UDOSTĘPNIJ

Ustrój patriarchalny to zło, kobiety są bite i gwałcone przez swoich mężów, w pracy dostają mniejsze wynagrodzenia od mężczyzn na tych samych stanowiskach a wyjście na ulicę grozi seksualnym molestowaniem.

Jednym słowem, kobiety to jedna z najbardziej dyskryminowanych i prześladowanych grup społecznych na świecie.

Kwestia tzw. „równouprawnienia” płci ma podobny status po lewej stronie sceny politycznej co kwestia religii i Kościoła na prawicy. Jakakolwiek krytyka, jakiekolwiek poddanie w wątpliwość założeń i funkcjonowania idei czy organizacji, zawsze spotyka się z niekontrolowanym gniewem a nierzadko też ostracyzmem w danych kręgach.

Czytaj także "Dyskusja z wierzącym, czyli argumentum ad islamicus"

Niestety na ich nieszczęście mam to gdzieś więc…

Jak sprawa ma się więc naprawdę? 

Największym feministycznym młotem na mężczyzn jest przemoc domowa skierowana rzekomo tylko w kobiety. Tą doktrynę już raz poddałem w wątpliwość w jednym ze swoich wcześniejszych wpisów „Jaką płeć ma przemoc domowa”. Opierając się na wynikach badań harvardzkich badaczy można śmiało wykazać, że przemoc domowa wymierzona w mężczyzn jest równie powszechna co ta w stosunku do kobiet. Problem polega jednak na tym, że ani państwowe organy, ani media, ani społeczeństwo nie biorą tej przemocy na poważnie. Mało tego, przemoc kobiet wobec mężczyzn dla większości ludzi jest czymś normalnym, niezasługującym na potępienie a każdy mężczyzna skarżący się na taką przemoc to po prostu ciota. TUTAJ więcej o przemocy wobec mężczyzn.

Kilka miesięcy temu jeden z popularnych kanałów na youtube opublikował film gdzie mogliśmy zobaczyć stosunek społeczeństwa do przemocy wobec mężczyzn na własne oczy. Podczas gdy przemoc ze strony mężczyzny wobec kobiety wywoływała (oczywiście słuszne) oburzenie i interwencję przechodniów to już przemoc kobiety wobec mężczyzny nie doczekała się żadnej reakcji poza uśmiechami a nawet pochwałami przechodniów (sic!).

Lewicowe organizacje wespół z feministkami żądają także ratyfikowania przez Polskę tzw. „Konwencji o przeciwdziałaniu przemocy wobec kobiet”. Na pierwszy rzut oka konwencja wydaje się być słusznym zabiegiem. Jest jednak jeden problem. Nie, nie jest to rzekoma promocja homoseksualizmu i dżędera. Jest to całkowite pominięcie w  tej konwencji kwestii przemocy wobec mężczyzn.

Kolejnym feministycznym argumentem jest  brak równego traktowania kobiet i mężczyzn przez prawo. I tu się z nimi muszę zgodzić bowiem np. podejście sądów w zakresie przyznawania opieki nad dzieckiem jawnie dyskryminuje mężczyzn. Polskie sądy rodzinne (gdzie wśród sędziów większość stanowią kobiety) wychodzą z założenia, że nieważne jaka matka – to zawsze matka, i to ona będzie zawsze lepszą opcją dla dziecka.

Również jeśli chodzi oskarżenia o gwałty to mężczyźni nie mają lekko. Najczęściej wyrok zapada jeszcze przed procesem – winny, bo przecież mężczyźni gwałcą. Oczywiście media nie interesują fałszywe oskarżenia (a nie są one rzadkością) w wyniku, których niszczone jest całe życie mężczyzny – poprawność polityczna wszak mówi, że to mężczyźni gwałcą.

Na pewno każdy pamięta kolejny filmik „10 hours walking in NYC” próbujący udowodnić całemu światu, że tylko kobieta na ulicy może spotkać się jedynie z molestowaniem seksualnym. Oczywiście w odpowiedzi na, jak się później okazało, wyreżyserowany i zmanipulowany, film pojawiły się inne, pokazujące molestowanie seksualne wobec mężczyzn i innych grup społecznych.

