UDOSTĘPNIJ

Wczoraj czytałem ostrzeżenie byłego doradcy Putina o możliwości inwazji wojsk rosyjskich (tak, tym razem rosyjskich, a nie separatystów) w kierunku Kijowa. Podszedłem do tego sceptycznie. Jednak po informacji dzisiejszej zacząłem brać „na serio” taką ewentualność. Informacja wskazuje bowiem na bezpośredni atak lotniczy Rosji na pozycje ukraińskie. Jeśli tak byłoby faktycznie, to poziom stabilności politycznej świata stałby się podobny do momentu „kryzysu kubańskiego”.

W kwestii wojny na Ukrainie jestem neutralny. Interesuje mnie interes mojego państwa oraz narodu. Starć Ukrainy z separatystami nie nazywam walką z armią rosyjską. Jednocześnie nie neguję faktu, że separatyści są przez Rosję mocno wspierani zarówno materialnie jak i poprzez dostarczanie ludzi do walki.

Od niemalże początku tzw. euro-majdanu przyglądam się Ukrainie i wiedziałem, że Rosjanie nie oddadzą tak łatwo wpływów, jakie zapewniał im marionetkowy rząd z Janukowyczem na czele. Ostrzegałem, że Ukraińcy będą musieli walczyć oraz że tę walkę przegrają (TUTAJ).

Jeśli Rosja wejdzie bezpośrednio do walki, to neo-banderowski rząd Ukrainy skapituluje szybciej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Nie mogą pozwolić sobie na wtargnięcie Rosjan do Kijowa, ponieważ to byłoby ostatnią kompromitacją rewolucyjnego rządu i doprowadziłoby to albo do „odbicia” przez Rosję Ukrainy albo do powieszenia rządu przez samych Ukraińców. Dotychczasowe straty, tzn. Krym, Donieck i Ługańsk (wkrótce i Donbas) są wystarczającymi dowodami na słabość tego państwa. I rząd państwa ukraińskiego o tym wie.

Ponadto wejście Rosjan do Kijowa oznaczałoby odzyskanie Ukrainy. Na rząd tego państwa naciskać będą – w końcu już delikatnie zaczęli – przywódcy Zachodu. Ci bowiem nie chcą oddać „wyzwolonej” Ukrainy. I Putin zgodzi się na układ. W końcu zatrzyma strategicznie ważny Krym, ponadto zagarnie silnie uprzemysłowione oraz bogate w surowce wschodnie regiony kraju Bandery.

A co zrobią Ukraińcy?

Rząd będzie musiał odzyskać zaufanie w oczach swego narodu. I zwróci się w kierunku słabego militarnie przeciwnika – Polski. Realnie patrząc, nasza armia nie należy do silnych. Ukraina będzie musiała przez kilkanaście miesięcy, może nawet przez kilka lat, zmodernizować swoją armię i zwiększyć liczbę wojska. Ale w końcu uderzy na nas.

Wczoraj zresztą Jewhen Perebyjnis, rzecznik ukraińskiego MSZ opublikował na Twitterze mapy, według których część ziemi polskich znajduje się w granicach Ukrainy. Nie jest to zresztą pierwszy taki incydent. Już podczas rewolucji w Kijowie członkowie Prawego Sektora wznosili roszczenia do Przemyśla i okolic. Tym razem chodziło o Ziemię Chełmską. Nasz rząd oczywiście nie zareagował. To wszystko oznacza, że społeczeństwo naszego sąsiada już jest przygotowywane do przyszłego konfliktu.

Dla Polski najlepiej by było, gdyby konflikt na Ukrainie trwał dalej. Jednak opcja pt. „Putin odpuszcza” jest mało prawdopodobna. Zachód jest za słaby i za mało stanowczy, by faktycznie ucisnąć gospodarczo Rosję, aby ta zostawiła Ukrainę.

Obym się mylił.

Zobacz również