UDOSTĘPNIJ

Komisja Europejska pochyliła się ostatnio nad problemem niechcianych ciąż i zbyt dużą liczbą nastoletnich mam. Po obradach, w których brali udział eksperci, członkowie Komisji stwierdzili rzecz oczywistą – tzw. „tabletki po” są najbardziej skuteczne w pierwszej dobie po stosunku (lub gwałcie). Biorący udział w obradach eksperci stwierdzili również, że zastosowanie tej tabletki nie jest skomplikowane  i nie powoduje poważnych skutków ubocznych, a więc nie wymagają wizyty u lekarza i można je sprzedawać bez recepty na terenie całej Unii Europejskiej. Zrezygnowanie z recept w tym przypadku ma zapewnić łatwiejszy i szybszy dostęp, a więc większą skuteczność leku. 

Niestety Komisja Europejska zastrzegła, że ostateczna decyzja, co do dopuszczenia środka EllaOne do sprzedaży bez recepty będzie należała do władz krajowych. Oznacza to, że postęp, który widzimy w UE nie dotknie Polski. Jak widać Polska jest w Europie, ale w Polsce Europy nie ma.

Wiceminister Zdrowia Sławomir Neumann już zapowiedział, że w Polsce te zmiany nie zostaną wprowadzone. Pan Neumann stwierdził, że „Polska była przeciwna tej decyzji”, ciężko stwierdzić kogo miał na myśli mówiąc „Polska”, gdyż aż 43% pytanych Polaków stwierdziło, że antykoncepcja awaryjna powinna być dostępna bez recepty, 37% uważa, że powinna ona być dostępna za okazaniem recepty, a jedynie 11% uważa, że powinna ona być zabroniona. Gdyby zaś pytać samych zainteresowanych kobiet, którym podczas stosunku dzień wcześniej  pękła prezerwatywa lub zostały zgwałcone to wyniki dążyłyby do 100%.

Mimo, że dzięki trwającej u władzy konserwatywnej koalicji nie uda się wprowadzić tych potrzebnych zmian w Polsce, prawicowi publicyści już podnieśli larum jak to Unia chce umożliwić mordowanie dzieci. Prawicowe pseudo-publicystki, takie jak Pani Terlikowska, grzmią w mediach, że antykoncepcja awaryjna to trutka na dzieci. Nie brakuje również osób, które porównują te tabletki do aborcji. Te wypowiedzi pokazują jedynie brak wiedzy osób, które je wygłaszają.

Biskupi klakierzy, bo to sformułowanie pasuje do nich trafniej niż prawicowi publicyści zapewniają zawsze, iż zamierzają „bronić dzieci od samego poczęcia”, ich zdaniem komórki zmieniają się w człowieka w chwili połączenia się plemnika z komórką jajową. Nazywając używanie „tabletek po” morderstwem pokazują ignorancję nawet co do własnych przekonań, gdyż tabletki EllaOne działają poprzez zatrzymanie uwalniania komórki jajowej z jajnika, a nie poprzez usuwanie zapłodnionej komórki.

Konserwatywna Platforma, PSL i PiS głoszą, że są przeciwne wykonywaniu aborcji. To pokazuje jedynie ich oderwanie od zwykłych zjadaczy chleba oraz to, że mają gdzieś przysięgę, którą składają, a która obliguje ich: „czynić wszystko dla pomyślności Ojczyzny i dobra obywateli”

Niestety jest to jedynie obłuda i gra pozorów, bo gdyby rzeczywiście politykom tej partii zależało na zmniejszeniu liczby aborcji, a także mordowaniu dzieci, to popieraliby możliwość łatwego stosowania antykoncepcji – każdej, nie tylko tej awaryjnej, co zapobiegłoby wielu dramatom polskich kobiet. Zamiast tego prawicowi politycy skazują polskie kobiety na turystykę aborcyjną i wspierają czarny rynek. 

Według danych GUS, co roku w Polsce około 20 tysięcy nastolatek rodzi dzieci. O ile więcej zachodzi w ciąże nie wiadomo. W 2010 roku stanowiły one blisko 5% wszystkich rodzących, a 62 dziewczynki urodziły dziecko przed ukończeniem 15 roku życia. Kobiece organizacje pozarządowe oceniają, że Polki usuwają od 80 do 190 tysięcy ciąży rocznie. Polki jeżdżą przerwać ciąże głównie do: Niemiec – aborcja jest tam legalna do 12 tygodnia, a jej koszt wynosi około 410 EUR, w Niemieckiej klinice znajdującej się blisko Szczecina działa infolinia dla Polek, gdzie odbieranych jest 20-30 telefonów dziennie; w Holandii – aborcja legalna do 24 tygodnia, koszt 600 EUR; w Wielkiej Brytanii –  koszty wahają się od 500 do 1500 funtów. Brytyjski The Sund podał, że w 2007 roku przyjechało tam 10 tysięcy kobiet aby usunąć ciążę. BPAS – brytyjska organizacja, która finansuje niemal połowę aborcji na Wyspach w ramach ubezpieczenia twierdzi, że Polki stanowią 80% cudzoziemek usuwających u nich ciążę. 

Dlaczego w Polsce tabletki antykoncepcyjne EllaOne mają być na receptę? Odpowiedź jest prozaiczna ponieważ rząd nie reprezentuje interesów społeczeństwa, w tym kobiet, które stanowią jego większość, tylko dbają o swój własny interes oraz chętnie wykonują polecenia biskupów. Przecież to im zależy na tym, żeby ludzkich dramatów było jak najwięcej, a nie jak najmniej. To biskupi chcą wiedzieć dzięki NFZ kto i ile takich recept wypisał, żeby hordy moherowych beretów mogły pikietować pod przychodniami lub szkalować lekarzy przepisujących ten specyfik.

Jedno jest pewne Ewa Kopacz zawarła z biskupami deal, który kosztuje nas ponad 100mln złotych rocznie z tytułu obiecanej przez premiera Donalda Tuska „likwidacji” Funduszu Kościelnego, dotacji budżetowej na Świątynie Opatrzności Bożej – 16mln nie mówiąc o innych najdelikatniej mówiąc niezbyt rentownych (modne ostatnio słowo używane w stosunku do kopalń) wydatkach typu: blisko 1500 mln rocznie z tytułu pensji dla katechetów, dziesiątek milionów złotych za tysiące etatów kapelanów w szpitalach i wojsku (nawet w jednostkach, które już dawno zostały zlikwidowane), zwolnienia podatkowe dla Kościoła, dotacje dla Kościoła, środki unijne które otrzymują Kościoły i im podległe podmioty itp.

W imię kaprysu i interesu biskupa Polki nie mogą czuć się tak komfortowo jak ich koleżanki z Europy i nie mogą o swoim losie decydować same, tylko powinny się stosować do nauki Kościoła, ponieważ jesteśmy krajem błogosławionego JP2.

Polko nie martw się, przedsiębiorczy Polacy mieszkający blisko granicy tego absurdalnego kraju, gdy tylko zajdzie taka potrzeba kupią Ci tę tabletkę i prześlą błyskawicznie za niewielką  opłatą.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również