UDOSTĘPNIJ

Słowo jest potężną bronią. Słowa niemieckiego laureata Nagrody Nobla wywołały światowe trzęsienie ziemi. Stojący nad grobem lewicowy pisarz odważył się powiedzieć publicznie to, co wielu myśli prywatnie. Nie ma nic do stracenia. Ani do zyskania. Nobel przesądza wszystko. Teraz może już tylko liczyć na Nagrodę Wieczną. Doszedł więc do wniosku, że ma wszystko w dupie, nie jest już mu potrzebne żadne towarzystwo. Starość, chociaż bywa dokuczliwa, ma tę zaletę, że nie musi zabiegać o uznanie. Patrząc śmierci w oczy można wreszcie poczuć się prawdziwie wolnym.

Günter GrassGunter Grass napisał wierszyk.  Wierszyk, jakby to powiedziała moja polonistka w liceum – zaangażowany. Nawet bardzo zaangażowany. Tak bardzo zaangażowany, że staruszka gdańszczanina okrzyknięto antysemitą i hitlerowcem, a rząd izraelski ogłosił go wrogiem publicznym numer jeden i nadał honorowy tytuł persona non grata na ziemi żydowskiej. Żydzi się wkurwili.

Wpływowa postać Trzeciej Rzeszy – Hermann Goering, twierdził, że to on decyduje kto jest Żydem. Dzisiaj Żydzi decydują, kto jest antysemitą. 4 kwietnia  lewicowy dziennik Süddeutsche Zeitung opublikował wiersz Grassa pt. Was gesagt werden muss (Co trzeba powiedzieć), w którym autor apeluje o zaprzestanie wysyłania do Izraela kolejnej niemieckiej łodzi podwodnej zdolnej do przenoszenia ładunków atomowych. Uważa, że wyposażanie Izraela w takie okręty jest przestępstwem.

Smaczku całej akcji dodaje fakt, że oficjalnie Żydzi na terytorium Izraela nie mają ładunków jądrowych. Tajemnicą poliszynela zaś jest, że Tel Awiw dysponuje co najmniej 200. bombami atomowymi  zdolnymi przerobić kraje ościenne i nieco dalsze na koszerną kaszankę. Cała afera poetycka sprowadza się do tego, iż oskarżany o posiadanie broni masowego rażenia Iran, stał się od niedawna głównym wrogiem Izraela, chociaż jak dotąd żadne międzynarodowe komisje, które bez trudu wpuszczane są do Persji przez władze w Teheranie, ani jednej głowicy termojądrowej nie wyniuchały. Pamiętacie broń chemiczną i biologiczną w sąsiednim Iraku? Też miała być…

Się porobiło. W Polsce też. No bo tak… Kiedy Grass odbierał laur noblowski wszystkie polskojęzyczne media z Gazetą Wyborczą na czele peletonu, piały z zachwytu niczym wyposzczony kogut widzący dorodną kokoszkę.  Gdańszczanin, pisarz uwielbianego przez salony literackie pogranicza, członek SPD, lewicowy guru, w dwóch słowach – nasz człowiek. Ów nasz człowiek w Hawanie jest honorowym obywatelem Miasta Gdańska, doktorem honoris causa  Uniwersytetu Gdańskiego – m. in. za wkład w polsko-niemieckie pojednanie – oraz Uniwersytetu im Adama Mickiewicza w Poznaniu. Entuzjazm wywołany sylwetką naszego człowieka nieco przybladł, kiedy nasz człowiek przyznał się, że w czasie ostatniej wojny światowej służył w Waffen SS, ale najwidoczniej  koryfeusze stada orzekli cichcem, iż służba służbie nie równa i na pewno nasz człowiek palił, ale się nie zaciągał, czyli strzelał do naszych, ale tylko w pięty i jak nic był enerdowskim, czyli naszym, Niemcem.

A tu masz ci placek. Odważył się napisać wierszyk, w którym gani Izrael. Redaktor Naczelny już nie może pisać, że antysemityzm jest cechą dziedziczną polskiej gawiedzi albo twierdzić, że roznosi się tylko i wyłącznie poprzez mleko ssane z polskiej piersi. Oto wyszło na jaw, że są wilki w owczej skórze we własnym stadzie! Kiedy wybuchła afera ze służbą Grassa w SS, Adam Michnik stanął po stronie noblisty, strofując Lecha Wałęsę za to, że zasugerował pisarzowi zrzeczenie się honorowego obywatelstwa Gdańska. Jak zachowa się dzisiaj?

Izraelska prasa zareagowała histerycznie. Byli hitlerowcy nie mają moralnego prawa krytykować Izraela. To nie Izrael, lecz irański reżim mułłów zagraża światowemu pokojowi. [Grass] kwestionuje prawo Izraela do istnienia i neguje Holocaust. A mój faworyt Elie Weisel: czy dawny Niemiec nagle powrócił i znów podnosi głowę?

Na te wszystkie gromy Grass przytomnie odpowiada, że jego celem było „złamanie tabu” wokół faktu, iż Izrael jest od dawna mocarstwem z potencjałem atomowym, który „nie podlega żadnej (międzynarodowej) kontroli”. Nieliczni intelektualiści żydowscy trzeźwo oceniają sytuację. Jarom Kaniuk, pisarz izraelski: ci którzy bojkotują pisarza, na koniec będą palić książki.

Pryskają kolejne mity. Pryska mit o tym, że antysemityzm jest immanentną częścią składową ideologii prawicowej. Oto jesteśmy świadkami narastającej fali lewicowego antysyjonizmu i antysemityzmu. Żydów nie lubią nie tylko wygoleni na łyso skinheadzi – kto ich jeszcze pamięta oprócz redaktorów dyżurnych z Gazety Wyborczej? – ale środowiska lewicowe i literackie w Zachodniej Europie, a nawet nobliści sympatyzujący z lewicą!

Wróćmy jednak na nasze podwórko. Nadwiślańskie. Czy uniwersytety w Gdańsku i Poznaniu odbiorą Niemcowi tytuły doktora honoris causa? Czy Gdańsk odbierze honorowe obywatelstwo? Czy rozmowa o Żydach bez historycznego kontekstu jest jeszcze możliwa? Czy w Polsce znajdzie się noblista, na „tyle stary”, że odważy się na podobną reakcję? I wreszcie czy słowa ogrodnika  z ambasady PRL w USA: „pracuje tu dwóch Polaków: ja i kierowca”, są nadal aktualne?

Dariusz Polniak, pierwotnie 10 kwietnia 2012

Zobacz również