UDOSTĘPNIJ

Co z tą lewicą?

Wielu politologów i komentatorów dyskutuje w ostatnim czasie o kryzysie polskiej lewicy. Na początku warto zaznaczyć, że odnoszą to pojęcie do bardzo szeroko pojętej lewej strony politycznej sceny. Nie wgłębiając się szczegółowo w postulaty programowe. Dyskusja nad zasadnością klasyfikacji prawica – lewica to temat na zupełnie inny wpis. Wnioskuję, że założeniem analityków jest uznawanie za lewicę SLD i Twojego Ruchu (oczywiście spośród partii obecnych w parlamencie po wyborach 2011). Wniosek oparty jest na tym, że problemy i zawirowania wewnątrz tych dwóch ugrupowań są utożsamiane z kryzysem lewicy.

Przyczyny kryzysu

Nie ulega wątpliwości, że wyżej wymienione partie nie mają obecnie najlepszego okresu. Główna siła polskiej lewicy, a więc SLD począwszy od 2005 roku nie może rozbić duopolu PO – PiS. W każdych kolejnych wyborach partia L. Millera notuje coraz gorszy rezultat. Szczególnie dotkliwa była porażka z 2011, gdyż po dobrym wyniku G. Napieralskiego w wyborach prezydenckich 2010, liczono na zdecydowane odwrócenie się niekorzystnego trendu. Bliska wydawała się także zmiana pokoleniowa w szefostwie partii. Niestety dla SLD G. Napieralski rządził partią dość nieudolnie i szybko do łask wrócił L. Miller. Niemniej sytuacja w partii jest niewesoła. Z pewnością pozycji SLD nie umocniła „łapanka na kandydata” przed wyborami prezydenckimi 2015, której efektem jest niespodziewany wybór M. Ogórek. Wydaje się jednak, że po fiasku negocjacji z R. Kaliszem czy W. Olejniczakiem i zapewne kilkoma innymi właśnie taka kandydatura ma swoje plusy. Nawet bardzo znany polityk raczej nie byłby w stanie osiągnąć zadowalającego wyniku, zwłaszcza po tym jak wielki medialny szum zrobiono wokół szukania kandydata. To z pewnością nie dodawało powagi ewentualnemu reprezentantowi partii. Słaby wynik M. Ogórek będzie można z kolei stosunkowo łatwo usprawiedliwić. Osoba spoza układu, kobieta, obarczona ryzykiem próba wprowadzenia nowej jakości – zapewne takie tłumaczenia będzie można usłyszeć po słabym wyniku wyborczym. O ile oczywiście partia utrzyma swoje poparcie dla niej i ktokolwiek będzie się z czegokolwiek tłumaczył.
Sytuacja Twojego Ruchu wygląda inaczej. Znakomity wynik i trzecie miejsce w wyborach 2011 pokazało, że polska scena polityczna nie do końca jest zabetonowana i możliwe jest wybicie się praktyczne od zera w czasie jednej kampanii. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że TW (dawniej Ruch Palikota) to taka partia-happening. Janusz Palikot swoim projektem wstrzelił się w pewną niszę, zaintrygował nieaktywną polityczne część społeczeństwa co pozwoliło na uzyskanie 10% poparcia. Jednak w zderzeniu z codziennym życiem parlamentarnym i partyjnym okazało się, że brak silnych struktur lokalnych, jakiegoś trzonu ideologicznego zniweczył cały kampanijny wysiłek. Skończył się happening – skończyła się partia, widowiskowo opuszczana przez kolejnych posłów. Twój Ruch okazał się także ugrupowaniem o tyle zauważalnym, co nieskutecznym. Legalizacja, związki partnerskie, fundusz kościelny, zdjęcie krzyża z sali sejmowej, in vitro – czyż nie to było podstawą programu Twojego Ruchu? Szkoda tylko, że gdy przyszło debatować nad sprawą związków partnerskich, żaden z posłów TR nie pofatygował się o napisane projektu ustawy (rozważane był projekty PO czy SLD). Może więc kryzys partii J. Palikota jest zdroworozsądkowym rozliczeniem tej formacji przez jej wyborców? Oby, ponieważ byłby to jeden z nielicznych dowodów funkcjonowania mechanizmów demokracji.
Poza problemami wewnętrznymi SLD i TR za kryzysem lewicy może stać także pewne zatarcie się różnic programowych. Wygląda bowiem na to, że część lewicowych postulatów zaadoptowały sobie partie prawicowe. Platforma Obywatelska nie raz wychylała się w lewo w sprawach obyczajowych, a PiS sporo miejsca poświęca w swoim programie sprawom pomocy socjalnej. Trudno w takiej atmosferze wybić się jakiejś lewicowej formacji.

