UDOSTĘPNIJ

Pewnie jak większość z was, ja również nie lubię debili i debilizmów. Do tych drugich należy chociażby cisza wyborcza, ale o tym cicho sza. Znając pokrętną logikę dziadków z PKW samo mówienie o ciszy wyborczej może stanowić jej naruszenie, a w najlepszym przypadku się o to ocierać. Tak więc dzisiaj o wyborach nawet się nie zająknę.

Powiem prawdę: bardzo się chciałem o tym zająknąć. Ba, nawet tych zająknięć wydobyłem z siebie w ilości dwóch tysięcy znaków, z tym że nie zdążyłem dopisać przed godziną zero kolejnych dwóch. No i wylądowałem jak to mówił Siara z „Kilera” – w pizdu. Sam, pośrodku niczego jak Kolumb w połowie drogi do Ameryki, gdy natknął się na flautę.

Mierzą mnie niecne czyny niektórych twitterowych gagatków, próbujących łamać święte prawa milczenia. Przez całą noc, pewnie cały dzisiejszy i cały jutrzejszy dzień, będą debatować nad piłkarzem Legii Ondrejem D. i piłkarzem reprezentacji Polski oraz Tereka Grozny Marcinem K. Niesłychana bezczelność. Jeszcze ktoś załapie aluzję i będzie nieszczęście, bo zmieni zdanie w sobotę. A najpóźniej może w piątek i basta! Bardzo logiczne, dzięki panie ustawodawco za ten głos rozsądku.

Ale nie oszukujmy się, ci nikczemnicy omijający ciszę wyborczą wiele złego nie wyrządzą. Owszem, powinni być surowo ukarani za swoje występki, ale na szczęście większość obywateli wraz z demokracją przyjęła odpowiednie wychowanie od nowych panów. W takim PRL to była kompletna, ale to kompletna degrengolada. Felietoniści omijali macki cenzury za pomocą metafor albo krążenia wokół tematu, przeciętni obywatele porozumiewali się nie dosłownie, a za pomocą rozmaitych podtekstów, rozmawiając o rzeczach zabronionych. Najgorsi byli jednak ci którzy słuchali nielegalnych radiowych rozgłośni, ancymony straszne.

Jak to dobrze, że w Wolnej Polsce już tego nie ma. Prawie wytrzebiono wszystkich szajbusów, którzy są w stanie zrozumieć komunikat niedosłowny. Ludzie łapiący aluzje ze skrótów myślowych są na wyginięciu i myślę, że jest to wielkie osiągnięcie naszej demokracji. Teraz tylko kawa na ławę, żadnego wysiłku intelektualnego i co najważniejsze – już nie trzeba być inteligentnym, aby funkcjonować w dzisiejszym świecie. Jak na mój gust to przydałaby się jeszcze specjalna komórka policyjna tępiąca obrzydliwe wybryki polegające na samodzielnym myśleniu. Działałaby oczywiście głównie w Internecie, bo tylko tam ci podpalacze Polski knują. No ale to melodia przyszłości, oby się z tym państwo uporało.

Póki co większość owieczek zachowuje się bardzo ładnie, tak jak pan nakaże. Niektóre z nich są nawet nadgorliwe i granice intelektualnej mielizny przekraczają jak Cezar Rubikon. Ostatnio w moim Lublinie padła wygrana Lotto, jakiemuś misiowi dodadzą 13 milionów na rachunku bankowym. Wszystko byłoby w porządku, ale czytam w prasie lokalnej, że przed kolekturą, w której sprzedano wygrany los, ustawiają się kolejki. „A bo panie, może szczęście na mnie przejdzie. Albo zadziała prawo serii” – tak owieczki motywowały wybór tego jednego punktu lotka. No kurwa, jak ktoś wierzy w „prawo serii” albo „szczęśliwą rękę pani z kolektury”, zaprzeczając tym samym całej matematyce, to jest zwykłym cymbałem i nie wie co to gra losowa. Już nie liczy się nauka, tylko bliżej nieokreślony „fart”, „prawo serii”. Owieczki, które nie wiedzą co to paradoks hazardzisty to owieczki dobre. Dziękuję Wolna Polsko.

