UDOSTĘPNIJ

Ostatnio ciągle się mówi o legalizacji broni i z tej okazji przypomniała mi się debata sprzed kilku lat, gdzie na ten temat Korwin-Mikke dyskutował z Maciejem Wieczorkowskim. Włączyłem ją sobie kilka dni temu i od razu zacząłem się rechotać: adwersarz wąsacza został przedstawiony jako przewodniczący inicjatywy ?Stop Wojnie?. Proponuję założyć jeszcze kilka takich organizacji, polajkujemy je na fejsbuku i Putin z Koreą Północną nie będą mieli wyjścia – w końcu skapitulują i powiedzą: ?nie ma bata na was, przerywamy ostrzał, pozbywamy się rakiet?. No ale patrzę się i słucham tego Wieczorkowskiego: z twarzy podobny trochę do Stephena Kinga, z poglądów ? do idioty. Nie da się nazwać inaczej kogoś kto twierdzi, że dzieci powinny mieć zakaz zabawy plastikowymi pistolecikami i nawołuje do promowania przez Polskę idei rozbrojeniowych. Żyjemy w takich czasach, że prawdopodobieństwo dostania rakietą w łeb na ulicy podczas marszu po piwo do monopolowego wzrasta. A dla tych co mieli mniej szczęścia i urodzili się gdzie indziej to codzienność.

W każdym razie na ten sam temat ostatnio dyskutowała ideologiczna progenitura Korwina w osobie Piotra Najzera oraz archetypiczny głąb ? Piotr Szumlewicz. Często przy takich okazjach można zauważyć pewną jak to określiłem medialną schizofrenię. Tak było i w tym przypadku, gdy Najzer stwierdził, że w Polsce od zawsze był trudny dostęp do broni palnej. A Szumi jak to Szumi, byle odwrotnie: w dwudziestoleciu międzywojennym klamkę można było zdobyć bardzo łatwo. Obaj nie sprecyzują, nie opiszą stanu prawnego, nie uwiarygodnią swojej tezy w żaden sposób. I tak wygląda większość debat: jest kwestia, którą można rozstrzygnąć bez większych wątpliwości. Na przykład jeden mówi: ?Ziemia jest okrągła?. A oponent choćby go pieścić prądem i kopać w krocze to powie: ?nieprawda, Ziemia jest płaska?. Idzie taki gość w zaparte, bo nie umie przyznać się do błędu. No i dyskutuj z takim cielakiem bezrefleksyjnym. Komicznie musi się czuć osoba nieinteresująca się na co dzień polityką podczas oglądania takiej żenady. Widać na pierwszy rzut oka, że któryś się myli, nie ma innej opcji. A tu nikomu nawet brewka nie dygnie, choć przecież jeden z nich musi łgać jak najęty.

Ale żeby nie było: Najzer też zrobił z siebie głupka unikając odpowiedzi na temat wpisu na fejsie. Szumi oczywiście poczuł krew, a dodatkowo motywował go fakt, że po raz pierwszy w życiu osiągnął przewagę w dyskusji. I tłukł przez pół programu cytat z adwersarza, że kałach to ?strzykawka aplikująca szczepionkę na lewicowe odchyły?. Muszę przyznać: jeżeli to byłby cytat z luźnego tekstu satyrycznego albo felietonistycznego ? kombinacja słów kapitalna. Problemem jest jednak fakt, że Najzer nie jest publicystą a wannabe politykiem. Przez takie idiotyczne wypowiedzi daje tylko amunicję swoim przeciwnikom, którzy mogą mu strzelić w metaforyczny łeb i zakończyć politykierski żywot. Miał sporo szczęścia, że każde argumenty w ręku Szumiego to ślepaki, robiące dużo huku bez negatywnych efektów.

Ostatnio jest też na tapecie temat Jana Meli, popularnego Jaśka. Jakby ktoś go jeszcze jakimś cudem nie kojarzył to wspomnę tylko, że to ten chłopak co wszedł do transformatora i chwytał się za kable. Szczepionką na głupotę okazało się w tym przypadku 16 000 V wraz z amputacją ręki i nogi. Straszny wypadek i piszę to bez ironii. Chwała mu za to, że się podniósł i wrócił do normalnego życia. To naprawdę imponujące. Drażni mnie jednak podawanie go za przykład czy to uporu w dążeniu do celu czy to jako pewien wzorzec prewencyjny ? przestrzegający przed zabawą z prądem i nieodpowiedzialnością.

Normalne trzynastoletnie dziecko widząc trupią czachę na drzwiach nie wchodzi do środka i nie zaczyna szarpać kabli jak małpa gałęzi. A przestrzeganie przed zabawą z prądem czy też ogniem jest jedną z podstawowych rzeczy jakie rodzice wpajają swoim dzieciom. Pokazywanie Jaśka jako pewnego rodzaju przestrogi jest bezcelowe. Już bardziej na wyobraźnię działa widok ludzi na wózkach, którzy spieprzyli swoje życie skacząc na główkę do płytkiej wody. Patrzy się na takiego, a on całym sobą zdaje się mówić: ?nie róbcie tego co ja, zobaczcie jak zgnoiłem sobie życie?. Tego co zrobił Jaś Mela normalne dziecko nie będzie powtarzać.

