UDOSTĘPNIJ

Celebryci, bokserzy, piłkarze, siatkarze, lesbijki, kabotyni – kandydaci do euroetatu tak fantastyczni jak dyrektywy unijne. Choćby te zakazujące importu zbyt krzywych bananów. Są to reprezentanci partii mętnego nurtu, rozkręcający festiwal euroentuzjastycznej miłości do unii. Prawda jest taka, że wodzowie tych partii nie traktują na poważnie eurowyborów. Chodzi tylko o prestiż i zrobienie dobrego wrażenia na wyborcach przed wyborami krajowymi. Ewentualnie taktowne odsunięcie na boczny tor „zasłużonych”, takich jak np. Jan Vincent Rostowski, który zadłużył kraj bardziej niż Gierek, a choć nie jest związany z żadnym regionem Polski, ostatecznie kandyduje z ?Bydgoszczu?. Z europosady da się wycisnąć kilka milionów złotych w ciągu kadencji, więc jest się po co schylać.

Jedyne co może zainteresować laików tą kampanią, to jej kabaretowy charakter. Wiadomo, że żadnych poważnych haków na konkurencję nikt nie użyje, bo po co tracić argumenty na nieistotne wybory, skoro krajowe tuż, tuż? Więc musimy żyć ich śmiesznością. Na pewno bawi przekrzykiwanie się, kto jest większym euroentuzjastą. I tutaj PO próbuje wmówić opinii publicznej, że PiS, czyli partia która postuluje powołanie armii europejskiej jest eurosceptyczna. Zresztą ten PiS to już chyba wszyscy podgryzają. I media publiczne, które kontrolują opozycję zamiast władzy i nawet ojciec dyrektor, który podobno obraził się na prezesa. Jarosław dostał pstryczka w nos, od zaprzyjaźnionej rozgłośni, za pośrednictwem której Ziobryści ogłosili, że z ich list kandydował będzie bokser, Adamek Tomasz. Zresztą ci Ziobryści z Solidarnej Polski ośmieszają się na każdym kroku swojej politycznej egzystencji po oderwaniu się od Kaczystów. Leszek Miller rzekł o przewodniczącym Ziobro „kiedyś nazwałem pana zerem, ale myślę, że mocno pana przeszacowałem”. Sposób w jaki SP prowadzi bieżącą kampanię może wpisywać się w te słowa. Szarpana i nieprzemyślana, opierająca się o emocje. Poseł Mularczyk, przedstawiciel tej partii nie odstępujący na krok protestujących matek opiekujących się niepełnosprawnymi jest tego symbolem. Łatwiej jest zdzierać gardło w blasku kamer razem z okupującymi sejm domagając się od premiera wzrostu świadczeń niż znaleźć rozwiązanie systemowe. Przecież to porozumienie, które zostało zawarte i jest głosowane w sejmie to jest bubel zakazujący pracy pod groźbą odebrania świadczenia. Czy choćby posłanka Kempa wojująca z Gender. Wszystko na pokaz, żeby tylko zaistnieć medialnie. Tonący brzytwy się chwyta, a okręt pod banderą Ziobro tonie. Innymi aktorami tego kabareciku jest autokompromitująca się Palikociarnia z mistrzem samozaorania profesorkiem Hartmanem. Który debatował niedawno z posłem Wiplerem w Polsat News z aktywną sondą w tle, gdzie widzowie głosowali który dyskutant ma rację. Profesor 11%, poseł 89%. Ponadto prof. Hartman cynicznie powiedział, że chce wejść do PE dla pieniędzy. Nie ma się co dziwić, widocznie uczy się od takich mistrzów PR jak Janusz Palikot, który zbeształ członków swojej partii za to, że nie zrobili kariery na niepełnosprawnych w sejmie.

Dużo ludzi zraziło się do Unii Europejskiej, biorąc pod uwagę ten fakt zaskakująca jest tak mała konkurencja wśród partii uniosceptycznych. W zasadzie jedynym, radykalnie krytykującym UE ugrupowaniem jest Kongres Nowej Prawicy Mikkego. Jest co prawda Ruch Narodowy, ale on się sprawdza bardziej jako inicjatywa społeczna popularyzująca wartości patriotyczne, ale elektoratu nie potrafi do siebie przekonać. O ile nie wierzę sondażom, tak jeśli RN praktycznie w żadnym z nich nie może przebić 1%, to o czymś świadczy. Nowa Prawica jednak w wielu sondażach próg wyborczy pokonuje. Polska Razem Gowina stała się PO-bis, emanując jedynie znamionami krytycznej retoryki w stosunku do UE. W każdym razie ludzi to nie przekonuje, bo eurosceptycy pragną radykalnych zmian. To są ludzie zbuntowani i to jest bardzo duża grupa wyborców. Dzięki temu zbuntowanemu elektoratowi wypłynął Ruch Palikota, na którym ci ludzie się teraz zawiedli, zobaczywszy, że to jest partia która nic nie potrafi poza walką z krzyżem i katechezą. Wcześniej na fali buntu wezbrała Samoobrona śp. Andrzeja Leppera. Teraz jedyną całkowicie antysystemową partią jest… no właśnie KNP i jej charyzmatyczny lider Janusz Korwin-Mikke.

Wszystko wskazuje na to, że wyniki eurowyborów będą sensacyjne. Partie głównonurtowe traktują je po macoszemu, wręcz lekceważąco, urządzając sobie zwykły kabaret i to zemści się na niskiej frekwencji. Niska frekwencja uprzywilejowuje partie ze zbuntowanym elektoratem, który chcąc zmian pójdzie do urn. Jeśli frekwencja wyniesie 25% (w poprzednich eurowyborach wyniosła 24,5%) to wystarczy około 375tys. głosów, żeby przekroczyć próg wyborczy. W eurowyborach w 2009 roku Jerzy Buzek jednoosobowo otrzymał 393tys. głosów… w okręgu katowickim, z którego teraz startuje również charyzmatyczny Janusz Korwin-Mikke. Czy KNP jest kolejną partią, która wypłynie na zbuntowanym elektoracie?

ZOSTAW ODPOWIEDŹ