UDOSTĘPNIJ
Źródło: http://commonlegalquestions.com

Jeżeli istnieje gorsza praca od czyszczenia starych ludzi z płynów ustrojowych i innych mniej przyjemnych substancji, produkowanych przez ich pomarszczone ciała, to musi być to harówa w szeroko pojętym sektorze usług. Gdy pracujesz jako kelner, barman czy pokojówka i twoja zmiana wypada 14 lutego, wtedy masz szansę zasmakować czym mogłoby być piekło na Ziemi. A jeśli dzisiaj masz popołudniową zmianę przy obsłudze seansów w kinie – piekło, huragany i plagi egipskie same do ciebie przyjdą.

Do kin właśnie wjechała ekranizacja najgłośniejszej w ostatnim dziesięcioleciu powieści dla sfrustrowanych i niedowartościowanych kobiet. Jako że kreatywność nie jest najmocniejszą stroną naszych rodaków, nalot par na multipleksy był mniej więcej tak pewny jak pysk Kuźniara w TVN o poranku.

On – nie umiał wymyślić nic bardziej spektakularnego na ten wieczór albo co gorsza wbrew własnej woli został zaciągnięty i wgnieciony pantoflem w kinowy fotel. Ona – obłędnie zafascynowana Christianem Greyem, przez dwie godziny projekcji zapomni o swojej przeciętnej egzystencji i „Towarzyszu Życia”, którego z tytułowym protagonistą łączy jedynie szarość.

Efekt najazdu zakochanej hordy jest łatwy do przewidzenia – sale kinowe upierdolone tak bardzo, że przyprawiłyby o palpitacje serca samego Kamila D(urczoka). Po tym jak w 2008 wylądował na kardiologii ze stanem przedzawałowym, mogłoby to nieść ze sobą niezbyt ciekawe konsekwencje. Oby prezenter, który swego czasu w chorobie roztkliwił cały kraj, był bardziej pomysłowy w planowaniu wieczoru ze swoją sympatią. Na szczęście słynny dziennikarz nie jest na miejscu Małgorzaty Rozenek, która od wiosny będzie ratować miejsca noclegowe w najnowszym programie „Piekielny Hotel”. Chyba nie muszę wyjaśniać jak będą wyglądać pokoje po finiszu walentynkowych randek z Greyem w tle?

Tymczasem, jak donosi „Wprost”, w pewnej telewizji jakiś prostacki dupczok próbuje się bawić w dominację nad swoimi podwładnymi. Najprawdopodobniej uwiedziony urokiem bohatera stworzonego przez E.L. James, zapragnął pójść w jego ślady – rzecz jasna bezskutecznie. Wyżynami jego podrywu było zaproponowanie „oparcia się o ścianę i wjazdu od tyłu” oraz jak mniemam sugestia posiadania umiejętności widzenia przez spodnie – cytuję: „Widzę, że nie masz majtek pod dżinsami. Jedziemy do mnie?”. Nazwanie kobiety suką, o dziwo nie sprawiło, że ta zrzuciła z siebie garderobę, tak jak to było w przypadku Christiana i Anastasii, a nietypowe zdolności parapsychiczne nie okazały się wystarczającym wabikiem. Wychodzi więc na to, że klasycznie jak w milionie innych przypadków – zabrakło urody.

Kiedyś wszystkie drogi prowadziły do Rzymu, a dzisiaj Rzymem jest TVN i to tam według opinii publicznej zagnieździł się seksualny frustrat. Zanim seksafera rozkręciła się na dobre, rzecznik tej stacji zapytany o komentarz do wprostowych rewelacji odparł krótko: „Dzień Dobry, Nie odnosimy się do insynuacji. Pozdrawiam”. W wolnym tłumaczeniu: spierdalać i nie wracać.

