UDOSTĘPNIJ

Przyznaję się bez bicia ? mam taką słabość do filmu ?Psy? jak Wałęsa do wrzucania głupkowatych fotek na wykop.pl. Jeżeli ktoś kazałby mi wybrać jeden jedyny film jaki mógłbym oglądać do końca życia, bez wahania postawiłbym na dzieło Pasikowskiego i przynajmniej raz w roku delektowałbym się soczystymi dialogami i widokiem skórzanej kurtki Franza Maurera. To jeden z tych obrazów, które można oglądać do oporu i prawie za każdym razem odkrywać coś nowego. Ba, jak przystało na legendę, jest nawet element profetyczny w osobie Olafa Lubaszenki, który mimo wielu sukcesów na koncie, teraz kojarzy się bardziej z sapaniem i sylwetką podobną do Macieja Nowaka. W ?Psach? Lubaszenko miał małą rólkę i w każdej scenie jaką zagrał z zapalczywością pochłaniał kolejne kanapki. Ot ironia.

Ostatnio wielką hecę wywołała impertynencka postawa Krystyny Pawłowicz. Pani profesor zbrukała godność i prestiż sali plenarnej urozmaicając sobie kolejne głosowania przeżuwaniem jakiejś zieleniny z plastikowego pojemnika. Podczas obrad jak 11 listopada ? każdy incydent przełamujący monotonię jest na wagę złota, dlatego łatwo było przewidzieć, że nieposkromiony apetyt posłanki wzbudzi zbiorową uciechę.

Ku mojemu zdziwieniu niektórzy złapali jednak ogromną, mówiąc językiem młodzieżowym, spinę. Niezrozumiały jest szczególnie bulwers Andrzeja Rozenka, który na moje oko zamiast krytykować nienażartą posłankę, powinien jej donosić coraz więcej żarcia. Bo z pełną gębą trudno jest mówić a zamknięcie jadaczki profesor Pawłowicz, lewica mogłaby potraktować jako swój ogromny sukces.

Tak naprawdę ten mały fortel można by zastosować co do wszystkich posłów i wprowadzić obowiązkowe spożywanie posiłków na sali obrad. Tym samym poziom merytoryczny debat poszedłby znacząco w górę. Zamiast słuchać o ?Hąk Kąku? to ?Hąk Kąk? byłby na talerzach. Nowocześnie, orientalnie, idealnie.

Nie rozumiem również powszechnego oburzenia na naruszenie powagi sali plenarnej przez Krystynę Pawłowicz. Przecież resztki godności tego pomieszczenia zniknęły dawno temu. Powiedzmy sobie szczerze, gdyby wszedł tam Jan Himilsbach ze swoim ?inteligencja wypierdalać!? to w ławach zostaliby niemal wszyscy. A już na pewno cały klub parlamentarny PSL.

Jedynym przegięciem w zachowaniu posłanki PiS było to, że jadła neutralnie wonną sałatkę oraz średnio aromatycznego kebaba. O wiele bardziej na miejscu byłoby pałaszowanie smażonej kiełbasy, bigosu czy innej kaszanki, których zapach doskonale pasowałaby do rangi miejsca, czyniąc je odrobinę bardziej prawdziwym i bezpretensjonalnym. W dobrym smaku byłaby także wieprzowina, wzbudzająca oczywiste skojarzenia z posłami zasiadającymi w sejmowych ławach.

Oczywiście czołowe portale od lewa do prawa w komentowaniu tej sprawy są do bólu przewidywalne. Antypisowcy grzmią tak donośnie o tym niecnym występku, że można odnieść wrażenie dokonania się wielkiego skandalu obyczajowego. Z kolei prawicowa ?Wyborcza? uruchomiła najtęższe umysły od stronniczych relacji i stara się całkowicie panią profesor wybielić. Jakbym przypadkiem się przekręcił w najbliższym czasie, proszę mi napisać na nagrobku: umarł z nudów czytając wpolityce.pl i Do Rzeczy.

Trudno jest nie ziewać podczas lektury wyżej wymienionych, gdy widzi się po raz kolejny próbę rozkręcenia gównoburzy dotyczącej podręczników szkolnych. Najpierw absolutną abominacją okazał się podręcznik do liceum, w którym poruszono polski antysemityzm i wklejono tekst Michnika, a całkiem niedawno pod prawicowy topór Doroty Łosiewicz nawinął się politpoprawny elementarz, w którym dyskretnie pomija się sformułowanie ?Boże Narodzenie?. Tak proszę państwa tworzy się sztuczne problemy.

Rzecz jasna to co politycznie poprawne jest złe, więc nie przyklaskuję ani jednemu ani drugiemu przypadkowi, ale na litość boską, czy redaktorzy starający się nakręcić spiralę afery chodzili kiedyś do szkoły?! Oni naprawdę myślą, że taka propaganda wypali?! Tacy ludzie traktują polskie dzieci i młodzież jak najgorsze ścierwa, sądząc że jedyna wiedza o świecie jaką wynoszą pochodzi z podręczników. Nikt nie kształtuje swojego światopoglądu w oparciu o nie, to absurd. Każdy kto kiedyś chodził do szkoły powie wam to samo. Czy ktokolwiek pamięta coś z podstawówkowych książek do polskiego? Ja tylko to, że nazywały się ?Wesoła Szkoła?, która była owszem wesoła, ale tylko na przerwach, podczas zamykania największych fajtłap w dziewczęcej łazience.

Zabawna jest uzurpacja szeroko pojętej świadomości społecznej przez prawicowych publicystów. Każdy człowiek i każde dziecko jest tumanem, które po przeczytaniu Michnika, stanie się jego wyznawcą. Tylko oni jedni ocaleli od niechybnego prania mózgu jako swego rodzaju nadistoty. Jakie to szczęście, że w swym miłosierdziu pragną pomóc bliźniemu stać się jednym z nich.

Niewiarygodne jak małą wiedzę o świecie mają ci ludzie. Prawda jest taka, że młodzież ma w dupie to co głoszą podręczniki. No może za wyjątkiem kujonów, którzy je czytają tylko po to, aby rozpykać kolejny sprawdzian i tym samym zrobić dobrze rodzicom. Generalnie to każdy, nawet najbardziej prymitywny człowiek szuka swojej drogi na własną rękę. Elementarz czy podręcznik do wosu jest mu zupełnie do tego niepotrzebny.

Gdyby świat miał wyglądać tak jak chcą tego media żylibyśmy w przedziwnej rzeczywistości. Każdy zajadałby się białą kiełbasą od tajemniczego dostawcy, w Polsce jeździłyby najszybsze pociągi, a wpolityce.pl nie miałoby czytelników ze względu na zbyt ambitne treści. Na szczęście życie potrafi być ironiczne i przewrotne zarazem, tak jak w przypadku Olafa Lubaszenki. To może dawać nadzieję, że wasze dzieci już więcej nie będą podczas obiadu trzymać łokci na stole tak jak te wytresowane niegdyś przez Supernianię. W najgorszym przypadku, gdy jednak mimo wszystko wychowacie małego gwałciciela z pomocą przyjdzie wam zawsze perfekcyjnie przygotowany prawnik. Tak jak u Anny Marii Wesołowskiej.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również