UDOSTĘPNIJ

Środowiska feministyczne starają się ugruntować w społeczeństwie przeświadczenie o tym jakoby mężczyźni przechodzili w obecnych czasach, (a może od zawsze?) kryzys męskości. Czyżbyśmy mieli do czynienia z ironią losu i określenie „słaba płeć”, którym przez wieki mężczyźni opisywali kobiety, wróciło do nas bumerangiem? Do tego wszystkiego dochodzi i niejako łączy się osławiona idea gender.

Sądząc z opisów i diagnoz stawianych przez środowiska feministyczne, to my, faceci, teraz jesteśmy słabi, rozdarci i wątpiący w swoje możliwości. Osobiście, łagodnie powiem, że dystansuję się od tych „szaleństw”.

Tak naprawdę, słynny „kryzys męskości” zaczął się bardzo dawno temu. Właściwie to już okoliczności grzechu pierworodnego wskazują na chwiejny charakter mężczyzn, jego podatność na wpływy, niedotrzymywanie obietnic i przysłowiową nieumiejętność słuchania. Albo inaczej, słuchania i rozumienia tego, co chciałby usłyszeć i rozumieć. Badający Pismo Święte podobno wciąż nie są zgodni czy Ewa powiedziała: „Zjedz jabłko, Adam” czy może: „Zjedz jabłko, a dam”. Tak czy owak, finał tego zdarzenia widoczny jest i dzisiaj. W takiej sytuacji pojawienie się w Magdaleny Środy, Joanny Senyszyn, Kazimiery Szczuki, Elizy Michalik czy Katarzyny Bratkowskiej (że wymienię tylko chyba najbardziej znaczące postaci). No, może jeszcze pani poseł Grodzka powinna być włączona w to grono, choć do końca nie jestem pewien słuszności tego osądu. Zdaje się to być naturalną dziejową konsekwencją i jednocześnie próbą wypełnienia wyrwy powstałej we wszechświecie po utracie charakteru, odwagi i rozumu przez męską część ludzkiej populacji.

Rozdźwięk w wyciąganiu wniosków
Należy zwrócić uwagę na istotną nierówność wyciągania wniosków przez kobiety i mężczyzn. Oto bowiem feministki, a mam na myśli te „walczące” i uznające płeć jako elementy pewnej koniecznej dialektyki, opisujące mężczyzn jako permanentnie niedojrzałych dziecinnych, egoistycznych, nieodpowiedzialnych i jakich jeszcze innych obraźliwych epitetów, by nie użyć, mówią jasno i wyraźnie, o dotkliwym kryzysie współczesnego mężczyzny. Tymczasem każdy z nas zna osobiście lub z opowieści egoistyczne, nieodpowiedzialne, płytkie, interesowne, dziecinne kobiety, ale żaden o globalnym kryzysie kobiecości nie wspomina, i to bynajmniej nie z braku własnych umysłowych kwalifikacji.
Poniekąd, wydawać by mogło, że wynika to pośrednio z protekcjonistycznej wobec kobiet męskiej postawy.
Raczej jednak dzieje się tak dlatego, że uogólnianie doświadczeń na całą populację i nieuprawnione generalizowanie są dla myślącego racjonalnie człowieka nieco wstydliwe intelektualnie.

Innym pytaniem wartym zastanowienia jest, czy mammy do czynienia z kryzysem oceny? Kobiety nie znajdują w mężczyznach tego, co by im opowiadało, nie wyłącznie dlatego, że męskość się podobno skundliła, ale głównie z powodu zmiany ocen i oczekiwań. Nie ma w tym nic złego, ale dobrze zdawać sobie sprawę, że wyobrażenie mężczyzny jest w dużej mierze kształtowane przez prasę i inne media. A tam, jak wiadomo, hulaj dusza, piekła nie ma. Przykładową egzemplifikacją kreacji niech będzie reklama jednego z dezodorantów dla mężczyzn: mamy tam diamenty, ostrygi, palmy i do tego dobrze zbudowanego gościa z sześciopakiem na brzuchu, który jedzie na koniu… tyłem. Facet wypowiada formułkę: „spójrz na swego mężczyznę, a teraz na mnie, jeszcze raz na niego i na mnie”. W połączeniu z innym kobiecym hasłem reklamowym „jesteś tego warta”, może to tworzyć prawdziwie wybuchową mieszankę.

