UDOSTĘPNIJ
Źródło: http://yolandadominguez.blogspot.com

Kilka dni temu zręcznie lawirowałem pomiędzy wystającymi płytami na lubelskich chodnikach, za wszelką cenę starając się uniknąć rozkwaszenia nosa o jedną z nich. Uwagę od potencjalnych pułapek odciągała ode mnie pewna dziewczyna, o dziwo nie za sprawą swojej urody a komiczno-pokracznej pozy w jakiej uskuteczniała podobne do moich manewry. Zadanie jej utrudniał fakt noszenia na długich nogach, równie długich szpilek, lecz jednak to nie to wprawiło mnie w specyficzną uciechę. Jej ramiona były rozłożone w pozycji, nazwijmy to „kapłańskiej” – podobnie jak u księdza wznoszącego modły. Na jednym łokciu (a raczej jego zgięciu) smętnie wisiała niezdrowo przepełniona torebka, natomiast na drugim nie wisiało nic – jedyną przeciwwagą był biały smartfon, od którego ciągnęły się aż do głowy dwie słuchawki. Całość dała powalający efekt i jestem pewien, że gdyby w tym momencie jakiś fotograf by cyknął jej zdjęcie, to dostałby branżowy odpowiednik literackiego Pullitzera. Ot kolejna ofiara mody, wisząca z rozłożonymi rękoma na niewidzialnym krzyżu konsumpcjonizmu. No z takim tytułem wygrana murowana.

Ostatnio na podobnym poziomie nieświadomości egzystuje Kuźniar Jarek, z tym że jemu od kilku dni cały Internet próbuje wytłumaczyć jak cebulacko się zachował, a groteskowej dziewczyny nie uświadomił nikt. Koleś ma tak przerośnięte ego, że wszystkie opinie, w których brakuje gloryfikacji jego kuźniarowskiej mości, uznaje za atak i hejterstwo. Tym samym od zwykłych hejterów niewiele się różni – podobny poziom ślepoty oraz zacietrzewienia.

Na swojej stronie z dumą oświadczył, że krytyka po nim „spływa”. Taka typowa odpowiedź prostaka, odpornego na argumenty. „Czy mógłby pan nie palić? Tu są niemowlęta!” – „Spływaj, jesteś analfabetą i bulgocze w tobie jad”, „Przepraszam, którędy do siedziby TVN?” – „Spływaj hejterze”. Bezmózg, któremu zacięła się płyta. Dziwne, że ktoś kto zatrzymał się w rozwoju na poziomie pięciolatka, może prowadzić poważny program w telewizji. I fetor cebuli nie przeszkadza ekipie…

Jarek powiedział, że jedynie „żyje jak pozwala prawo”. No cóż, niektóre kobiety w piątek kupują na imprezę drogą kieckę, żeby potem przetańczyć w niej całą noc (bez odrywania metki) i na końcu oddać do sklepu – bo każdy ma prawo do zwrotu. Jeśli niektórzy nazywają takie damy „chciwymi kurwami” no to sami sobie możecie dopowiedzieć jak można określić kogoś kto kupuje graty w Walmarcie, a jak ich poużywa to zwraca z powrotem.

Toporną kampanię uruchomił z kolei pan prezydent Bronisław Komorowski. Zdecydował się on na wypuszczenie w Polskę kilkunastu „bronkobusów” i jak łatwo można się domyślić, spotyka je bardzo ciepłe przywitanie w postaci takich okrzyków jak „gdzie jest szogun?!” czy „zło-dzie-je!”. Ja rozumiem, że wyborcy to często idioci, ale kto na miłość boską wpadł na pomysł, że zaimponuje im autokar?! Owszem, jesteśmy sto lat za murzynami, ale to nie jest Kambodża, gdzie na widok pojazdu mechanicznego ludność dostaje spazmów. Zastanawiam się jak wyglądała burza mózgów, której efektem było wymyślenie konceptu bronkobusa: „w Podkarpackim psy szczekają dupami, więc na widok autokaru ludność ziem rzeszowskich postrada zmysły i niechybnie zagłosuje na naszego Broneczka!” albo „wolontariusze wychodzący z komormobilu będą takim objawieniem jak rozbicie UFO w Roswell, to da nam rozgłos!”. No przykro mi, ale ktoś tu chyba za przeproszeniem przypierdolił w ziemię mocniej niż ten domniemany spodek w amerykańskie pustkowia.

