UDOSTĘPNIJ

Niedawno został oddany do użytku odcinek autostrady A4 na trasie Tarnów – Kraków. To znakomicie, ponieważ natężenie ruchu pomiędzy tymi dwoma miastami należy do jednych z największych w Polsce. Niestety podróżując tą trasą od razu nasuwają się pewne zastrzeżenia. I nie chodzi tu o poprzeczne uszkodzenia nawierzchni, czy nieprawidłowe wyprofilowanie zakrętów w niektórych miejscach.

Podróż w tunelu

No właśnie. W zasadzie na całym, ponad 80 – kilometrowym odcinku, po obu stronach straszą sięgające miejscami nawet kilkunastu metrów wysokości ekrany akustyczne.

Może jakiś sens miałoby stawianie ich na terenach zabudowanych (chociaż ich skuteczność w tłumieniu hałasu też pozostawia wiele do życzenia). Problem polega na tym, że autostrada przeważnie graniczy z polami, łąkami i niewielkimi zagajnikami.

Rozwiązanie takie nie wpływa również korzystnie na bezpieczeństwo, co prawda są wyjścia ewakuacyjne, ale mimo to służby mają utrudniony dostęp np w razie wypadku. Również kierowcy, którzy chcieliby opuścić teren autostrady mogą napotkać zamknięte drzwi.

Co ciekawe na odcinku Tarnów – Rzeszów tej samej autostrady (otwarcie w 2014) częstotliwość stawiania ekranów zależy od tego jaka firma wykonuje dany odcinek. Dochodzi więc do paradoksalnej sytuacji, w której przy porównaniu dwóch odcinków o zbliżonej zabudowie dostrzeżemy, że na jednym będą zbudowane ekrany, a na drugim nie.

Na koniec sprawa kosztów. TVN24 podał, że na autostradzie A2 ekrany stanowiły 10% kosztów jej budowy. Nie wiemy ile to będzie w przypadku A4, ale możemy przypuszczać, że tyle samo lub więcej.

Czyżby lobby firm produkujących ekrany dopięło swego? A może bariery te są stawiane z podobnych powodów, z jakich sadzono wiele drzew i krzewów wzdłuż dróg tranzytowych państw dawnego bloku sowieckiego. Robiono to po to, aby goście z zagranicy nie widzieli panującej w tych krajach biedy. Jedno jest pewne, w sprawie tej więcej jest pytań niż odpowiedzi.

Mikołaj Kukliński.

Zobacz również