UDOSTĘPNIJ

Pomoc jest wspaniałą rzeczą, jeśli tylko trafia do odpowiednich ludzi w odpowiednim czasie. W innym przypadku możemy mówić jedynie o próbie reakcji na coś, co i tak jest nie do uratowania.

Największym problemem europejskiej i amerykańskiej cywilizacji jest chęć niesienia pomocy wszędzie i wszystkim. Tym, którzy na nią czekają, jak i tym, którzy jej nie chcą. Nasza współczesna kultura stała się czymś w rodzaju inkwizycji. Różnica jedynie jest taka, że zabijamy nie mieczem, a pieniędzmi i naszymi zwyczajami. I zabijamy skutecznie.

Bardzo modne stało się pomaganie małym i głodnym dzieciom w Afryce, które pomocy oczekują. Zbieramy pieniądze, jedzenie, środki czystości i wszystko, co się da. Wszyscy uważają, że jest to wyższy cel, szczytny, taki, za który zostaną wynagrodzeni u Stwórcy, a na Ziemi będą się mogli pochwalić znajomym, że wpłacili kilka złotych na fundację. Z tym, że ludzie w Afryce są od nas różni. Nas, czyli Europejczyków. Tam czas płynie inaczej i człowiek jest inny. Nie zakładajmy, że biały i czarny myśli podobnie. Tak nie jest i nigdy nie było. Jesteśmy różni, tak jak różne są nasze kolory skóry.

Na Czarnym Lądzie przyjęte jest, że dziecko zapewnia byt rodzicowi na starość. Im więcej potomstwa, tym lepsza starość, więc dziatwa rodzinna zazwyczaj stanowi sporą grupę. Jeśli ja – typowy Europejczyk – nie potrafię zapewnić utrzymania sobie, to nie planuję dzieci, ponieważ chciałbym, aby miały godne życie i żeby niczego im nie brakło. To moje myślenie. Proste i skuteczne. Tam jednak inaczej to pojmują. Czym owa grupka potomstwa większa, tym większa szansa, że rodzice na starość nie umrą z głodu, ale tym samym i gęb do wykarmienia więcej, a im gęb więcej, tym więcej potrzeba pieniędzy. Naszych. Europejskich.

Zawsze mnie dziwiło, jak to możliwe, że zarówno ja, jak i Afrykańczycy żyjemy w XXI wieku, a nasze światy są inne. Bo jak wytłumaczyć fakt, że im na niczym nie zależy? Życie w lepiankach to wszystko, co im do szczęścia potrzebne. Do tego trochę wody i święty spokój. Ktoś powie, że oni nie mają warunków, że żyją w dzikim kraju, że to i tamto. Ja powiem, że są leniwi i im się nie chce. Europa to nigdy nie był dziki kraj? Chyba był. Kiedy odkryto Amerykę? Nie w XV wieku? A jeśli człowiek pierwotny pochodził z Afryki, a Amerykę odkryto wiele tysięcy lat później i amerykanie niewolili murzynów, to na pewno moja teza ma poparcie. I to dość solidne. Bardzo dobrze sprecyzował to wiele lat temu Paul Johnson (jeden z najlepszych historyków na świecie) który stwierdził, że Murzyni nie nadają się do rządzenia i dlatego Afryka jest jednym wielkim śmietnikiem i szpitalem zakaźnym. Inaczej było przed dekolonizacją. Biały człowiek trzymał rękę na pulsie i zapewniał im jedzenie, pracę, lekarstwa oraz edukację. Jednak przyszli dekolonizatorzy (światły motłoch), zrobili kilka kresek na mapie, wyznaczyli nowe granice nie patrząc na przynależność plemienną i tak po dziś dzień czarni wyrzynają się w walkach o terytorium.

Tak samo jest z demokracją. W Afryce nigdy nie istniała, ale nie istniała też na Bliskim Wschodzie. Zaraz podniesie się raban, że taka Libia, Syria czy Egipt były ciemiężone przez dyktatorów, a wcześniej przez kolonizatorów. OK., były, ale ktoś to za pysk trzymał. Zobaczcie, co się dzieje teraz. Widzicie, do czego doprowadziliście? Ci ludzie na ulicach nie chcieli demokracji tylko zmiany dyktatora, bo tamci się znudzili. Oni mają inną mentalność, kulturę i zwyczaje. Nie róbmy z kogoś demokraty, jeśli tego nie chce. W Afryce państwa są często wyznaczane na podstawie tego, czyje plemię jest silniejsze i zagarnie większe terytorium. Jeśli po jakimś czasie znów coś zajmie, to granice po raz kolejny się zmieniają. Tam demokracja nie przejdzie, bo plemiona mają różną kulturę i język. U nas to się sprawdza. Co prawda rządzi zdecydowana mniejszość, która trzyma w szachu większość, ale połacie jej są. Wyobraźmy sobie sytuację, w której do Polski przyjeżdża 38 mln muzułmanów. Wtedy demokracja się kończy. Polacy będą głosować nawet na najgorszego polskiego dyktatora, żeby tylko tamci nie doszli do władzy, a oni na swojego. Powstanie coś, z czym mamy do czynienia w obecnej Afryce. Postaną strefy wpływów. Tam ważny jest interes jednostki, który można osiągnąć na plecach państwa. Rodzina, która ma największą władzę próbuje zagarnąć jak największy majątek, choćby wywalczony na ciemiężeniu współplemieńców. Podobna sytuacja była w XX wieku, kiedy to kraje europejskie i Ameryka Północna zaczęły sprowadzać do siebie niewolników. Jak to wyglądało? Król wyznaczał najsłabszych mężczyzn i kobiety i sprzedawał ich w niewolę, bo i tak plemię nie miało z nich pożytku. Żadne łapanie w siatki i tego typu bzdury, o jakich w podręcznikach czytamy.