Gość jest też moim zdaniem kiepskim przykładem człowieka dążącego do celu, kogoś kto się zawziął i ma upór. Nie zrozumcie mnie źle, nie odbieram mu tego. Chwała mu za to, że po wypadku zrobił coś ze swoim życiem, gdzie wiele osób po takim gongu w łeb od losu, powiesiłoby się następnego dnia albo skoczyło z okna.

Tutaj jednak wychodzi brak samodzielnego myślenia i zdrowego rozsądku u wielu ludzi. Bo teoretycznie działalność Jaśka i te wszystkie cechy są godne pochwały i naśladowania, prawda? Inspirujący człowiek, który powinien być wzorem dla wielu ludzi. Otóż to wszystko to tylko teoria i kolejny schemat myślowy.

W praktyce jest to gówno prawda.

Upór i zawziętość są wewnętrznymi cechami człowieka. Nie da się ich nauczyć. Nie da się ich komuś wpoić. Nie można ich w końcu przejąć od Meli poprzez naśladownictwo. Albo masz mocną psychę i idziesz do przodu albo się poddajesz. Prosta sytuacja. Niektórzy reflektują się na czas i biorą się w garść, niektórzy oddają walkower ? takie życie. Jeżeli jednak ktoś decyduje się na walkę to jest to jego wewnętrzny impuls i wewnętrzna siła. Ludzie, których modnie się nazywa dziś inspirującymi mają na to maleńki wpływ. Możesz zobaczyć, że komuś wychodzi, uwierzyć że można, ale koniec końców zostajesz sam na sam ze sobą.

Niektórzy decydują się na działanie w obliczu tragedii życiowych i największych kryzysów. Tak jak bohater tego tekstu, gdy stał się niepełnosprawny. To może motywować. Ale rany, nie pokazujmy takich ludzi wszędzie, nic się od tych pięknych przykładów w życiu innych nie zmieni. Nikomu nie życzę, żeby życie krzyknęło ?sprawdzam? wystawiając tym samym na ciężką próbę. Dasz radę czy nie? Zależy to tylko od ciebie. Nie Jasia Meli co zdobył dwa bieguny ani grubasa z Legnicy co zgubił 500 kilo.

Nie wiem czy zauważyliście ale w dzisiejszym świecie mamy przesyt pseudoinspirujących ludzi i pseudoinspirujących cytatów. Co drugi znajomy na fejsbuku wrzuca piękne tekściki o życiu, spełnianiu marzeń. Bestsellerami stają się książki poradnikowe typu ?Zmień swoje życie w pięć minut?, ?Wyrwij najlepsze gąski wyglądając jak połączenie trolla z Donaldem Tuskiem?. Mało kto zdaje się dostrzegać jakie to powierzchowne i płytkie.

Wyjawię wam sekret. Nie zmienicie swojego życia przez fejsbuka czy kupno książki. Przy pomocy takich publikacji życie zmieniają tylko ich twórcy. Bo robią kasę na wciskaniu ciemnocie głodnych kawałków jak to mogą osiągnąć wszystko od zaraz. Niezależnie czy jest to kolejny niepełnosprawny bohater czy człowiek z pierwszej setki Forbesa. Prawdziwie inspirujący są tylko ci ludzie, którzy pracują ciężko na swój sukces, bez szybkich recept na osiągnięcie szczytów. Ale ich nie znacie. Wiecie dlaczego? Bo codziennie harują i doskonalą swoje umiejętności. Nie mają czasu ani na mamienie motłochu ani na czytanie bzdur. Praca i sukcesy takich osób wynikają z wewnętrznego uporu, nie nauczył ich tego żaden polityk ani polarnik.

Zapytacie pewnie co łączy oba, wyżej opisane tematy. Pozornie nic. Żyje sobie taki Szumlewicz, którego podstawą egzystencji jest publiczne pieniactwo, żyje sobie Mela, który dla odmiany udowodnił już wszystko wszystkim, a teraz może z czystym sumieniem robić z siebie pajaca. Ale na samym końcu jest cała rzesza ludzi, w tym ty i ja drogi czytelniku. Czasami traktujemy ten zgiełk zbyt poważnie. Niektórzy idą w ogień za politykami, których popierają, za ideą. Toczą pianę ze swoich ryjów, byle wcisnąć jak największej ilości ludzi swój punkt widzenia. A życie przecież często bywa żartobliwe. Nadymamy powagą każde zjawisko zapominając, że w swej istocie głupi lewak jest tylko głupim lewakiem, a gość bez kończyn, gościem bez kończyn. Kolejne dziwolągi.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również