UDOSTĘPNIJ

Od początku awantury na Majdanie, która rozpoczęła się od odmowy podpisania przez urzędującego wówczas prezydenta Janukowycza umowy stowarzyszeniowej mainstream polskiej polityki jasno komunikował poparcie dla tych sił politycznych Ukrainy, które znane były z proeuropejskich ambicji. Wizyty w Kijowie polityków różnej rangi zarówno z kręgów rządzących jak i opozycji w najbardziej gorącym okresie były tego najlepszym dowodem. Trwające kilka miesięcy protesty uliczne na Ukrainie relacjonowane obficie przez nasze media spowodowały, iż sympatia opinii publicznej w naturalny sposób znalazła się po stronie bitych i zabijanych. Skutecznie przysłoniło to jakąkolwiek dyskusję, która mogłaby dać odpowiedź na kluczowe pytanie: czy Polska zyska czy straci na potencjalnym wejściu Ukrainy do Unii?

W większości wypowiedzi mainstreamowych polityków i komentatorów na temat Ukrainy padały słowa o strategicznych korzyściach jakie odniesiemy z tytułu wejścia Ukrainy do UE, czy bardziej ogólnie mówiąc zbliżenia z Zachodem. Niestety praktycznie nikt nie rozwinął na czym ma polegać owa strategiczna korzyść. Można oczywiście domniemywać, iż chodzi o nadanie Ukrainie roli bufora. Problem w tym, że mimo iż geopolityczne położenie Ukrainy sprawia, iż to przez jej terytorium najłatwiej zaatakować Rosji Polskę, mamy z tą drugą bezpośrednią granicę poprzez obwód Kaliningradzki. O ile potencjał wojsk lądowych jest tam dość mizerny to stacjonują tam między innymi rakiety balistyczne Iskander, które mogą być wyposażone zarówno w głowice konwencjonalne, jak i nuklearne. Także odcinek naszej granicy z Białorusią może być wykorzystany do agresji na Polskę. Najkrótsza droga do Warszawy biegnie właśnie tędy. Białoruś wraz z Rosją tworzy wszak konfederację o ?wdzięcznej? nazwie ZBiR, a integracja postępuje najsilniej właśnie w obszarze militarnym. Z bardziej znanych faktów wystarczy przypomnieć stacjonowanie na Białorusi rosyjskich samolotów myśliwskich w Baranowiczach i Bobrujsku. Rozmieszczono także rakiety przeciwlotnicze TOR-M2 stanowiące bezpośrednią osłonę dla jednostek pancernych czy zmechanizowanych, a na realizację czekają obietnice rozlokowania przeciwlotniczych systemów rakietowych S-300 (obecnie mówi się nawet o S-400). Rosja i Białoruś przeprowadzały także w ostatnich latach zakrojone na szeroką skalę ćwiczenia ?Zachód? w których udział brało ponad 20.000 żołnierzy i inne ćwiczenia w których symulowano np. desant na nasze terytorium. Stawianie na bufor w postaci Ukrainy jest więc problematyczne, choć oczywiście znacznie utrudnia to ewentualny atak.

Kolejnym obszarem, gdzie mielibyśmy odnieść korzyści jest gospodarka. I tu pojawia się najwięcej znaków zapytania. Przede wszystkim warto spojrzeć na czym opiera się rozwój gospodarczy naszego kraju. Z pewnością nie jest to innowacyjność, bo w jej rankingach zajmujmy miejsca w ogonie krajów EU. Przewaga konkurencyjna i wzrost opiera się głównie na taniej a jednocześnie dobrze wykwalifikowanej sile roboczej. Wejście na rynek pracy roczników z wyżu demograficznego, ludzi dynamicznych a jednocześnie nie bojących się podejmować ryzyka związanego choćby z konsumpcją na kredyt, by zaspokoić swoje aspiracje było jednym z elementów który nakręcał koniunkturę. Znaleźli oni zatrudnienie zarówno w przemyśle jak i sektorze usługowym. Ryzyko polega na tym, iż Ukraina może z nami skutecznie konkurować właśnie kosztami pracy. Może to spowodować przenoszenie produkcji czy centrów usługowych z Polski, tym bardziej, że w dużej części są to inwestycje firm zagranicznych. Kolejnym obszarem jest rolnictwo i także tutaj widać zdecydowanie więcej zagrożeń niż szans, gdyż Ukraina nie bez przyczyny zwana była ?spichlerzem Europy?. Słynne ukraińskie czarnoziemy, przy założeniu odejścia od gospodarowania w stylu ?sowieckim?, wydadzą plony, które będą mogły skutecznie konkurować z naszą produkcją, być może nawet bez jakichkolwiek dopłat. Wysoki udział w PKB Polski mają także usługi finansowe. Problem w tym, że właścicielami banków czy firm ubezpieczeniowych w przeważającej większości nie są rodzime grupy kapitałowe, więc owoce ewentualnej ekspansji także nie będą płynąć do nas. Warto wspomnieć także o sektorze, który mimo 25 lat od obalenia w Polsce poprzedniego ustroju wciąż traktuje się na specjalnych zasadach, a mianowicie górnictwie. Ukraina także notowała w ostatnich latach nadwyżki w produkcji węgla przy spadającej rentowności kopalń i taki węgiel w przypadku zacieśniania relacji gospodarczych z Unią trafiałby także do Polski.