Jak pokazało życie nie dość, że nikt nie „spierdolił” to na dodatek wszyscy jak jeden mąż rzucili się na nich jak część Polaków na kredyt we frankach. Trzeba było jak najszybciej ratować wizerunek, więc niewiele myśląc zarząd przyjął dokument „w zakresie zachowań niepożądanych”. Uruchomiono także ulubione narzędzie biurokratów czyli speckomisję, która ma zbadać wszystkie pikantne wątki. Sama uchwała ma mniej więcej wartość papieru toaletowego i po wydrukowaniu na odpowiednim papierze, może spełniać podobne funkcje. Wyjaśniono m.in. czym jest molestowanie seksualne oraz zapewniono, że stacja stara się stworzyć bezpieczne i miłe miejsce pracy. Dokument dumnie nazywa się „Polityką TVN”, tak więc jak rozumiem przed jego uchwaleniem członkowie zarządu nie mieli nic przeciwko polityce niczym w scenach rodem z niemieckich filmów o tematyce sado-maso. Dobrze mieć przytomnych ludzi na odpowiednich stanowiskach.

Warto dodać, że jeszcze wczoraj Edward Miszczak „nie znał faktów” i na łamach wirtualnemedia.pl deklarował podjęcie działań dopiero po ich poznaniu. Zabawnie też brzmi zapewnienie o tym jak „wielka korporacja TVN wie jak się zmierzyć z takimi problemami”. Jak rozumiem nazwanie medialnego zgiełku „insynuacją” oznacza, że zespół TVN w oczach Miszczaka jest czysty. Wróć – był. Kilkanaście godzin później „działania” jednak zostały podjęte – znaczy się prominent z zarządu „poznał fakty” i już nie są one „insynuacjami”. Zaskakujące. Jeżeli w tej „wielkiej korporacji” jedna z najważniejszych osób nie wie o seksualnych figlach i molestowaniu przez sztandarowego dziennikarza, to chyba coś jest nie tak? Ja rozumiem, że członkowie zarządu siedzą na kierowniczym Olimpie i nie muszą wiedzieć o takich sprawach jak kradzież papieru do drukarki przez stażystów czy lipnym L4 sprzątaczki, ale są jakieś granice. To tak jakby ksiądz wmawiał wszystkim dookoła, jak to nie ma pojęcia o mieszkającej na plebanii prostytutce.

Jak widać prestiżowa pozycja w TVN nie jest w stanie zatuszować szkaradnej prezencji ani tym bardziej zachęcić ponętnych dziennikarek do łóżkowych harców. Dupczok (kimkolwiek on jest) swoją misję spalił, a w niedalekiej przyszłości może nawet telewizyjną karierę. Życzę mu tego z całego serca. Jeżeli tanie romansidło wytworzyło w jego głowie taki obraz kobiety jak główna bohaterka, to możemy tylko współczuć. Widać panie dziennikarki z TVN wolą czytać coś innego skoro oparły się urokowi jurnego żurnalisty. A dla was to kolejny argument przeciwko literackim gniotom. Warto sięgnąć po bardziej ambitną lekturę. Tymczasem happy end medialnej seksafery zmusi buhaja do poszukania nowego zajęcia. Idealnym wyborem byłoby rozpoczęcie kariery pisarskiej. Na początek proponuję „Pięćdziesiąt twarzy Gnoja”. Wnosząc po skuteczności miłosnych podbojów, to jedyny sposób na spełnienie jego seksualnych fantazji.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułBójka ukraińskich posłów. Pojedynek na pięści na korytarzu
Następny artykułZapłacimy ponad 4,6 mld zł za e-administrację, a urzędników i tak przybędzie
Wojciech Mazurek

Publicystyka, której niepotrzebna doktryna. Jestem przeciwnikiem schematów w myśleniu oraz wyznawania jednej ideologii. Subiektywnie, ostro i filozoficznie. Prywatnie uwielbiam eskapizm w dobrą literaturę, ambitne kino. Fan Billa Hicksa i George’a Carlina. Cioranowski nihilista a także miły mizantrop.

Zobacz również