UDOSTĘPNIJ

W obecnych czasach galopującego postępu, stałe elementy krajobrazu rzucają się w oczy jak dziwka w sklepie z dewocjonaliami – nie jesteście w stanie tego przegapić. Gdy włączycie wywiad z Krystyną Pawłowicz, macie pewność, że jej przedziałek jest idealnie na czubku głowy, obecny na spotkaniach reprezentacji Zbigniew Boniek niezmiennie pod nosem będzie miał rudą kępkę, a na mailu przedstawiciel jakiegoś koncernu farmaceutycznego żarliwie zapewni was, że ich pigułki są w stanie w przeciągu 14 dni powiększyć wasze genitalia do rozmiaru Pałacu Kultury. Jeszcze kilka dni temu do tej listy dopisałbym słynne „propozycje podania” na opakowaniach zupek chińskich. Od zawsze twórcy sugerowali, że ich produkt smakuje najlepiej jeśli na talerzu zupy, konsument walnie kawał kurzego mięcha, przykrywający całą miskę. Tymczasem najwyraźniej od najwyższych szczebli vifonowskiego zarządu poszedł prikaz: otwieramy się na studentów! Tak mniej więcej musiało dojść do zmiany obrazka i zalecenia leniwym łasuchom spożywania zupek chińskich wraz z całą, nieposiekaną cebulą. Serio. To chyba na zagryzkę, żeby student mógł przy okazji zapłakać nad swoim marnym losem.

Nad niedolą polskiej młodzieży pochyliła się również najnowsza ulubienica gremlinowatego lidera SLD. Pani Ogórek wyszła w swojej zwiewnej żółtej sukieneczce (Jerzy Pilch aprobuje) i w tym momencie polskiej scenie medialnej zaczęła odpływać krew z mózgu do dolnych partii ciała, czego efektem były również parujące czaszki, przy zastanawianiu się jak tę kandydaturę skomentować. A to że za ładna – znaczy się nic nie ma do zaoferowania. A to że Miller zwariował, bo pozytywnie wypowiadała się na temat Kościoła. Quo vadis SLD? I jeszcze ta uroda…

Ja to się w sumie nie dziwię tym, którzy podkreślają estetyczne walory pani Ogórek. No sorry, ale jak na co dzień z mównicy sejmowej ogląda się Beatę Kempę, Joannę Senyszyn czy nawet mężnego Sławomira Nowaka vel „Lolo Pindolo”, to trudno nie zwrócić uwagi na ładną twarz. To tak jak z wyposzczonymi marines w Iraku. Przyjedzie dziennikarz zrobić reportaż, pokaże jednemu zdjęcie swojej kobiety i już nigdy go nie odzyska, bo pół batalionu spędzało z nią intymne chwile sensu stricto. Aż dziw bierze, że jeszcze żaden komentator polityczny nie zarzucił ponętnej kandydatce pornograficznych skojarzeń z nazwiskiem.

Patrząc na intensywność krytyki spadającej na Magdalenę Ogórek właściwie tylko tego brakuje. Jednym z bardzo poważnych zarzutów jest bezguście pani doktor i zmiana sukieneczki z żółtej na szarą. Że niby się zreflektowała i chciała skromniej wyglądać, ale ogólnie to i tak zły wybór na poważne konferencje. A prawda jest taka, że tego typu osobom specjaliści od wyglądu są najmniej potrzebni, bo nawet nakładając wór po kartoflach pani Ogórek upiecze dwa og… dwie pieczenie przy jednym ogniu. Pokaże, że SLD jest partią ludzi skromnych i… nadal będzie wyglądać zjawiskowo.

Wybijanie się ponad szarzyznę nietypowymi postulatami i poglądami oraz chęć zniszczenia jej poprzez wyciąganie brudów z życia prywatnego, sprawiają, że młodą kandydatkę można darzyć sympatią. Chociażby z czystej przekory. Na polskiej scenie politycznej brakuje kolorowych ptaków wybijających się poza schemat. Szkoda tylko, że to wszystko zostanie zaprzepaszczone.

Abstrahując od poglądów, to najbardziej kreatywną kampanię w ostatnich latach zrobił Przemysław Wipler – na luzie, z polotem i bez nadęcia. Takie połączenie typowego polskiego szwagra i eksperta od spraw poważniejszych niż edukacja seksualna. Wypije z wami litra, opowiadając przy tym pieprzne dowcipy, uratuje przed złą policją, a na koniec elegancko ubrany zeszmaci merytorycznie polski system podatkowy.