Co teraz?

Można spotkać się z analizami, które mówią o możliwym zjednoczeniu polskiej lewicy. Wskazuje się tutaj na analogię do sytuacji partii prawicowych z lat `90 zakończonej zjednoczeniem w postaci AWS – zwycięzcy wyborów z 1997 roku. Wydaje się jednak, że ta analogia jest nieuprawniona. Polska scena polityczna w latach `90 wyglądała zupełnie inaczej. W okresie PRL środowiska opozycyjne zjednoczyły się pod szyldem Solidarności (pomimo znaczących różnic – ciężko dziś uwierzyć, ze opozycjonistami byli zarówno A. Macierewicz jak i A. Michnik). Całe to środowisko działało przeciw wspólnemu wrogowi jakim był komunizm, czy też władza PZPR. Gdy przed wyborami 1991 roku wydawało się, że wróg został pokonany dawna opozycja się podzieliła. Każdy chciał mieć swoją partię i być liderem. Ambicje polityczne plus łatwość zaistnienia (np. brak progu wyborczego) spowodowały rozdrobnienie się sceny politycznej. To z kolei doprowadziło do niemożności założenia koalicji rządzącej i skrócenia kadencji. Gdy w 1993 roku zwyciężyło SLD (ze znakomitym wynikiem), a w 1995 prezydentem został kandydat tej partii A. Kwaśniewski prawica uświadomiła sobie, że znów daje się zdominować i dawny „wróg” powraca. Wspólny solidarnościowy trzon z pewnością pomógł w powstaniu AWS. Nawet w nazwie nowej formacji odwołano się do Solidarności. Wracając do dzisiejszej sytuacji należy zauważyć, że lewica takiego wspólnego trzonu nie ma. Potencjalni liderzy wywodzą się z różnych środowisk. Ze społeczności LGBT, spośród działaczek feministycznych itd. No i jest J. Palikot, który wywodzi się ze środowisk dalekich od lewicy (przypominam: absolwent KUL i wydawca katolickiego OZONU). Ciężko wywnioskować, czy szeroko pojęte środowiska lewicowe byłyby w stanie stworzyć formację zdolną rywalizować o zwycięstwo w wyborach. Istotnym pozostaje także pytanie o lidera czy liderów takiego zjednoczenia. Dlaczego przywództwo G. Napieralskiego miałoby być skuteczniejsze niż w SLD? Dlaczego R. Biedroń miałby rezygnować z rządzenia Słupskiem? Co miałaby wnieść do nowej formacji A. Grodzka niezdolna do zebrania 100 tys. podpisów? A jeśli nawet udałoby się stworzyć nową formację z całą kolekcją „liderów” to w czym byłaby lepsza od PJN-u z Poncyljuszem, Kowalem i Kluzik-Rostkowską na czele? Trudno dziś znaleźć odpowiedź na te pytania. Może trudna sytuacja wyłoni nowego lidera? To chyba jedyna szansa na ożywienie lewicy. Na koniec jednak akcent optymistyczny. Nie wiem co prawda kto miałby stworzyć nową lewicę, ale wydaje się że jest dla niej trochę miejsca na scenie politycznej. Na prawicy jakoś ciaśniej. A to od lat obecny J. Korwin-Mikke, a to narodowcy albo antysystemowiec z patriotycznymi hasłami na ustach – oni zawsze zagarną trochę elektoratu. Na lewicy natomiast spokojniej i ciszej. Musi się tylko znaleźć ktoś kto narobi trochę hałasu.