UDOSTĘPNIJ

„A więc wojna! Z dniem dzisiejszym wszelkie sprawy i zagadnienia schodzą na plan dalszy. Całe nasze życie, publiczne i prywatne przestawiamy na specjalne tory, weszliśmy w okres wojny. Cały wysiłek narodu musi iść w jednym kierunku. Wszyscy jesteśmy żołnierzami. Musimy myśleć tylko o jednym – walka aż do zwycięstwa!”.
Tak brzmiał oficjalny komunikat polskiego radia 1.09.1939 roku wygłoszony przez prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego.
„Wszyscy jesteśmy żołnierzami.”
Tak pewnie o sobie myśleli Ci, którzy wepchnęli nas w tę tragiczną w skutkach awanturę: „jesteśmy żołnierzami”.
Żołnierz polski bić się musi o swój honor, o honor swojej ojczyzny, walczyć do ostatniego naboju, słuchać rozkazów przełożonych, postępować szlachetnie i honorowo zgodnie z rycerskim etosem, któremu wiernie służy.
Nikt żołnierza nie pyta o jego osąd polityczny, o umiejętność realnej oceny sytuacji czy jego zdolności dyplomatyczne.
Stukot obcasów, ręka przytknięta do rogatywki, szczęk karabinu- oto jest żołnierskie życie.
Bić się za ojczyznę- oto jest żołnierski obowiązek.
Nawet wtedy gdy sprawa za którą walczy jest przegrana.
Takich żołnierzy Polska od wieków rodziła i z takich żołnierzy jesteśmy dumni.
Polityk jednak nie jest żołnierzem- nawet jeżeli dzięki wojsku stał się politykiem i na wojsku opiera swoją władzę.
Polityk nie może pozwolić sobie na luksus myślenia w kategoriach osobistych, sentymentalnych, życzeniowych.
Polityk nie może się łudzić ani czekać na rozkaz dowódcy.
Polityk jest sługą a zarazem przewodnikiem swojego narodu- musi więc służyć mu i kierować nim w taki sposób aby zapewnić swojemu ludowi pomyślność i przetrwanie.
Zajmowanie się polityką jest rodzajem osobistej niewoli, całkowitym wyrzeczeniem się własnych potrzeb (również duchowych) na rzecz interesu wspólnoty.
O wartości polityka świadczy nie jego waleczność ani nawet ofiarność, lecz umiejętność bezwzględnego torowania drogi interesom własnego narodu- po to aby oszczędzić innym krwi, łez i znoju.
Nawet za cenę własnej popularności czy nawet moralnych wyrzeczeń.
Nie jest to więc przywilej, lecz najcięższy rodzaj obowiązku, który niewielu zdoła udźwignąć. Ci którym się to uda słusznie zasługują na tytuł „Mężów Stanu”.

1.09.1939 Polska jednak mężów stanu nie miała. Miała za to żołnierzy pozostawionych nam w spadku przez Marszałka Piłsudskiego, którzy okupowali niemal wszystkie wyższe urzędy w kraju. Jak przystało na dobrych żołnierzy, byli mu wierni aż do jego śmierci a nawet kiedy w 1935 roku zwłoki Piłsudskiego zakryło wieko trumny w wawelskiej krypcie, wciąż na nowo interpretowali jego ostatnie dyspozycje i rozkazy starając się jak najlepiej zrealizować dziedzictwo zmarłego wodza.
Wkrótce się jednak okazało, że proste żołnierskie umysły oślepione blaskiem nieograniczonej niemal władzy pogrążyły się w buńczucznej megalomanii a stojący dotąd w jednym szeregu legioniści rzucili się sobie do gardeł w bezwzględnej walce o wpływy.
Ich słabości i ograniczenia skrzętnie wykorzystywały obce agentury obiecując im złote góry…w których istnienie uwierzyli.
Tymi złotymi górami była wizja polskiego mocarstwa, które wespół z brytyjskim imperium zniszczy hitlerowską Rzeszę a polska kawaleria
odbędzie swój marsz tryumfalny pod bramą brandenburską. Jakże piękna i jakże nierealna wizja.

Zamiast wykorzystać dziejową szansę jaką było zainicjowane przez Piłsudskiego bezprecedensowe zbliżenie polsko-niemieckie, zamiast oprzeć się na zmobilizowanym do wojny, militarystycznym społeczeństwie, które z roku na rok stawało się coraz silniejsze a którym po raz pierwszy w historii Niemiec przewodził ideologiczny fanatyk za naczelny cel swojej polityki uznający wojnę z „żydo-bolszewicką” Rosją, z którą Niemcy zwyczajowo utrzymywali nad wyraz poprawne stosunki, nasze elity wolały oprzeć się na słabych i podzielonych zachodnich demokracjach, które nie tylko nie chciały brać osobistego udziału w wojnie, ale przez długi czas robiły wręcz wszystko aby przed nią uciec.
Bo czymże była polityka appeasementu jeśli nie rozpaczliwą ucieczką przed nieuniknionym?
Czymże były masowe procesje antywojenne i pacyfistyczne paszkwile jak „Nie chcemy umierać za Gdańsk”, jeśli nie wyrazem całkowitego sprzeciwu wobec nadchodzącego konfliktu?