Krótkoterminowo w kalkulacji nie sposób pominąć oczywiście ponoszonych obecnie kosztów związanych z sankcjami ze strony Rosji, załamaniem kursu rubla i hrywny oraz osłabieniem walut innych krajów z tego regionu hamującym skutecznie nasz eksport na te rynki, a także wydatków ponoszonych choćby na edukację ukraińskich studentów, ale problemy te są znane szerszej publiczności.

Co zatem możemy zapisać po stronie plusów? Największym sukcesem jest to, iż Ukraina jako państwo przez dłuższy czas (o ile kiedykolwiek) nie wróci w wyniku wyborów do obszaru wpływów Rosji. Stanie się tak niezależnie od tego czy Ukraina odzyska Donbas czy też nie i jest związane z silnym wzrostem nastrojów antyrosyjskich. Paradoksalnie w naszym interesie jest więc utrzymanie obecnego stanu który skutecznie owe nastroje podgrzewa. Oderwanie Donbasu powoduje także, iż pozostałe ukraińskie kopalnie muszą pracować na krajowy rynek, a ich produkcja nie zaspokoi potrzeb sektora energetycznego, co teoretycznie otwiera nam drogę do sprzedaży węgla na Ukrainę. Otwiera teoretycznie, bo ostatnie miesiące pokazały, że w praktyce będzie to bardzo trudne, a Ukraina woli kupować węgiel z Rosji, a ostatnio pojawiła się możliwość importu z Australii. Problemem jest oczywiście cena naszego węgla. Obiecującym polem do współpracy jest także sektor zbrojeniowy, który jest u nas w fatalnej kondycji w przeciwieństwie do firm ukraińskich, które liczą się w światowym handlu bronią. Możliwa jest także ekspansja szczególnie mniejszych polskich firm na tereny, na których historycznie żyła ludność polska bądź stanowi tam obecnie mniejszość i zbudowanie pozycji zanim pojawią się tam więksi gracze (w ostateczności można będzie wtedy sprzedać z zyskiem biznes).

Część potencjalnych strat i korzyści z pewnością nie została wymieniona. Mimo tego oraz faktu, iż lista plusów i minusów różni się długością, można przypisując różne wagi uznać, iż bilans jest na zero albo wręcz korzystny. Oczywiście tylko przy założeniu, iż bufor w postaci Ukrainy jest dla nas najważniejszy i traktujemy Rosję jako największe i realne zagrożenie. Mamy do tego pełne prawo biorąc pod uwagę historię jak również dynamiczną odbudowę potęgi wojskowej Rosji. Jeżeli jednak tak jest to z pewnością inaczej trzeba spojrzeć na polską politykę zagraniczną w ostatnich latach i uznać, że była ona kompletną pomyłką. Odpowiedzialni za tę katastrofę są Radosław Sikorski oraz Donald Tusk. I nie chodzi tylko o nieudane próby głaskania rosyjskiego niedźwiedzia, ale także obcinanie wydatków na naszą armię, mimo świadomości rosnącego zagrożenia, o czym R.Sikorski wspominał w wywiadach dla zachodniej prasy. W tym kontekście takie redukcje są bardzo poważnym zarzutem. Fakt, iż nie będąc w żaden sposób przygotowanym do konfrontacji z Rosją wysunęliśmy się w pierwszej fazie konfliktu na pierwszą linię zakrawa albo o głupotę albo, co bardziej prawdopodobne, potwierdza słowa człowieka, który dzierży obecnie Marszałkowską laskę a które poznaliśmy w wyniku afery podsłuchowej. Niestety wiele wskazuje na to że w polityce zagranicznej priorytetem nie są polskie interesy.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułManifestacja pod domem gen. Kiszczaka. Okrzyki „Hańba” i krzyż ze zniczy
Następny artykułFranciszek twierdzi, że zwierzęta idą do nieba
Radosław Żurek

Zdecydowanie bardziej na prawo niż na lewo, niezmiennie od wielu lat. Typ niepokorny.

Zobacz również