UDOSTĘPNIJ

W trakcie trwania szczytu NATO w Warszawie zadecydowano, iż flankę wschodnią zasilą łącznie 4 000 żołnierzy, po 1 000 w: Polsce, Litwie, Łotwie i Estonii. Dodając do tego potencjał Very High Readiness Joint Task Force (tzw. „szpica” NATO) flanki wschodniej sojuszu bronić będzie ponad 9 000 żołnierzy oraz siły zbrojne poszczególnych państw: Estonii, Łotwy, Litwy i Polski. Wyniki szczytu NATO w Polsce otrąbiono jako wielki sukces. Rzeczywistość jednak nie jest aż tak wspaniała jak przekaz medialny (żadna nowość).

Po pierwsze, poza samym zaangażowaniem USA warto zwrócić uwagę na to, gdzie dokładnie ich baza będzie umieszczona. Stany Zjednoczone będą najpewniej zainteresowane rozmieszczeniem swoich sił przy największych polskich poligonach. Żołnierze trafią zatem w rejon Żagania tj. 40 kilometrów od granicy… z Niemcami. W dodatku, w tamtym regionie stacjonują najnowocześniejsze jednostki Sił Zbrojnych RP wyposażone w KTO Rosomak i Leopardy 2. Oznacza to tyle, iż obecność USA zwiększy zdolności obronne Polski w sposób minimalny. Znacznie pozytywniej na bezpieczeństwo narodowe RP wpłyną jednostki ulokowane na: Litwie, Łotwie i w Estonii, ponieważ znajdą się bliżej głównego źródła zagrożenia militarnego. Naturalnie każde państwo potrzebuje głębi strategicznej, jednakże, w mojej opinii, rola kontyngentu USA powinna być inna. Budowa jednostek, które zostaną użyte dopiero w drugim, trzecim, czwartym, czy kolejnym rzucie na terenie zagrożonego kraju nie ma większego sensu. Do tego czasu, powinno już przybyć wsparcie sił powietrznych innych państw, być może także wojsk lekkich, desantowych. Oddziały sojusznicze na terenie RP powinny być jednym z elementów, który przyjmie na siebie impet pierwszego uderzenia. W przypadku rozmieszczenia oddziałów US Armed Forces w Żaganiu będzie to zwyczajnie niemożliwe (chyba, że zaatakuje nas RFN, czego prawdopodobieństwo wynosi obecnie zero procent). Z perspektywy Polski, absolutnie najlepiej byłoby gdyby baza NATO powstała w Przesmyku Suwalskim. Innymi rejonami akceptowalnymi są obszary położone na linii: Obwód Kaliningradzki – Warszawa oraz Brześć nad Bugiem – Warszawa. Obecność Amerykanów w Żaganiu, czy – mówiąc ogólniej – na zachodzie III RP kwalifikuje się jako zbędna, takoż z tego powodu, że w RFN stacjonuje kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy USA. Przebazowanie tysiąca z nich około sto kilometrów na wschód z perspektywy Polaków niewiele zmienia.

Problem niedostosowanego do zagrożeń umiejscowienia poszczególnych baz, poligonów i innej niezbędnej infrastruktury Sił Zbrojnych RP nie dotyczy jedynie sił sojuszniczych wspierających Warszawę w ramach NATO, ale przede wszystkim Wojska Polskiego. SZ RP posiadają oddziały przy granicy z Kaliningradem, ale np. linia Brześć-Warszawa pozostaje nieobsadzona. Większość potencjału militarnego pozostaje w zachodnich województwach, co wynika z kierunku zagrożeń dla bezpieczeństwa narodowego za czasów istnienia Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, kiedy powstawało powojenne zaplecze dla armii. Po przemianach politycznych jakie zaszły w 1989 roku, a zwłaszcza po wstąpieniu Polski do NATO (1999 rok) kierunek zagrożeń uległ zmianie, w związku z czym zaistniała potrzeba przebazowania oddziałów wojskowych z zachodu na wschód. Mimo upływu czasu zadanie to nie zostało w pełni wykonane do dnia dzisiejszego. Fakt ten działa na bezpieczeństwo militarne RP w sposób niekorzystny, zwłaszcza jeśli chodzi o sprawność Wojsk Lądowych RP. Biorąc pod uwagę mobilność i gotowość Sił Powietrznych RP, Marynarki Wojennej RP i Wojsk Specjalnych RP nie ma to większego znaczenia. Szkopuł jednak w tym, iż większość wojen wygrywają wojska lądowe, a pozostałe typy armii pełnią jedynie formę wsparcia. W sytuacji geograficznej i geopolitycznej Polski zdecydowanie nie powinniśmy sądzić, że w naszym przypadku będzie inaczej. Oczywiście III RP, jak każdy kraj, powinna posiadać głębię strategiczną. Problemem w tym przypadku nie jest zatem sama obecność oddziałów na zachodzie, ale skala tej obecności. W naszej sytuacji geopolitycznej i militarnej większość sił, zwłaszcza ciężkich, wypada umiejscowić na wschodzie.

