UDOSTĘPNIJ

Jakie są główne problemy związane z nauczaniem edukacji seksualnej w polskiej szkole (poza tym, że nie funkcjonuje nawet pod tą nazwą)? Zajęcia są nieobowiązkowe, nie ma na nich ocen, a samo grono pedagogiczne z dyrektorami szkół na czele często odradza rodzicom zapisywanie dzieci na lekcje, zachęcając do bardziej ?pożytecznego? wykorzystania czasu. Jeśli jednak ktoś heroicznie zacznie uczęszczać na zajęcia pod enigmatyczną, purytańską nazwą ?Wychowanie do życia w rodzinie?, czy rzeczywiście ma szansę dowiedzieć się czegoś na temat odpowiedzialności, różnorodności, szacunku do siebie i innych, niezbędnych do świadomego partycypowania w sferze seksualności? Wątpliwe, skoro np. podręcznik autorstwa Tomasza Garstki został wycofany tylko dlatego, że zawierał informacje o homoseksualizmie, do tego na zajęciach kładzie się nacisk na nauczanie o rodzinie (to przecież nikogo nie zbulwersuje, minimalizujemy więc ryzyko obcowania z oburzonymi rodzicami), zamiast na przykład o ryzykownych zachowaniach seksualnych.

Nowa minister edukacji Joanna Kluzik ? Rostkowska zdaje sobie sprawę, że sytuacja wymaga zmian. Cóż więc zaproponowała? Podział zajęć edukacji seksualnej na ?konserwatywne? oraz bardziej ?liberalne?. Cel: możliwość decydowania o uczęszczaniu na wybrany rodzaj edukacji seksualnej na podstawie światopoglądu, podobnie jak ma to miejsce w przypadku religii i etyki. Wyboru dokonują rodzice. Oczywiście zajęcia nadal pozostaną nieobowiązkowe, gdyż pani minister ?szanuje autonomię rodziny?. Wilk ma być syty i owca cała.

Obawiam się jednak, że nie przewidziano daleko idących konsekwencji takich planów (na szczęście, to na razie dopiero wstępne plany). Wyobraźmy sobie taką sytuację: zakochują się w sobie dziewczyna z grupy ?liberalnej? i chłopak z ?konserwatywnej?. Postanawiają zacząć współżycie, a tu dziewczyna wyciąga prezerwatywę i żąda jej użycia! Skąd biedne chłopię, przekonane przez swojego nauczyciela, iż istnieją tylko naturalne metody zapobiegania ciąży miałoby wiedzieć, co zrobić z tym kawałkiem lateksu? Idźmy dalej. Załóżmy, że na zajęcia do każdej z grup uczęszcza jeden homoseksualny uczeń. Ten z ?liberalnej? nie będzie miał ze swoją orientacją większego problemu gdyż nauczy się, że stanowi ona równoprawną część różnorodnej palety zachowań seksualnych, tolerancja zaś zostanie wpojona jego kolegom i koleżankom. W grupie konserwatywnej natomiast osoba taka może dojść do przekonania, iż stanowi patologiczny odchył od normy, na który najlepiej spuścić zasłonę milczenia (czego na pewno nie zrobią rówieśnicy).

Skoro światopogląd rodziców staje się czynnikiem decydującym o rodzaju wiedzy przekazywanej w publicznej szkole, dlaczego nie pójdziemy dalej? Istnieje naprawdę spore pole do popisu. Dlaczego dzieci osób wierzących miałyby słuchać, iż pochodzą od małpy, zgodnie z teorią ewolucji sformułowaną przez heretyka Darwina? Czy potomkowie polskiej prawicy mają być zmuszani do poznawania mowy ojczystej na przykładzie dzieł homoseksualisty Gombrowicza? Jakim prawem dzieci osób żywiących pozytywne emocje wobec minionego ustroju mają słuchać takich okropieństw jak pacyfikacja górników w kopalni ?Wujek? czy morderstwo ks. Popiełuszki na lekcjach historii? A pociechy zdeklarowanych abstynentów poznawać skład chemiczny etanolu, nie mówiąc o wykonywaniu doświadczeń z jego użyciem? Jak zaradzić tym problemom? To proste: podzielmy szkoły na pół. Niech powstaną 2 wersje każdego przedmiotu: do wyboru, do koloru, i co najważniejsze: nikt nie będzie urażony i żadne wrażliwe ucho nie usłyszy zbyt wiele.

Każdy rozsądny czytelnik pomyśli sobie: absurd i przesada. Dlaczego więc takich ? naturalnych ? reakcji nie budzi pomysł podzielenia na pół edukacji seksualnej? Ponieważ cały czas traktujemy ją z przymrużeniem oka, jako taki ?nie do końca przedmiot?, jak religię czy lekcję wychowawczą – ot, takie fanaberie systemu edukacji. Kiedy jednak rodzic przyłapie swoje dziecko na publicznym rozbieraniu się w internecie (a robi to wg badań 5% polskich 16 ? latków), czy para 15 ? latków zostanie rodzicami ( 20% chłopców i 14% dziewczyn w tym wieku jest już aktywnych seksualnie), ich rodzicom nagle oczy się otworzą. I to bardzo szeroko. Ze zdumienia, że nikt nie nauczył ich dzieci świadomości i szacunku własnego ciała, odpowiedzialnych zachowań seksualnych. Ale szukajmy plusów: mają przynajmniej rozległą wiedzę, czym jest tradycyjna rodzina.

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułZapłacimy prawie 200 tysięcy złotych za… powieszenie flag
Następny artykułTu jest krzyż
Daria Trapszo - Drabczynska
Absolwentka stosunków międzynarodowych i politologii (a konkretnie marketingu politycznego), przewodnicząca Ruchu Młodych w Warszawie, członkini mazowieckiego zarządu Twojego Ruchu. Współprowadzi 2 blogi: http://disstance.blogspot.com/ i http://mlodzipomaranczowi.pl/.