UDOSTĘPNIJ

Barcelona to piękne miasto. Dostęp do morza, siedziba jednej z najlepszych drużyn piłkarskich świata, świetne jedzenie, widowiskowa architektura autorstwa Gaudiego oraz urokliwe, słoneczne uliczki i oryginalna, katalońska kultura. To wszystko sprawia, że do Barcelony ściągają turyści z całego świata. 

Podczas wizyty w Barcelonie turyści i kibice mogą spotkać też widoki mniej przyjemne niż oświetlona promieniami zachodzącego słońca La Rambla. Pomiędzy zwiedzaniem kościoła Sagrada Familia i stadionu Camp Nou w stolicy Katalonii nierzadko można natknąć się na kontrowersyjne protesty obrońców zwierząt.

W maju tego roku informowaliśmy o manifestacji egan. W ramach protestu Świętego Jakuba zebrała się grupa ludzi, którzy  – okrążeni przez gapiów oraz kamery – rozebrali się do naga. Protestujący następnie weszli na wielkie plastikowe tacki, zostali oblani krwią i zafoliowani – dokładnie tak, jak robi się to z martwymi zwierzętami. Na koniec, na folie przyklejono naklejki z kodem kreskowym oraz napisem „carne humana”, co w wolnym tłumaczeniu brzmi: „mięso ludzkie” lub „ludzina”

Tym razem w Barcelonie protestowały feministki. Ich obecność nie była jednak manifestem przeciw nierównościom na rynku pracy czy przedmiotowemu traktowaniu kobiet w krajach drugiego i trzeciego świata. Protest dotyczył natomiast szowinizmu wobec… krów. Takowym ma być masowe wykorzystywanie mleka krów do celów spożywczych.

Feministki postanowiły przypomnieć, że krowy także są matkami. Postanowiły więc – w wyjątkowo skromnych odzieniach – przymocować do swoich piersi dojarki. I tym razem nie zabrakło sztucznej krwi, którą obmazały się kobiety.

– Nie dla nabiału! Nie dla wykorzystywania kobiet! Konsumpcja produktów mleczarskich to szowinizm – krzyczały.

źródło: prostozmostu

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również