W przypadku Magdaleny Ogórek mogłoby być podobnie – dziewczyna z sąsiedztwa, skromna, inteligentna, która da wam kosza, a i tak nie będziecie jej mieli tego za złe. Informuję uprzejmie: to się nie uda. Kiepściutki flow można wybaczyć, bo to dukanie sprawia jakieś swojskie wrażenie szczerości, ale braku luzu już nie bardzo. Znając archaiczność SLD, to szczytem ekstrawagancji będzie rozdawanie ogórków na targu, co skończy się wynikiem wyborczym w okolicach tego jaki miał Napieralski. A druga połowa kampanii będzie stała pod znakiem tłumaczenia się ze swojej urody i nieudolnych prób merytorycznych debat. Nie łudźmy się – takie w Polsce praktycznie nie istnieją.

Rewolucji nie było również w ostatnim programie „Młodzież Kontra”, gdzie słynący z pajacowania Janusz Palikot wdał się w zaciekłą dyskusję ze słynącym z domniemanego obżarstwa i „życia dalej” Dariuszem Szczotkowskim, znanym szerzej jako „Rurkowiec”. Piekło zaczyna najwyraźniej zamarzać, bo jak głoszą nagłówki na youtube – masakrował ten drugi. Prawdopodobieństwo takiego obrotu sprawy było mniej więcej równe zrzeczeniu się przez górników czternastek w imię ratowania budżetu. A tu proszę, już druga osoba w SLD mówi coś ponad charakterystyczne dla swej ideologii komunały. Jeszcze kilka takich wybryków, a zacznę im kibicować, co niechybnie sprawi, że zacznę czuć do siebie coś w rodzaju odrazy.

Tę oczywiście pogłębi polski rząd wmawiając mi jeszcze mocniej, że gra w pokera i postawienie stówy na medal Stocha podczas zbliżających się mistrzostw świata, są gorsze od publicznej masturbacji. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło, hazardziści na szczęście nadal mogą wziąć kredyt we frankach i emocjonować się jego wahaniami. Oczywiście to nie daje aż takiej frajdy jak ograbianie z ostatnich rubli, szajbniętego ruska przy stole pokerowym, ale tutaj w razie przegranej rząd być może pomoże i nikt nie wyjdzie na minus.

Myślę, że to by było genialne rozwiązanie, które spotkałoby się z aprobatą samego Piotra Szumlewicza – zniesienie ustawą przegrywania. Za jednym zamachem rozwiązalibyśmy wiele problemów. Kibole? Nikt nie będzie grał w piłkę, wiedząc, że w razie innego wyniku niż remis, wszyscy piłkarze zgniją w pierdlu, w Sztumie. Automaty do gier? Wszyscy będą wygrywać i skończy się bieda. Polityka równościowa? Wszystkie ciamajdy na wuefie w końcu nie będą najgorsze. Każdy inny, wszyscy równi! Oto mokry sen lewicowców.

Obawiam się jednak, że Polska nie jest na tyle postępowa, żeby uczynić zadość wybrednym gustom niektórych jednostek. A to według nich oznacza nieuchronną katastrofę. Dramatu pewnie nie będzie, ale zawsze byłoby milej żyć w kraju, w którym na prezydenta można patrzeć dłużej niż 30 sekund bez poczucia obrzydzenia i gdzie ludzie nie mają osobowości na poziomie harlequinowskich bohaterów. Do tego raczej nie dojdzie, więc póki co zupki chińskie nadal będą górować nad Polską jeśli chodzi o dynamikę rozwoju. Jak mniemam, jedynie SLD pochwali się jakimikolwiek zmianami. Zamiast ogórków, mizeria.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułTymochowicz ostro o Ziemkiewiczu: Na kursie odchudzającym, błagał mnie o wstawiennictwo
Następny artykułKoniec unijnej solidarności ws. rosyjskiego embarga
Wojciech Mazurek

Publicystyka, której niepotrzebna doktryna. Jestem przeciwnikiem schematów w myśleniu oraz wyznawania jednej ideologii. Subiektywnie, ostro i filozoficznie. Prywatnie uwielbiam eskapizm w dobrą literaturę, ambitne kino. Fan Billa Hicksa i George’a Carlina. Cioranowski nihilista a także miły mizantrop.

Zobacz również