UDOSTĘPNIJ

Niedawno zapoznałem się z wywiadem z profesorem Wolniewiczem, przeprowadzonym przez jeden z internetowych portali opiniotwórczych. Choć trudno mi się zgodzić z wyżej wymienionym, postanowiłem uruchomić wszelkie możliwe pokłady empatii, by poznać punkt widzenia drugiego człowieka. „ Szanuj drugiego człowieka, staraj się jak najmniej szydzić, a jak najwięcej słuchać i próbować zrozumieć. I pamiętaj, że nieetyczne jest kopanie leżącego” – tak mnie wychowywano w domu. Mam jednak wrażenie, że profesor Wolniewicz sam się położył i skopał własnymi słowami. To, co usłyszałem, najpierw wywołało mój śmiech, potem konsternację i osłupienie, a na koniec przykrą refleksję. Bo zrozumiałem, że pan Bogusław Wolniewicz prawdopodobnie nie wypowiada swoich słów w charakterze satyrycznym, tylko święcie wierzy w ideę własnego przekazu.

O co dokładnie chodzi? O słowa na temat różnorakich przeszczepów. Pan profesor wyraźnie powiedział, że przeszczepianie jakiejś części ciała drugiemu człowiekowi to oznaka upadku naszej cywilizacji. Argumentował to twierdzeniem, że ciało zawsze pozostawało w sferze pewnego sacrum i nie wolno naruszać tego stanu rzeczy. Podkreślił również, że pozyskiwanie części ciała drugiego człowieka to traktowanie go w sposób instrumentalny.

Instrumentalny? A w jaki sposób kochający się ludzie traktują seks? Pocałunki? Przytulanie? Chwytanie za rękę i pieszczoty? Czy pomimo wielkiej miłości, która może być podstawą tych zachowań, nadal nie służą one po prostu dostarczeniu wzajemnej rozkoszy? Czy to również nie jest instrumentalne traktowanie drugiego człowieka – i to na dodatek tego, z którym jesteśmy uczuciowo związani? Owszem, jest. I dopóki to instrumentalne traktowanie wynika ze wspólnie podjętej decyzji, nie sprawia żadnej ze stron cierpienia, a dostarcza przyjemności, nie ma w tym nic złego. A może jednak, podążając za logiką profesora Wolniewicza, sfera cielesna jest również nie do zaakceptowania?

Przeszczep to oczywiście kwestia dużo poważniejsza. Nie chodzi w niej wcale o wzajemne wyzwalanie endorfin, tylko o ratowanie komuś życia. Bez względu na to, czy przykładowego dawcę nerki łączą z chorym jakieś uczucia, jest to symbol poświęcenia i pomocy niesionej drugiemu człowiekowi – tego, co leży w założeniach teoretycznych chrześcijaństwa, nota bene jednego ze składowych naszej cywilizacji.
Tok myślenia profesora Wolniewicza przypomina mi trochę wykładnię Świadków Jehowy w sprawie transfuzji krwi. Ci występują przeciw jej przetaczaniu, powołując się na Pismo Święte. Według interpretacji Świadków Jehowy, z którą się spotkałem, krew jest symbolem życia i nie może być w żaden sposób konsumowana. A wprowadzanie cudzej krwi do własnego krwioobiegu to również forma konsumpcji.

Tylko o ile do pewnych interpretacji (powtarzam: INTERPRETACJI) biblijnych wersetów większość ludzi podchodzi z dystansem, o tyle słowa profesora Wolniewicza nierzadko docierają do pokaźnej grupy odbiorców. Młodzież słucha, ogląda wywiady i nagrania, a potem przyklaskuje. Profesor Wolniewicz nazywa Radę Europy „tym samym diabłem [co Unia Europejska]”, głośno krzyczy, wszędzie widzi lewaków, a na merytoryczne argumenty odpowiada wrzaskiem i w stanie furii. Oczywiście zasłaniając się swoim wiekiem i wykształceniem – bo profesora, i to w dodatku wiekowego, krytykować nie wolno.

Cóż, przekaz ma mieć taką formę, by został dostrzeżony i zrozumiany przez intelektualnych pariasów. Zbigniew Lew-Starowicz jest wielkim seksuologiem. Ale jeszcze większą karierę (i to polityczną, przynajmniej tymczasowo) zrobiłby, gdyby w świetle kamer zaczął wymachiwać wibratorem.
Robienie cyrku jest doskonałą receptą na zdobycie popularności w szeregach internautów. A w razie problemów tabloidy przyjdą z pomocą i zrobią odpowiedni fejm. Teoretycznie to wszystko jest truizmem. Ot, mały skutek uboczny demokracji i inwazji medialnej papki. Jednak sfera intelektualistów i naukowców dotychczas była względnie wolna od sprowadzania debaty publicznej do poziomu rynsztoka. Profesor Wolniewicz się wyłamał, opowiadając rzeczy oderwane od realiów i używając przy tym formy zarezerwowanej dla prymitywnego pieniacza z IQ pingwina.

Po części to rozumiem.Wszyscy kochamy adrenalinę i emocje, więc tego typu widowiska są atrakcyjne, bo dobrze stymulują mózg. Ktoś kogoś wyzwie, ktoś komuś da w mordę – to faktycznie jest medialne. Ja chyba jednak wolę dostarczać sobie wrażeń, oglądając walki bokserskie w TV, a nie pojedynki na inwektywy.
Ale jesteśmy wolni, więc niech pan Wolniewicz mówi to, na co ma ochotę, używając preferowanej przez siebie formy. Z pewnością pozostanie autorytetem. Autorytetem na miarę naszych czasów.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również