To jest właśnie kolejny z tych debilizmów, których nie lubię. Ale są też inne. Nie lubię jak ważne osoby nie znają treści aktów prawnych, których ich dotyczą. To tak jak sędzia, który nie zna kodeksu karnego, fryzjer ucinający nożyczkami własne palce czy na przykład premier albo minister nie wiedzący co podpisują. Gdy dodamy do tego, że taki premier czy minister kłamią bezczelnie, że dana rzecz nie należy do ich kompetencji, podczas gdy przez całe swoje urzędowanie się nią zajmowali to dostaniemy obraz kompletnego debila. To oczywiście rozważania teoretyczne, mam nadzieję, że takich debili w kraju nie mamy.

Na nerwy działają mi również ludzie, którzy do poważnego życia przenoszą zachowania rodem z komediodramatów. Dam całkowicie losowe porównanie: w „Dniu Świra” była scena, gdy Adaś Miauczyński ogląda telewizję, a tam politycy przekrzykują się do kogo należy racja. W końcu jeden z nich przyznał, że oponent owszem ma rację, ale jego racja jest „jegszo” (w oryginalnym monologu „mojsza i najmojsza”). To było bardzo jaskrawe wyolbrzymienie tego jak wyglądają sejmowe dyskusje. Nawet owieczki potrafiły dostrzec hiperbolę. Tymczasem w 2015, 13 lat po premierze Dnia Świra niemal taką samą scenę odegrano w rzeczywistości. Tylko zamiast „racji” był „brak aprobaty na brak aprobaty”. Takie słowa mógł wypowiedzieć jedynie idiota. Ale nie, chyba coś mi się wydawało. Tak sobie sprawdzam i żadna ważna osoba nie powiedziała cytowanych przeze mnie słów. Uff, jednak nie mamy debili na najwyższych państwowych stanowiskach. Zły sen.

Jeszcze z tego wszystkiego by się okazało, że trzeba będzie dzieła Mrożka przeklasyfikować z teatru absurdu, na dramat realistyczny. To by z pewnością było dobre dla owieczek i dzieci owieczek, bo te drugie nie musiałyby się głowić w szkołach czy to co czytają to ironia czy prawda, absurd czy rzeczywistość. Owieczki lubią, gdy ich świat jest czarno-biały. A nade wszystko lubią wielkie starcia i wielkie konflikty dwóch antagonizujących stron: Kliczko – Adamek, Darth Vader – Mistrz Yoda, Legia Warszawa – Terek Grozny. Gdy zmiennych jest więcej to owieczkowe mózgi mają problem z przetworzeniem danych. No chyba, że mówimy o 6 numerkach z 49, tu owieczki nie mają problemu ze zrozumieniem zasad.

Nie wiem jak wy, ale ja mam dwa sprawdzone sposoby na poznanie debila. Jeżeli ktoś nie zna geografii i ortografii na podstawowym przynajmniej poziomie – prawie zawsze tym debilem jest. Dlatego jak widzę, gdy ktoś z mojego otoczenia pisze „menka” zamiast „męka”, „bońćmy dobrej myśli” zamiast „bądźmy dobrej myśli” i przekręca nazwy znanych miast w stylu Jaworznie-Zdrój zamiast Jastrzębie-Zdrój, nie mogę o nim inaczej powiedzieć jak po prostu kretyn.

Przyznaję się do swojej słabości: mam alergię na takich ludzi. Nie to że ich nie lubię. Ja ich nie lubię do tego stopnia, że wzbudzają we mnie agresję, mimo iż na co dzień jestem spokojnym człowiekiem. Powiem wam jedno: nie wiem dlaczego, ale coś czuję, że w niedzielę moja alergia będzie jeszcze ostrzejsza. Czuję się jak owieczka, bo nie jetem w stanie naukowo wyjaśnić dlaczego akurat 10 maja w niedzielę, moja alergia osiągnie apogeum. Tak czy inaczej zawładnięty tajemną siłą, zamierzam kichać, prychać i smarkać. Zasmarkaną chusteczkę wyrzucę do kosza licząc na to, że pozbędę się swojej alergii na dobre. Pewnie to złudna nadzieja, ale nie zamierzam chodzić cały dzień z glutami w nosie. Jeżeli macie podobne uczulenie – radzę wam to samo. Można sobie wmawiać, że gile w nosie zupełnie nie przeszkadzają w normalnym funkcjonowaniu, ale to nieprawda. Chyba, że jesteście owieczkami. Owieczkom gile w nosie nie przeszkadzają.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również