UDOSTĘPNIJ

Dopalacze powróciły! Stary dobry temat zastępczy naszego drogiego (tak, ośmiorniczki też mam tu na myśli) rządu. Powraca jak bumerang – ostatnio prawdopodobnie po to, żeby pokazać, że pani premier Ewa Kopacz to skuteczny polityk, zaangażowany w zwalczanie szkodliwych substancji, matka Polka walcząca o każde zagrożone życie w tym kraju. Czyli gołym okiem widać, że kampania parlamentarna w pełni.

Ale do rzeczy. Na pierwsze strony wrócił temat znany nam już od paru lat. Najpierw walczył z nim Donald Tusk, temat ucichł i – jak mogłoby się wydawać, przez chwilę był rozwiązany, skoro nikt o nim nie mówił i nie podnosił larum. W 2010 roku ówczesny premier rękami pani Kopacz (ówczesny resort zdrowia) i podległym jej kontrolerom sanepidu w asyście policji, przepuścił zmasowany atak na punkty sprzedaży środków zwanych dopalaczami i ogłosił sukces mówiąc, że praktycznie każdy taki punkt został zamknięty. Wypowiedziano wojnę dopalaczom znanym nam w obecnym ustroju niezwykle skutecznym narzędziem – ustawą! Rzecznik policji, Mariusz Sokołowski, mówił o przygotowywanej przez rząd ustawie jako o realnym i skutecznym narzędziu w walce z narkotykami i substancjami psychoaktywnymi sprzedawanymi w szemranych punktach. To realne narzędzie okazało się być papierkiem. Czyli jak zawsze w podobnych kwestiach – napiszemy coś, przegłosujemy w sejmie, zamieniając słowa na papierze w obowiązujące prawo i voilà! Problem rozwiązany! Sporządzono oczywiście listę substancji zakazanych, którą później poszerzano. Szkoda, że ustawą jeszcze nigdy nie rozwiązano podobnego problemu – jeden z wielu przykładów: wprowadza się ustawą limit dozwolonego we krwi alkoholu, żeby móc bezpiecznie prowadzić samochód – aby ograniczyć wypadki, chronić ludzkie życie itd. A jednak nieposłuszni i nierespektujący prawa ludzie piją więcej i biją rekordy w promilach za kółkiem, mając tym samym w nosie jakąś tam ustawę, która wcale ich nie powstrzymała. Czekam tylko na moment, w którym nasz rząd rozwiąże problem biedy w naszym kraju i przyjmie odpowiednią ustawę zwyczajnie zakazującą biedy. To takie proste, do dzieła!

Wracając do dopalaczy – któż mógłby przewidzieć to, że ludzie specjalizujący się w ich wytwarzaniu i handlu, znajdą różne obejścia wprowadzonych w życie przepisów. W przeciwieństwie do ludzi, którzy zasiadają w rządzie i tworzą obecne prawo w zakresie substancji zakazanych, są specjalistami w swoich dziedzinach i doskonale wiedzą, że kiedy do głównej substancji, do trzonu owego dopalacza (głównego związku psychotropowego), dodany lub też usunięty zostanie składnik, który nie będzie miał wpływu na właściwości ogólne substancji, to spokojnie mogą takiej zmiany dokonać. Zmienia się wtedy nazwa i wzór specyfiku, natomiast jego właściwości absolutnie nie. Jednak substancji tej nie znajdziemy już na owej liście. Dlaczego to jest takie ważne? Otóż dlatego, że nasi ustawodawcy stworzyli listę konkretnych dopalaczy, o konkretnych nazwach i wzorach, którymi handlu zabroniono (treść ustawy i załączona lista substancji dostępna tutaj: http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20051791485). Nie wpadli natomiast na to, by zająć się substancjami, które są podstawą, przytoczonym wyżej trzonem narkotyku. Żeby było jaśniej: nie ma żadnej różnicy, w jakie opakowanie zapakuję prezent – czy to będzie pudełko, papier ozdobny czy torebka – prezent wewnątrz ciągle będzie dokładnie taki sam. Idąc tym tropem – rząd zakazał pakowania prezentów w papier ozdobny. Więc twórcy dopalaczy zaczęli pakować swoje specyfiki w pudełka i tak biznes się kręci. Rząd zabroni pakowania w pudełka – a oni zaczną pakować w torebki i tak dalej, i tak dalej. Nie tędy droga, drodzy państwo…

A już szczytem bezczelności i zwyczajnym robieniem sobie żartów jest spot, który został przygotowany przez Główny Inspektorat Sanitarny pt. „Stop dopalaczom” – dostępny pod linkiem w serwisie YouTube: https://www.youtube.com/watch?v=-EwI5kA48pw. Można by przymknąć oko na to, że film to zwykła amatorszczyzna, ale propagandowe umieszczanie w nim kontrowersyjnych tekstów polityków PO? Mam tu na myśli słowa „Sorry, taki mamy klimat” – błyskotliwe wystąpienie pani Elżbiety Bieńkowskiej ze stycznia ubiegłego roku o oblodzonych trakcjach i problemach w kursowaniu pociągów, a włożone w usta spotowej dziewczynki, oraz „Oddalam to pytanie” – popis nowego ministra zdrowia, pana Mariana Zembali, kiedy kilka dni temu nie miał ochoty odpowiedzieć na pytanie dziennikarki właśnie o dopalaczach. Kolejny, drugi już spot (dostępny tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=GGDm9uKpcoE), będący kontynuacją rozpoczętej kampanii Głównego Inspektora Sanitarnego – nagranie dwóch „raperów” uważam za kompletną porażkę – zarówno panów artystów jak i całego zamysłu. Nie wiem, kto pobrał za to wynagrodzenie, ale na pewno zapracował na jedną rzecz: w słownikach powinna nastąpić zmiana i pod hasłem „kompromitacja” powinien być odnośnik właśnie do tego nagrania. I znów powielony motyw w refrenie „Oddal, oddal to pytanie” pana ministra…

Dlaczego poprzez takie spoty próbuje się obrócić nie do końca poprawne zachowanie polityków, coś, co powinno zostawić pewną rysę na ich wizerunku, w żart? Czemu ma służyć ta propaganda? Ocieplenie wizerunku, pokazanie przyziemności polityków, że są bardzo podobni do przeciętnego zjadacza chleba – oczywiście. Ale w jakim celu została wyciągnięta wypowiedź akurat pani Bieńkowskiej, która pasuje tu jak pięść do oka? Czyżby miała wracać z emigracji zarobkowej i powolutku szykowany jest tutaj dla niej grunt i dlatego oswaja się nas, wyborców, z jej osobą?

Zobacz również