UDOSTĘPNIJ

Gdyby istniała możliwość dodania do felietonu automatycznie odtwarzanej ścieżki dźwiękowej, to możecie być pewni, że w tym momencie słyszelibyście niepokojący dźwięk pianina z dodanym pogłosem oraz charakterystyczny, melodyjny i powtarzający się gwizdany motyw. Mam tu na myśli oczywiście upiorną muzykę z serialu „Z Archiwum X”, który to zostanie wznowiony po ponad dziesięcioletnim niebycie.

Jak mniemam ręce zacierają producenci pampersów, którzy (jestem tego pewien) pod koniec lat 90 mieli największe prosperity. Wystarczyła niespełna minuta czołówki, żeby pokolenie wychowane na „X-Files” aż do wczesnej dorosłości na dźwięk pierwszych taktów utworu Marka Snowa, mimowolnie traciło kontrolę nad swoimi zwieraczami.

Drugim śladem jaki pozostawił po sobie serial Chrisa Cartera to oczywiście zaszczepienie ludziom zafascynowania teoriami spiskowymi. Swego czasu sam spędzałem sporo czasu na czytaniu rozmaitych grup dyskusyjnych poświęconych kręgom w zbożu czy tajemniczym obrazom nad którymi ciąży klątwa (był taki z chłopaczkiem, który wyglądał jakby ktoś go w piaskownicy zdzielił wiaderkiem w łeb). I chociaż w niektóre historie trudno mi było wierzyć, lubiłem je czytać z jednego powodu – były ciekawe. Oczywiście wraz z wiekiem gust mi lekko skręcił i kiedy stałem się nadwrażliwy na braki warsztatowe, trudno było mi zachwycać się tamtymi literackimi potworkami. Teraz kiedy stawiam teksty polityczne nad historiami o UFO, dochodzę do wniosku, że o ile te pierwsze są poprawnie napisane, o tyle wartość merytoryczna jest mniej więcej w obu podobna. Poziom teorii o płaskiej Ziemi. Swoją drogą nie wiem czy wiecie, ale to całe „Towarzystwo Płaskiej Ziemi” to był od początku przemyślany trolling, przez jakichś dwóch chłopaczków.

Wracając jednak do tematu, to właśnie ten drugi wpływ „Z Archiwum X” na społeczeństwo stał się nieznośnie uciążliwy dla normalnych ludzi – nieustanne węszenie spisków. Chociażby ta afera z Clarksonem. Gość po ciężkim dniu nie dostał wymarzonego posiłku i pacnął jakiegoś pachołka z ekipy, żeby się wyżyć. No międzynarodowy skandal. Zaraz po ujawnieniu tej informacji, sieć zalała fala komentarzy, że to ustawka na podniesienie oglądalności, wywołanie szumu, zaplanowana akcja marketingowa i ogólnie rzecz biorąc potężna ściema.

Nieważne, że wcześniej „Top Gear” nie trollował tak grubo – jestem Seba z Polski, lat 15, siedzę w internetach i wiem kiedy mnie oszukujo. Tak mi się to jakoś kojarzy z typowym polskim cwaniactwem, gdzie każdy chce być tym najsprytniejszym i pokazać, że wszyscy ślepi i naiwni, a on jedyny prawilny. Jasne, można było brać to pod uwagę jako akcję marketingową, ale co innego wspomnieć, że to teoria, a co innego ogłaszać wokoło jak to wszyscy łykają tę prowokacyjkę jak pelikany, gdy jeszcze tak naprawdę nic nie wiadomo. Co kto woli, ale ja już wolę być niedoszłym pelikanem niż całkiem konkretnym baranem.

Zawsze będę zachęcał do podważania wszelkich dostępnych informacji, ale litości, róbmy to z głową. Można wszystkiemu automatycznie zaprzeczać, tylko w ten sposób po chwili dojdziemy do tego, że Ziemia jest płaska, w ISIS są same fajne chłopaki, a Olejnik to rzetelna dziennikarka i gorąca laska.

