UDOSTĘPNIJ

W tym tygodniu Polską wstrząsnął wyciek kolejnych nagrań z restauracji Sowa & Przyjaciele. Kiedy wydawało się, że wszystko na ich temat już powiedziano, a sprawa ucichnie, na jaw wyszły informacje, które całkowicie zmieniają postrzeganie afery.

Nikt nie jest chyba tak naiwny, aby sądzić, że podobne taśmy mogły zostać upublicznione „przez przypadek”. Przy okazji poprzedniej afery taśmowej cel wycieku był jednak jasny – chodziło o uderzenie w Platformę Obywatelską, co – jak widać po wyniku wyborów – udało się w stu procentach. Tym razem, sprawa była bardziej zawiła.

Komu potrzebny był więc wyciek? Jak się okazuje, cała afera to wynik wewnętrznych rozgrywek Kościoła katolickiego. Na sprawie skorzystała jedna osoba – to przełożony ks. Sowy – abp. Marek Jędraszewski.

Ksiądz Sowa jest wyjątkowo niewygodnym kapłanem, którego upominano już wcześniej, aby uważał na to co mówi mediom. Tym razem wreszcie poniósł konsekwencje swych słów. Podjęta została już decyzja o przeniesieniu księdza Sowy do Krakowa, na którego spadła fala krytyki.

 Upublicznione słowa nagranej rozmowy, której uczestnikiem był ks. Kazimierz Sowa, nawet jeśli zostały wypowiedziane podczas prywatnej konwersacji, nie licują z powołaniem kapłańskim – skomentowała kuria w oficjalnym oświadczeniu.

Obserwatorzy zwracają uwagę, że należący do tzw. „Frakcji Rydzyka” w polskim kościele abp. Jędraszewski i ks. Sowa nie przepadają za sobą. Decyzja metropolity ma związek z chęcią zwiększenia stopnia kontroli nad niewygodnym księdzem.

 

 

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również