Ja to myślę, że do naszego Bronka Komorowskiego pasowałaby klasyczna kampania na kiełbasę wyborczą. Dosłownie. Zamiast autokaru, w każdym mieście powstałyby „ruchome punkty gastronomiczne” (wczuwam się w partyjną nowomowę), gdzie wysłannicy prezydenta serwowaliby ludziom darmową kiełbę z grilla. Miało by to swoje zalety, chociażby takie, że podłużny kawał mięsa, angażuje żuchwy elektoratu i ten nie może zadawać kłopotliwych pytań o powiązania mafijne czy WSI. No i odpowiednio dobrana oraz wysmażona kiełbasa może kojarzyć się z narzędziem pracy aktora filmów dla dorosłych czy niedoszłym podarunkiem arabskich szejków dla polskich modelek. Wkładanie do ust wyborców jednego i drugiego całkiem dobrze odzwierciedla filozofię polityczną Bronka.

Najbardziej jednak pogrążają się ostatnio dziennikarze, czy żeby być bardziej precyzyjnym – osoby aspirujące do tego miana. Powoływanie się na aszdziennik, gdy na końcu każdego artykułu jak byk stoi, że został zmyślony, to jakiś niemożliwy poziom umysłowego upadku. Ale to jakiś anonim, więc nie ma co się czepiać. Bardziej zabawne są twitterowe wypowiedzi Waldemara Kuczyńskiego, który to podobno czasem wypowiada się w radiu, nawet coś napisał, a zasłynął z bycia nikim. Owy pan pisze najpierw, że „hodowla kur w klatkach powinna być zakazana”, żeby potem kilka linijek niżej napisać „Chów klatkowy kur chyba został wyeliminowany? I czy nie przez UE?”. Chłopie, zdecyduj się na coś, bo napisanie dwóch wzajemnie wykluczających się zdań w przeciągu pięciu minut, nie świadczy najlepiej o twojej inteligencji. A jeżeli nie wiesz czy chów klatkowy został zakazany, to się zastanów chwilę skąd się biorą jajka, pod którymi uginają się półki w hipermarketach.

Z kolei najmocniejszy odlot mają redaktorzy Frondy, którzy w swej paranoi, po raz kolejny szukają szatańskich działań na młodych umysłach. Tym razem celem stała się marka czipsów zaczynająca się na „Ch” a kończaca na „eetos”. Najnowsza linia chrupków nazywa się „demony”, a swoim kształtem przypominają twarz boksera po solidnym oklepie. I niby w tych czipsach są jakieś straszydła czy inne duchy, ale patrzę na opakowanie i widzę, że znajduje się tam m.in. „skrobia i granulat ziemniaczany, olej roślinny palmowy, mąka pszenna, skrobia kukurydziana”, a nie żadne potwory, ale może spojrzałem na złą stronę paczki i zostałem opętany.

Tak naprawdę jedyny negatywny aspekt bytności czitosów, to zapychanie dziecięcych tętnic cholesterolem, ale kto by się przejmował. Widać dla niektórych lepszy martwy dzieciak niż wystawiony na demoralizującą atmosferę grozy. Myślę, że fronda.pl powinna zbojkotować sama siebie za sianie strachu i fermentu. Najwyraźniej sami mają w dupie afery, które wywołują – Hello Kitty, Monster High i inne – wszystko skończyło się na wojowaniu w necie czyli klasyka, trochę szczekania a potem szukanie nowego drzewa do obsikania. Zero obrony własnej sprawy.

W dobie Internetu coraz trudniej nie być ofiarą postępu technologicznego, tym bardziej jeśli odczuwa się pociąg do publicznych wypowiedzi. Niektórzy cierpią na całkowity zanik instynktu samozachowawczego i gdyby wsadzić ich na sawannę, to w przeciągu pięciu minut zostaliby pożarci przez jakąś zdziczałą antylopę, albo co gorsza utopiliby się w jedynym wodopoju na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów. To tak jak w tym powiedzeniu – „jak ktoś ma pecha to i palec w dupie złamie”. Kuźniar swoim wyznaniem złamał całą rękę.

Ale nawet takim jak on zdarza się wydusić z siebie coś w miarę sensownego. Niedawno został zaatakowany, za to, że powiedział iż szuka miejsc „nienaznaczonych Polakami”. Nic w tym zdrożnego nie ma, bo nic nie męczy bardziej od monotonii, a z dala od rodaków można nabrać zdrowego dystansu do życia. Dlatego cieszę się, że red. Jarek postanowił dać ludziom namiastkę tego uczucia i siedząc gdzieś w Syberii czy innej tajdze, uwolnił cały naród od swojej osoby. Mi z kolei tak dużo do szczęścia nie trzeba, bo TVN24 nie oglądam. Zabierzcie mnie jedynie do miejsca z prostym chodnikiem.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również