Świetnie cały proceder opisuje Waldemar Łysiak w książce „Stulecie kłamców”, w której obnaża całą hipokryzję sztucznej tolerancji. Do tego przywołuje kilka cytatów:
„Die Weltwoche”: „25 lat po odzyskaniu niepodległości Ghana — wcześniej kraj cennych surowców, bujnego rolnictwa i świetnych szans dalszego rozwoju — przedstawia widok chaosu, korupcji i rezygnacji (…) Bogata przed dekolonizacją Uganda chyli się teraz ku klęsce (…) Tanzania runęła wskutek przymusowej kolektywizacji, marnując rekordową pomoc Zachodu. Budowano «wspólną własność» — zbudowano wspólną nędzę” (1982, 1977, 1980).
„Paris Match”: „Kenia, niegdyś spichlerz Afryki Wschodniej, musi importować żywność (…) Kolonialna Zambia była bogata jako czołowy producent miedzi; dzisiaj w nieudolności gospodarowania byłaby mistrzem Afryki, gdyby nie finansowany szaleńczo przez międzynarodowe banki Zair — absolutnie poza konkurencją” (1980, 1981).
„New Statesman”: „Dzięki długiemu kolonialnemu panowaniu Francji Madagaskar był tropikalnym rajem i wielkim eksporterem wysokogatunkowego ryżu. Dzisiaj jest bankrutem importującym ryż pastewny” (1983).

***

Czasami oglądam „Boso przez świat”. Wojciech Cejrowski pokazuje tam dzikusów, którzy ze swoimi dzidami łapią żaby i wydobywają z nich jad, aby zabijać dziki. Później pokazuje wytwarzanie piwa. Do wielkiego kotła wlewane jest „coś tam” , a plemienne babuszki plują do tego, żeby sfermentowało. Mnie to obrzydza. I to bardzo. Ale pomyślmy logicznie – jeśli jestem dziki i żyję w buszu, ale widzę kilku facetów z kamerami, to chciałbym się dowiedzieć, co to jest, może mi się przyda, albo spróbować innego życia. Ubrać się jakoś może. Ale oni nie chcą, bo tak im jest dobrze. „Rasiści” pokroju Johnsona wskazują jeszcze jeden syndrom, którego nie chcą dostrzegać apostołowie „tolerancji”. Chodzi o tych kolorowych tubylców (Indian, Murzynów), do których „białasy” przyszły z propozycją: wybudujemy tu dla was przemysł i zapewnimy wam takie dochody, że każdy, kto przepracuje dwadzieścia lat, będzie mógł później nic nie robić do końca życia. Tubylcy pokiwali głowami i odparli, że już teraz nic nie robią, z czym jest im bardzo dobrze. [Łysiak W. – Stulecie kłamców, s.55]

Raz Mariusz Max Kolonko mówił o murzynce, której zawaliła się lepianka. Ludzie zjechali z kamerami i jedzeniem, współczuli, wspierali. Po roku Ci sami ludzie przyjechali do niej i… lepianka nadal była zawalona. Jeśli owa kobiecina przez rok do ich przyjazdu codziennie położyła choćby jeden kamień z tej lepianki na miejscu, to zdążyłaby ją dobudować. Ale jej się nie chciało, wolała żyć na gruzowisku.

Problem nie leży po ich stronie. To nasza wina. Europejczyków, którzy na siłę chcą ich nawracać i dostosować do swojej kultury, a jeśli to robią, to uważają się za lepszych, mimo iż pewnie o tym nie wiedzą. Chcą wprowadzić demokrację tam, gdzie ona się nie przyjmie i dokarmiać tych, których śmierć jest naturalną koleją rzeczy. I to nie nas trzeba edukować i zachęcać do wspierania potrzebujących. Uczyć trzeba potrzebujących, żeby umieli sobie radzić w sytuacji, w jakiej się znaleźli. Choćbyśmy wpakowali w Afrykę nieskończoną ilość pieniędzy, to wody tam nie wyczarujemy, a i klimatu nie ochłodzimy. Dokarmiając tamtejsze dzieci zapewniamy ich potomstwu śmierć głodową, bo jeśli człowiek nie wie, że dziesięcioro dzieci w jego rodzinie, to o dziewięcioro za dużo, nie będzie w stanie ich wykarmić. A to spadnie na nasze sumienia. Pomoc doraźna nie jest rozwiązaniem, a zmiana mentalności niektórych jest nie do przeskoczenia. Jeśli ktoś nie chce, nie wtrącajmy się.

Bardzo ciekawym przykładem jest Gambia, kraj, który… opodatkował pomoc humanitarną!!! Jeśli więc taka pani Janina Ochojska chce tam pomóc kilku osobom, to najpierw musi królowi zapłacić podatek. Jeśli nie, to pomocy nie będzie. Jest to idealny przykład kraju, który nawet nie kąsa, a odcina rękę, która karmi.

Afryka to studnia bez dna, w której nawet nie ma jego na nie widoku. Nieważne, co zrobimy, to i tak nie odmienimy życia tych, którzy odmiany nie chcą. Nie bierzmy na litość białych, żeby pomagali, tylko edukujmy czarnych. Bo nie o rybę, a o wędkę się rozchodzi.

UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułDziałacz PO aresztowany za pedofilię
Następny artykułCoraz większa segregacja rasowa w Izraelu. Ścieżki tylko dla Żydów
Mateusz Błoch
Student politologii i dziennikarstwa na Uniwersytecie Śląskim. Konserwatysta, katolik. Przeciwnik upadającej cywilizacji zachodu. Zwolennik zastąpienia po-okrągłostołowej sitwy nowymi ludźmi.