UDOSTĘPNIJ

Od kilku dni na ulicach Bukaresztu trwają protesty, które właśnie osiągnęły apogeum. I chociaż rząd ugiął się pod naporem żądań manifestujących, to ci chcą ostatecznego rozwiązania. 

We wtorek socjaldemokratyczny rząd zaakceptował rozporządzenie prezydenta zmniejszające kary za korupcje. Wprowadzało ono zasadę, że przestępstwo urzędnicze ścigane jest z urzędu w trybie postępowania karnego dopiero wówczas, gdy przyniosło skarbowi państwa uszczerbek w wysokości co najmniej 200 tys. lejów (190 tys. złotych).

Trudno nie dziwić się naiwnością polityków, którzy stwierdzili, że ich pomysł nie przyniesie negatywnych konsekwencji. Trudno chyba o lepszy dowód na panoszące się w kraju łapówkarstwo i jednocześnie większą bezczelność polityków.

Decyzja rządu (zaskarżona zresztą do Trybunału Konstytucyjnego) wywołała ogromny sprzeciw obywateli, którzy od kilku dni nieustannie maszerują ulicami w wyrazie sprzeciwu wobec skorumpowanych polityków. Protesty przyniosły skutek, a politycy wycofali się ze swojej decyzji. Mimo tego, manifestacje nie ustają.

Obywatele Rumunii nie zadowolą się jedynie wycofaniem z pro-korupcyjnego prawa. Decyzje władzy ostatecznie skompromitowały rządzących, a Rumuni chcą ich dymisji. Choć politycy zrozumieli swój błąd, to najwyraźniej jest już dla nich zbyt późno.

Manifestacje nasilają się, a dzisiaj wieczorem na ulice Bukaresztu wyszło (zależnie od źródła) od 220 do nawet 500 tysięcy osób! To najwięcej od czasu rumuńskiej rewolucji z 1989 roku, która obaliła w tym kraju komunizm. Już teraz komentatorzy polityczni mówią, że Europę może czekać „drugi Majdan”.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również