Kolejnym stereotypem forsowanym przez feministki jest rzekomy brak powściągliwości mężczyzn jeśli chodzi o zainteresowanie strefami intymnymi płci przeciwnej. Wszyscy go znamy – facet nie może powstrzymać się od patrzenia na kobiece piersi i pośladki.

Okazuje się jednak, że nie tylko mężczyźni mają z tym poważne problemy co pokazuje film poniżej (takich filmików jest o wiele więcej).

Kwestia nierównego traktowania w zakresie wynagrodzeń gdzie kobiety miałyby rzekomo zarabiać mniej niż mężczyźni. Wiele się o tym mówi, wiele się debatuje jednak nikt nigdy nie podaje konkretnych przykładów poza „jakaś pani prezes” lub „pewna pani kierownik”. Ja z własnego doświadczenia mogę jedynie stwierdzić, że kobiety pracujące na tych samych stanowiskach co ja – zarabiały tyle samo.

Nikogo też nie obchodzi fakt, że w Urzędach Pracy czy prywatnych pośrednikach pracy korzystających z dotacji unijnych młody mężczyzna ma mniejsze szanse na znalezienie pracy czy podjęcia się szkolenia. Dzieje się tak dlatego bowiem instytucje te koncentrują się niemalże wyłącznie na aktywizacji zawodowej „dyskryminowanych” kobiet – stąd wybór staży, szkoleń, programów dla żeńskiej części rzeszy bezrobotnych jest ogromny. A mężczyźni? Mężczyzna przecież zawsze sobie jakoś poradzi, prawda? Ano właśnie, nieprawda.

Słyszeliście na pewno też o apelach feministek, które żądają zwiększenia restrykcji prawnych i wyniesienia obrzezania dziewczynek do miana zbrodni przeciwko ludzkości. Obcinanie dziewczynkom łechtaczek rzeczywiście jest zbrodnią i należy ją bezwzględnie tępić jednak czy ktoś słyszał podobne apele odnośnie obrzezania chłopców, które jest równie niebezpieczne? Ano nie, nie słyszeliście.

Decydowanie o własnym ciele i rodzicielstwie. Według feministek kobiety są przymuszane do rodzenia i wychowywania dzieci bo odmawia się im aborcji na życzenie. Pisałem już o tym w „Prawo do decydowania o własnym rodzicielstwie” gdzie poruszam problem dyskryminacji mężczyzn przez feministki w tej kwestii. Podczas gdy aborcja na życzenie, czyli szybkie pozbycie się problemu niechcianej ciąży jest dla feministek oczywistością to już możliwość zrzucenia z siebie takiej odpowiedzialności przez mężczyzn jest nie do pomyślenia. Wszak, mógł mężczyzna pomyśleć głową a nie penisem. Oczywiście, myślenie narządami płciowymi u kobiet nie znajduje u feministek potępienia, ot równe traktowanie.

O nierównym traktowaniu mężczyzn w naszym „zachodnim” społeczeństwie można pisać ciągle, przykładów dyskryminacji płci brzydkiej (nawet język nas dyskryminuje nazywając nas brzydką płcią, ha!) jest mrowie. Nie jest moim celem jednak udowodnienie komukolwiek, że kobiety nie są dyskryminowane czy prześladowane w jakikolwiek sposób. Chodzi mi o dyskryminację, ignorowanie problemów i wręcz niezdrową nienawiść w stosunku do męskiej części naszego społeczeństwa. Tą nienawiścią charakteryzują się przede wszystkim środowiska feministyczne, które starają się powielać i utrwalać w świadomości społeczeństwa często nieprawdziwe slogany i „fakty”.

Freud sformułował swego czasu definicję tzw. syndromu penisa polegającego na zazdrości o rzekome możliwości jakie daje posiadanie owego organu w patriarchalnym społeczeństwie. Może to właśnie ta zazdrość zmienia te kobiety we wszystko nienawidzące mizoandryczki?

Wydaje mi się też, że wiele do czynienia ma tutaj nasza skłonność jako społeczeństwa do popadania w skrajności. Z terroru religijnego w terror komunistyczny, z powszechnej dyskryminacji kobiet w wiekach ubiegłych w dyskryminację mężczyzn w czasach dzisiejszych.