UDOSTĘPNIJ

Kiedy Rosjanie szykują imprezę, wszystko musi być jak należy i żadne chmury nie mogą przesłonić radości wspólnego świętowania. Dosłownie. Jest taki ciekawy zwyczaj, iż nad Moskwą 3 razy do roku rozpędza się chmury: z okazji Dnia Zwycięstwa, Dnia Niepodległości Rosji i Dnia Miasta. Za jedyne 4,5 mln złotych w ruch idą suchy lód, drobno mielony cement i związki srebra, za pomocą których niebo nad stolicą staje się błękitne, a Kreml skąpany jest w słońcu. Niestety, aby rozbłysło ono majestatycznie na kopułach cerkwi przy Placu Czerwonym, wilgoć obecna w powietrzu musi się gdzieś skoncentrować. Tak więc dookoła miasta pada deszcz, ale nad stolicą pogoda idealna, niczym w oku cyklonu.

Jak widać, do listy tych trzech wyjątkowych świąt doszło obecnie jeszcze jedno: olimpiada w Soczi. Ale rozganianie chmur trzeba było rozpocząć już wcześniej, bo mogły one spowić sumienia co wrażliwszych światowych przywódców, którzy – nie daj Boże – otumanieni nie przybyliby na imprezę. Te chmury to kwestie łamania w Rosji praw człowieka, szczególnie poprzez osadzanie w łagrach więźniów politycznych, o co namolny Zachód ciągle suszył Putinowi głowę. Opinia publiczna szczególnie zaś upodobała sobie 3 głośne sprawy: skazanego 10 lat temu za  rzekome oszustwa gospodarcze szefa koncernu naftowego Jukos, Michaiła Chodorkowskiego, dziewczyn z zespołu Pussy Riot, które wykazały się  ?chuligaństwem motywowanym nienawiścią religijną? występując w soborze Chrystusa Zbawiciela, oraz aktywistów Greenpeace?u, którzy we wrześniu tego roku protestowali na Morzu Barentsa przeciwko wydobywaniu ropy naftowej w Arktyce. Wszyscy oni siedzieliby sobie spokojnie w koloniach karnych, jak Putin przykazał, gdyby nie jedna kwestia ? olimpiada zimowa. Oczko w głowie, perła w koronie wszechwładcy.

Już 7 lutego, za mniej niż 2 miesiące, w Rosji rozpoczną się zimowe igrzyska olimpijskie. Rosja pierwszy raz jest gospodarzem tej imprezy i widać, że przejęła się rolą ? do tej pory wydano już 50 mld dolarów (czyli więcej, niż na organizację wszystkich 21 poprzednich razem wziętych), Putin robi gospodarskie objazdy, dymisjonuje nieudolnych dyrektorów. A tu prezydenci Stanów Zjednoczonych, Niemiec, Francji i Litwy zapowiadają bojkot i psują radość z przygotowań! Władimir Władimirowicz musiał poczuć się jak dziewczyna strojąca się na bal w najpiękniejszą suknię, której wredne przyjaciółki powiedziały, że i tak grubo wygląda. I co tu zrobić? Nie schudnie przecież do wieczora, tak jak prezydent Rosji nie cofnie przecież zakazu ?propagowania nietradycyjnych relacji seksualnych? wśród młodzieży, który jest często podawany jako powód bojkotu. Musi więc zatuszować niedoskonałości, wbić się w ciasny gorset, użyć bielizny wyszczuplającej, jakoś się ratować. A co oprócz homoseksualizmu podnieca ten męczący, liberalny Zachód? Prawa człowieka! No to dalej, robimy amnestię dla kobiet w ciąży, weteranów, nieletnich, wojskowych, osób skazanych za udział w masowych zamieszkach i za chuligaństwo. I w dodatku przed samymi świętami, no jak ładnie się złożyło, dojdzie nam metaforyka pojednania, dawania, radości i w ogóle  ?Let them know it’s Christmas time?! Tak więc 3 dni temu Duma w pośpiechu klepnęła ustawę. Ponieważ Chodorkowski nie kwalifikował się do żadnej z powyższych kategorii, a wiadomo było, że stanowi najbardziej smakowitą wisienkę na tym torcie, jego ułaskawianie wymagało specjalnej oprawy. Odbyło się więc wczoraj, za pomocą prezydenckiego dekretu, powziętego na skutek bliskich od zawsze sercu Putina ?względów humanitarnych?.

Jak to zawsze w ojczyźnie Puszkina i Gogola bywa, więcej mamy pytań niż odpowiedzi, a wszystko ma swoje drugie dno. Czy Chodorkowskiego odwiedzili parę dni temu agenci tajnych służb, składając mu propozycję nie do odrzucenia? Czy poprosił prezydenta o ułaskawianie (jak stwierdził wczoraj w specjalnym oświadczeniu) czy może jednak nie (jak jeszcze 2 dni temu twierdził jego adwokat)? A jeśli poprosił, to czemu zdecydował się na to tylko 8 miesięcy przed zakończeniem odsiadywania kary, skoro przez minione 10 lat konsekwentnie odmawiał prośby o łaskę, traktując ją na równi z przyznaniem się do winy? Czy stan zdrowia matki po dekadzie spędzonej w łagrze był w stanie złamać żelazną dotąd wolę byłego oligarchy? Czemu już w 3 godziny po opuszczeniu więzienia lądował w Berlinie? I czemu dekret nie objął jego partnera biznesowego, Płatona Lebiediewa, który na wolność wyjdzie prawdopodobnie w maju 2014?

Jednak Putin wie, iż to co zrobił, wystarczy. Opinia publiczna jeszcze chwilę pokrzyczy o powyższych kwestiach, jednak główny przekaz jest jasny: naczelni więźniowie polityczni wypuszczeni, Rosja wykonuje ukłon w stronę Zachodu, demokracja i wolność jednostki  najwyższą wartością, argument o prawach człowieka został przeciwnikom spektakularnie wytrącony z ręki. Także chmury przegonione, słońce świeci radośnie nad stolicą, nad Soczi i w sercu prezydenta. Pytanie tylko, gdzie spadnie deszcz?

Zobacz również