowe i niechęć pracodawców. Zdarza się, że brak sympatii z ich strony dochodzi do tragedii.

Jedna z nich wydarzyła się w Saint-Etienne-des-Oullieres w pobliżu Lyonu, gdzie w winiarni pracowali obywatele RP. W czterdziestostopniowym upale jeden z zatrudnianych mężczyzn zasłabł. Z racji tego, że pozostali Polacy nie znają języka francuskiego, podali telefon ojcu właściciela winiarni. Według ich relacji Francuz wcale nie miał zamiaru pomagać. I nakazał powrót do pracy, gdyż do końca dnia roboczego brakowało 20 minut.

– Ojciec właściciela winnicy wziął ten telefon i po prostu go wyłączył. Rozłączył połączenie dwa razy. Człowiek umierał, był już nieprzytomny, a on krzyczał do nas: „Pracować! Pracować!” – relacjonuje jeden z pracowników winnicy w rozmowie z RMF24.

Właściciel przedsiębiorstwa tłumaczy ojca jego problemami ze słuchem i brakiem umiejętności obsługi telefonu komórkowego. Także wersja współwłaścicielki winnicy znacząco różni się od tej przedstawionej przez jej pracowników. Twierdzi ona, że ratownicy, którzy w końcu przybyli na miejsce, poinformowali ją, że zmarły chorował na serce i cukrzyce, o czym. Twierdzi także, że jej mąż już kilka dni wcześniej zwrócił uwagę na zły stan swojego pracownika, lecz sam Polak miał nie chcieć przerwać pracy. Kobieta utrzymuje także, że jej małżonek był na miejscu ostatniego zdarzenia i natychmiastowo wezwał karetkę.

Polscy pracownicy zaprzeczają temu i utrzymują, że na miejscu szefa nie było, oraz że zanim przyjechał, minęło sporo czasu, a wtedy na pomoc było już zbyt późno. Także warunki pracy miały pozostawiać wiele do życzenia. Miało brakować toalet i pryszniców, a także wody pitnej w upale sięgającym 40 stopni Celsjusza.

źródło: wp.pl

[view-gllery id=135224]

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również