Brak zgodności, a racjonalna propozycja
Każdą dyskusję warto zaczynać od ustalenia wspólnej płaszczyzny. Wydaje mi się, że najwłaściwsza pozycja wyjściowa jest taka: kobiety i mężczyźni mają mieć równe prawa i obowiązki w związku i w sferze społecznej oraz mają mieć prawo do równego startu zawodowego i do możliwości osobistej realizacji na sprawiedliwych i równowartościowych zasadach. Czy taka deklaracja – moim zdaniem otwarta, niedyskryminacyjna i oczywista – robi ze mnie feministę? Byłoby to zbyt łatwe. Żeby zasłużyć na brawa feministek, trzeba uznać całą męską część cywilizacji europejskiej za opresyjną, chrześcijaństwo za wyraz masochizmu, cała dotychczasową kulturę za patriarchalną, zaś instytucje społeczne (jak np. małżeństwo) za kajdaniarskie, a historie relacji damsko-męskich za wypisy z dziejów niewolnictwa.

Ile cukru w cukrze?
Tak się zastanawiam, może z tymi paniami od feminizmu i gender jest podobnie jak z pijanymi kierowcami? Oczywiście, że problem istnieje, ale czy w takiej skali, że człowiek boi się wyjść wieczorną porą i przejść kilkaset metrów wzdłuż drogi, bo zaraz potrąci go zachlany mechaniczny morderca? Nie, ponad 98% polskich kierowców jest trzeźwych, a problem pijanych kretynów zamyka się prawie w dwóch procentach. Jasne, że to i tak za dużo, ale szaleństwo medialne, alarmowe zebranie rządu, wystąpienia premier rządu i ministrów wskazywałoby, że problem jest o wiele bardziej poważny. Podobnie, być może, jest z tą osławioną polską szowinistyczną mentalnością, którą regularnie opisuje nam w dramatycznych narracjach  kilka, zazwyczaj tych samych pań. Oś tych głośnych wypowiedzi stanowi teza, że dyskryminacja i zniewolenie są faktem, bez względu na to, czy je dostrzegamy, czy nie. Nie ślepota mężczyzn jest tu jednak decydująca, ale skala tej dyskryminacji  i stopień zniewolenia. Każda racjonalna istota przystanie na uwagę potraktowaną jako argument, że jest to jednak lekka aberracja. Tymczasem, gdy poszukać jakichś danych sprzeciwiających się forsowanej tezie można zauważyć, że np.: 58% prezenterek w wiadomościach TV to kobiety, 83% nauczycieli w Polsce to kobiety, etc. A co z pracami wykonywanymi na budowach, czy w kopalniach, co z zawodem mechanika samochodowego?… Okazuje się, mimo wszystko, że zamiana ról dobrze wypada głównie w sypialni, a na co dzień rzadko się sprawdzają.
Tak na marginesie – mam wrażenie, że najgłośniej hasła o kryzysie męskości i im pokrewne wygłaszają feministki, które robiąc wokół siebie show, dbają głównie o rozgłos i zamieszanie wokół swego nazwiska.
Kopernik była kobietą!
Należy zwrócić uwagę, że realny lub rzekomy kryzys męskiej tożsamości, to w znacznej mierze wynik inflacji wymagań kobiet i mnóstwo sprzecznych komunikatów wysyłanych do mężczyzn. Można stwierdzić, że to właśnie ten umysłowy i uczuciowy misz-masz wpędza nas-mężczyzn w konfuzję, podcina skrzydła i prowadzi do depresji. I tak, mamy być romantyczni, ale twardo stąpać po ziemi, czuli i opiekuńczy, ale dominujący, uczuciowi, ale realiści, dawać zabezpieczenie finansowe, ale dużo czasu spędzać w domu, zabawni ale i poważni, tolerancyjni, ale zasadniczy, twardzi, ale o gołębim sercu i tak dalej, i tak dalej…
Co ciekawe feministki, z prof. Środą na czele, propagują na dodatek ideę szerzenia gender, czyli płci społeczno-kulturowej. Widocznie, oczywiście wg profesorki i innych jej podobnych, męska opresyjność i „uciemiężenie” kobiet jest tak ogromne, że mężczyźni powinni przejąć część (co najmniej!) cech kobiecych przez przystosowanie do odpowiednich zachowań i czynności kobiecych. I nic to, że obie płcie się różnią w stopniu znaczącym. Dziewczynka i chłopczyk powinni być wychowywaniu według takich samych wzorców. Nie wiem czy w ten sposób, tzn. poprzez eksperyment z hybrydą płciową, znacząco zwiększyłaby się w społeczeństwie odsetek jednostek malujących sobie usta i paznokcie, wiem jednak, że nie wyciągnie to męskiej części populacji z szeroko forsowanego przez feministki kryzysu męskości. Eksperymentowanie w tej dziedzinie potraktujmy raczej jako dobry scenariusz komediowy, a rzeczywistość społeczno-kulturową zostawmy w spokoju. W końcu, wynika ona z natury, która przez tysiąclecia nas kształtowała i chyba nie zawiodła, skoro ludzkość przetrwała do tej pory.