UDOSTĘPNIJ

Wyjątkowo głośno jest ostatnio o incydencie, który miał miejsce w sobotę w niewielkiej małopolskiej miejscowości. Nie trzeba przypominać co się stało. Warto jasno powiedzieć jednak, że każde takie wydarzenie budzi wprawdzie szereg kontrowersji lecz nie przyczynia się do dyskusji nad dominującym w dyskursie medialnym relatywizmie kulturowym.

Ów relatywizm kulturowy oznacza, iż żadna kultura nie może być oceniana przez pryzmat innej kultury , lecz jedynie w kontekście w jakim funkcjonuje. Należy wspomnieć, że zasada relatywizmu kulturowego jest aktualnie kluczowa nie tylko w dyskursie medialnym, lecz także na polskich (i europejskich) uczelniach – w szczególności na wydziałach, na których wykłada się nauki społeczne. Najlepszym dowodem na wszechobecność relatywizmu w przestrzeni publicznej jest mnogość rozmaitych kampanii promujących wielokulturowość, a także bezkrytyczne podejście mediów głównego nurtu do tej tematyki.

Incydenty takie jak ten, który miał miejsce niedawno zamiast być kolejną „sensacją” powinny stanowić impuls do dyskusji nad tym czy faktycznie wszystkie kultury są sobie równe i czy zasadne jest promowanie ich mieszania. Z całą pewnością każdy człowiek jest tak samo wartościowy (jeśli oczywiście nie czyni nikomu krzywdy) i z tym nie powinno się dyskutować. Natomiast wiele kultur po prostu posiada normy nakazujące postępować sprzecznie z zasadami przyjętymi przez szeroko pojmowany Zachód. O ile owe sprzeczności nie godzą w wolność innych osób możemy zostawić je w spokoju, jednak gdy okazuje się, że elementem kultury jest unikanie pracy, czy też szereg przymusowych modyfikacji ciała (takich jak choćby obrzezanie kobiet w wielu rejonach Afryki) należy zastanowić się czy nie zacząć mówić wprost o kulturach niższych.

Polityczna poprawność nie pozwala powiedzieć na temat jakiejś kultury, że jest „niższa”, lecz nakazuje stosować wspominany wcześniej relatywizm kulturowy. Nie można z tego powodu w mediach powiedzieć wprost, iż określony naród lub grupa etniczna może stanowić zwyczajne zagrożenie dla porządku publicznego. Takie milczenie doprowadziło do szeregu patologii spowodowanych przez mniejszości w Europie Zachodniej, o których obszernie rozpisuje się od lat wiele portali internetowych. Problem ten aktualnie praktycznie nie dotyczy Polski (z uwagi na niekorzystne dla wielokulturowości uwarunkowania ekonomiczne), lecz chcąc uniknąć w przyszłości podobnego scenariusza należy spróbować podjąć dyskusję nad tym czy w przypadku napływu imigrantów nie należałoby ich odsyłać lub poddawać przymusowej i jednocześnie humanitarnej asymilacji. To oczywiście przykładowe rozwiązania, lecz w mojej opinii korzystniejsze społecznie, aniżeli promowanie wielokulturowości – tym bardziej ze środków publicznych.

Postuluję, aby kultury nie potrafiące dostosować się do norm dominujących w określonym społeczeństwie nazywać wprost niedostosowanymi i obszernie o tym mówić, gdyż jak mówił Konfucjusz naprawę państwa należy zacząć od naprawy pojęć.

Zobacz również