Nadto, rozważyć należy samą liczebność kontyngentów. O ile 1 000 żołnierzy nie ma większego znaczenia dla poziomu bezpieczeństwa militarnego RP, o tyle wszystkie oddziały liczące w sumie 9 000 żołnierzy stanowią istotną moc militarną. Oczywiście moc ta będzie niewystarczająca do powstrzymania ewentualnej masowej inwazji Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej (do której i tak prawdopodobnie w obecnej sytuacji politycznej i ekonomicznej nie dojdzie), jednak łączne możliwości, w połączenia z wojskami państw regionu oraz wsparciem sił powietrznych sojuszników powinny powstrzymywać przeciwnika przed całkowitym zajęciem terytorium do czasu przybycia pierwszych większych oddziałów członków NATO. Podkreślić wypada jeszcze raz, iż biorąc pod uwagę perspektywę rozlokowania wojsk oraz czynniki geograficzne z perspektywy obronności Polski ważniejsze są jednostki umiejscowione w państwach nadbałtyckich, niż jednostki USA umieszczone w Polsce.

Kolejnym elementem rozwoju współpracy na linii NATO-Polska oraz USA-Polska może być umieszczenie na terenie naszego kraju magazynów broni i ciężkiego sprzętu sojuszników bez jednoczesnego rozmieszczania żołnierzy. W warunkach zagrożenia wojskowi zostaną przerzuceni do Europy Środkowo-Wschodniej w ciągu 24 godzin, a następnie zostanie im przydzielone zmagazynowane wyposażenie. Waszyngton w czasie ćwiczeń Anakonda-16 pokazał, że US Armed Forces dysponują zdolnościami logistycznymi, niezbędnymi do zorganizowania takiej akcji. Na tego typu rozwiązaniu skorzysta nie tylko Polska, ale również sojusznicy z zachodu, ponieważ utrzymanie zmagazynowanego sprzętu jest o wiele tańsze, niż utrzymanie pełnowartościowego kontyngentu.

W końcu, w kontekście wzmacniania polskiej efektywności oraz zdolności działania SZ RP trzeba koniecznie pamiętać, iż NATO nas nie obroni, jeżeli nie będziemy w stanie obronić się samodzielnie. Niezbędne jest znaczące zwiększenie zapasów amunicji (wszystkich typów) dla SZ RP, budowa możliwości oddziaływania strategicznego, czyli pozyskiwanie systemów rozpoznania, obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej (programy Wisła, Narew), rakietowej obrony wybrzeża (program Homar) oraz rakiet powietrze-ziemia, woda-ziemia i ziemia-ziemia dalekiego zasięgu (przykład: JAASM) oraz w dalszej perspektywie rozwój ciężkich wojsk lądowych: pancernych, zmechanizowanych i artyleryjskich. Patrząc przez pryzmat sił pancernych FR koniecznym wydaje się zakup ciężkich śmigłowców szturmowych przeznaczonych przede wszystkim do niszczenia czołgów i BWP (program Kruk). Modernizacja pozostałych typów SZ może poczekać, ponieważ wsparcie sojuszniczych sił powietrznych możemy otrzymać w ciągu 24 godzin. Wysłanie ciężkich jednostek w region działań wojennych trwa dni, a nawet tygodnie, dlatego przede wszystkim w tym zakresie jako niezbędny klasyfikuje się rozwój własnych zdolności.

Niewątpliwie w sprawach obronności i bezpieczeństwa pamiętać wypada, że system sojuszy międzynarodowych pełni funkcję wspomagania, a nie głównego filaru, na którym całe bezpieczeństwo narodowe i wewnętrzne się opiera. Niestety, patrząc przez pryzmat rozwoju polskiego potencjału militarnego wydaje się, iż polscy politycy odkryli ten fakt dopiero niedawno.

Szymon Malik

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również