UDOSTĘPNIJ
źródło: wikimedia.org, flickr.com

Utworzona jeszcze w grudniu 2016 roku biznesowa grupa doradcza miała być głosem ekspertów wspierającym prezydenturę Donalda Trumpa. 45. prezydent USA miał polegać na ich zdaniu i to właśnie to grono miało pomagać Trumpowi w rozsądnym decydowaniu o gospodarce. Po ostatniej decyzji prezydenta USA grupę doradców opuściło dwóch znanych bogaczy.

Elon Musk szef Tesli i Robert Iger, który stoi na czele Disneya, postanowili opuścić grupę utworzoną przez Trumpa. Ich zdaniem, Trump prowadzi niewłaściwą politykę, a jego ostatnia decyzja dotycząca wycofania USA z paryskiego porozumienia klimatycznego jest nie do przyjęcia. Odejście obu panów miało być tym samym wyrazem sprzeciwu wobec działań republikanina.

W związku z wycofaniem się z umowy paryskiej dla zasady zrezygnowałem z prezydenckiej rady doradczej – podkreślił Iger.

Elon Musk, który także oficjalnie poinformował, że opuścił prezydencką radę doradczą, miał przed podjęciem samej decyzji ostrzegać Trumpa. Szef Tesli wywierał naciski na 45. prezydenta USA, by ten nie wycofywał się z porozumienia. Musk zapowiadał wtedy otwarcie, że w innym wypadku odejdzie. Jak powiedział, tak zrobił.

Zachowanie Muska i Igera krytykują pozostali w radzie członkowie. Larry Fink z firmy BlackRock twierdzi, że odejście po kontrowersyjnej decyzji Trumpa, to najgorsze, co mogli zrobić prezesi Tesli i Disneya. Zdaniem Finka, to właśnie teraz należy jak najbardziej się aktywizować i razem z resztą grupy doradców naprowadzać Trumpa na tory odpowiedniej polityki. Zdanie Finka popiera szefowa General Motors, Mary Barra, która jest przekonana, że obecność w radzie to możliwość „prowadzenia konstruktywnego dialogu na temat kluczowych kwestii w prawodawstwie”.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również