Nasi przywódcy musieli słyszeć dźwięki dochodzące z ulic europejskich miast.
Równy, miarowy krok brunatnych szeregów, krzykliwe przemówienia faszystowskich i nazistowskich wodzów na równi z wrzaskami manifestantów w Wielkiej Brytanii czy Francji i wymijającymi obietnicami i deklaracjami składanymi przez ich przywódców.
Jedni domagali się wojny i zemsty, drudzy domagali się chleba i pracy.
Jedni budowali autostrady, stawiali fabryki, hojnie dotowali przemysł ciężki i najnowsze technologie wojskowe, stale ulepszając swoje siły zbrojne, drudzy zaś trwali pogrążeni w społeczno-gospodarczych konfliktach.
Jedni wszystko poświęcili wojnie, drudzy rozpaczliwie walczyli o pokój, nie rozumiejąc, że czasami jedyną nadzieją na pokój jest wojna.
Nasi przywódcy musieli widzieć dźwigi unoszące się nad całą Rzeszą, szalony entuzjazm milionów uratowanych od biedy i zwątpienia przez jednego człowieka i prowadzonych ku nowemu światu.
Ale jakże budować nowy świat bez wojny?

Stary świat musiał zapłonąć a świeżo wykute, niemieckie ostrze musiało wbić się w jakąś ofiarę.
Zbyt dużo było w Niemcach fanatyzmu i zapału aby nastroje te wygasić polityką ustępstw, sankcji albo nawet zastraszania.
Można było je tylko podsycić i pozwolić aby pożar trawiący Niemcy ogarnął całą Europę.
W tamtej chwili, chodziło więc tylko i wyłącznie o to aby nie być ofiarą, aby nie przyjmować na siebie pierwszego ciosu którego nie byliśmy w stanie wytrzymać.
Wbrew obiegowej opinii los Polski wcale nie był zdeterminowany a niemieckie ostrze, zwrócone początkowo przeciwko ZSRR i Francji, obróciło się przeciwko nam dopiero w marcu 1939 roku- w chwili przyjęcia angielskich gwarancji, których charakter był jednoznacznie antyniemiecki…i dla nas Polaków bezwartościowy.
Brytyjskie elity, które pomimo poważnych problemów targających rządzonym przez nich krajem, nigdy nie wyzbyły się marzeń o światowym imperium, świadomie zaoferowały nam bezwartościowy świstek papieru w zamian za sprowokowanie niemieckiego ataku na Polskę.
Chodziło o to aby nie dopuścić do sytuacji w której Polska jeszcze bardziej wzmocniłaby i tak silną już przecież pozycję Niemiec na kontynencie co z kolei musiałoby osłabić wpływ Wielkiej Brytanii na rozwój światowych wypadków.
Polityka brytyjska, choć często niespójna i amoralna była jednak zawsze polityką realną, dopasowaną do rzeczywistych możliwości narodu brytyjskiego, zgodnie z którymi starano się zagwarantować maksymalną realizację brytyjskich interesów.
Zgodnie więc z brytyjską racją stanu (mniejsza o to czy słusznie pojmowaną) najpierw starano się Hitlera ugłaskać kolejnymi ustępstwami a gdy to nie pomogło sprowokowano go do konfliktu z Polakami, wykorzystując do tego celu krótkowzroczność polskich elit.
Mniemano, że ten konflikt ten doprowadzi do głębokiej polaryzacji Europy a co za tym idzie do wzmocnienia pozycji Wielkiej Brytanii, której potencjał zarówno wojskowy jak i przede wszystkim dyplomatyczny raz jeszcze zadecyduje o losach świata gdy już niemieckie dywizje zetrą się na wschodniej granicy Polski z dywizjami sowieckimi.
Hitler jednak okazał się sprytniejszy.
Czując się osaczony „polsko-brytyjskim spiskiem” pierwszy wyciągnął dłoń do Stalina.
23.08.1939 był właściwie końcem naszej suwerenności.
Cały świat wstrzymał oddech podczas gdy dwaj nienawidzący się dyktatorzy podzielili go między siebie.
Brytyjska dyplomacja rzecz jasna zadawała sobie sprawę z wszystkich postanowień Paktu Ribbentrop-Mołotow, również tych „tajnych.”
Nikt jednak poza Włochami (czyli de facto sojusznikami Hitlera) nas o nich nie poinformował.

Gdzie wtenczas była nasza dyplomacja?
Gdzie były nasze elity polityczne?
Co zrobiły aby nie dopuścić do zrealizowania niemiecko-radzieckiego porozumienia?
Nic, poza przeciągającym się w nieskończoność festiwalem próżności i megalomanii.
Ich postawę reprezentowała dumnie wypięta sylwetka Śmigłego Rydza, który buńczucznie zapowiadał, że „Polska nie odda ani guzika.”
Faktycznie pod mądrymi rządami Naczelnego Wodza Polska nie oddała żadnego guzika.
Spoczęły one w tysiącach dołów śmierci wykopanych przez tych którymi tak pogardzał i z których się naigrywał.
Sam zaś po kilkunastu dniach od rozpoczęcia konfliktu znalazł się już za granicą uciekając zarówno przed wrogiem jak i odpowiedzialnością.
Może chciał uciec również przed historią?
Przed historią nie ma jednak ucieczki.
Dbajmy więc o to żeby propagowała to co wzniosłe i rozumne a potępiała to co mierne i bezrozumne bo tylko taka polityka historyczna daje nam nadzieję, że kiedyś Polskę Rydzów zastąpi Polska Mężów Stanu.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również