UDOSTĘPNIJ

Ze Stanów Zjednoczonych dotarła do Polski nowa akcja społeczna. I choć znowu chodzi o dzieci, a główny postulat można skrócić do „moje ciało, moja sprawa”, to tym razem aborcja nie ma ze sprawą nic wspólnego. 

Wszystko zaczęło się w USA, od artykułu dziennikarki CNN zatytułowanego „Ciało mojego dziecka, nie jest moją własnością”. W tekście autorka opisuje, że dzieci nie zawsze muszą mieć ochotę na przytulanie czy inny, pozornie przyjemny kontakt fizyczny – nawet z babcią albo mamą.

– Moja córka czasem protestuje przed całowaniem i przytulaniem. Świadomie odrzuca kontakt fizyczny z wybranymi osobami odkąd ukończyła 3 lata. Na pocałunek lub uścisk mogą liczyć właściwie tylko rodzice. Reszta, z nawet bliskich jej osób, bardzo rzadko. Wszystko zaczęło się od sytuacji, w której powiedziałam Jej: „Chciałabym, żebyś uściskała babcię, ale jeśli nie masz na to ochoty, nie musisz tego robić”. Jeszcze tego samego wieczora, przytulając się do mnie przed snem zapytała: „Naprawdę, nie muszę obejmować kogoś, jeśli tego nie chcę?” Potwierdziłam.

Jej ciało należy tylko do niej, nie do mnie. I ona wbrew swojej woli nie musi nikogo dotykać, całować, tylko dlatego, że ja tak powiem. Decyzja o tym, na ile wkroczyć w przestrzeń fizyczną dziecka nigdy nie należy do rodziców, nauczycieli czy trenera piłki nożnej. Nieprzymuszanie do kontaktu fizycznego, nie jest jednoznaczne z okazywaniem należnego szacunku. Im wcześniej nauczy się jednak odpowiedzialności za siebie i za swoje ciało, tym lepiej. I kiedy słyszę o kolejnych przypadkach molestowanych seksualnie dzieci, wzrasta moja determinacja, by uczyć moją córkę, jak mówić: „nie” do dorosłych, którzy kładą na niej dłoń, nawet z pozoru przyjazną.

Uczę moje dziecko jak dbać o siebie w przyszłości, to nie zawsze jest łatwe. Jednak kiedy córka przytula się do swojej babci na sofie, rozmawia z nią o jej ulubionych książkach i ostatnim obozie harcerskim, widzę jak świeci się twarz mojej matki. Wie, że miłość mojego dziecka do niej, jest bardzo szczera. – pisze Katia Hetter.

Przy pomocy efektu kuli śnieżnej artykuł zyskał ogromną popularność i przerodził się w powszechną akcję. Teraz moda na promowanie walki z „terrorem przytulania dzieci” czy „terrorem bliskości” – jak nazywają to niektórzy zwolennicy akcji, dotarła także do Polski za pośrednictwem mediów społecznościowych oraz lewicowych portali.

Internauci są podzieleni akcją. Niektórzy uważają, że jest to sztuczne wyolbrzymianie problemu. Inni zwracają natomiast uwagę, że dzieci faktycznie powinny mieć możliwość wyboru, kogo przytulać. A jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

 

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również