Ale Clarkson to jednorazowy wybryk, sprawa ucichła. Gorzej jeśli teorii spiskowych nie da się w żaden sposób ukrócić i mam tu na myśli zbliżający się piąty epizod serialu pt. „Smoleńsk”. Nie byłoby właściwie o czym pisać, ale zaraz wychodzi o tym nowa książka, autorstwa jakiegoś Niemca. Oczywiście sekciarskie nastroje narastają, ale spójrzmy prawdzie w oczy – bez czytania wiadomo, że nic tam ciekawego nie ma.

Poruszałem już kiedyś ten temat (mój pierwszy publicystyczny tekst, jeżeli ktoś ma ochotę na siermiężne pióro, to TUTAJ jest szersza analiza), ale powtórzę główną myśl: katastrofa smoleńska jest w tym momencie nie do wyjaśnienia. Bo jak będzie można uwierzyć w jakikolwiek dowód, po tak długim czasie? Załóżmy pojawią się jakieś przecieki z niewiadomych archiwów – że zamach. Łatwo spreparować? Łatwo. Idziemy dalej, nie pojawi się nic i będzie na błąd pilotów – a może jednak coś jest, tylko ktoś to ukrywa? Można tak w kółko. Stuprocentowej pewności nie będziemy mieć nigdy. Na takie niedopowiedzenia można sobie pozwolić w sprawie Clarksona, gdzie poszkodowanych nie było stu, a jeden koleś, który dostał w dziąsło i nawet nie wylądował w szpitalu.

Każdy głupek wie, że śledztwo powinno się zamknąć w jak najkrótszym czasie – tak żeby dało się zebrać wszystkie dowody. Dlatego strasznie mnie rozbawiły zapowiedzi Stonogi o sprowadzenie wraku do Polski. Spójrzmy prawdzie w oczy: po takim czasie od katastrofy, z praktycznego punktu widzenia szczątki tupolewa są gówno warte.

10 kwietnia 2010 roku masa ludzi znalazła sobie nowego bożka, nowy sens życia. Zatrważająca większość rzecz jasna nie oglądała „Z Archiwum X”, co doskonale obrazuje jak pociągające są te wszystkie teorie spiskowe. Bez względu na grupę wiekową. Szkoda tylko, że wielu bierze je na poważnie. Sami generują bełkot informacyjny swoimi rewelacjami, co tylko utrudnia wyławianie pożytecznych skrawków wiedzy z tego szamba.

Teoretycznie jestem w stanie zrozumieć lemingów głosujących na PO – bo się nie znają i mają politykę w dupie. Zachodzę jednak w głowę jak po 10 kwietnia można nadal głosować na największego beneficjenta katastrofy czyli PiS. Łatwo jest zgrywać ofiarę i zwalać winę na wszystkich dookoła, ale będąc drugą siłą w kraju też trzeba ponieść jakąś odpowiedzialność. Wysłanie w tak sfuszerowaną podróż własnego prezydenta to jest szczyt idiotyzmu. I ta banda nieudaczników ma się brać za władzę? Litości. Nic tylko zacytować Leppera ze słynnego przemówienia: „Nie potrafiliście uratować kolebki, a chcecie ratować Polskę?”.

Każdy chce być głosicielem prawdy. Taka to wielka nobilitacja. Zbieranie się w grupki maniaków i tworzenie kółek wzajemnej adoracji ludzi światłych niektórym się myli z elitarnością. Kultywowanie mitu smoleńskiego nie musi być równoznaczne z oszołomstwem. Węszenie spisków z patriotyzmem nie ma nic wspólnego. Prawdę mówiąc to jest bardziej robienie szmat z 96 ofiar. Ale na taką postawę jest prosta recepta – dzisiaj mamy Lany Poniedziałek, więc na dobry początek tygodnia proponuję jedną rzecz: wylejcie sobie kubeł zimnej wody na łeb.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również