UDOSTĘPNIJ

Niniejszy artykuł na prośbę czytelników Pikio poświęcam sprawom istotnym. Nie zamierzam zajmować się już tematem pewnego komunistycznego dziennikarza i publicysty. Celem portalu Pikio.pl powinno być w mojej opinii zwracanie uwagi na tematy, którym inne media nie poświęcają czasu, a takim jest niewątpliwie sztuczne i bezkrytyczne gloryfikowanie Ukrainy.

Na początku bieżącego roku, w konsekwencji wspieranej przez większość polskich parlamentarzystów zadymy na Majdanie, a także wyjątkowo ofensywnej polityki Putina wybuchł konflikt na wschodzie Ukrainy (aneksję Krymu uważam za sprawę odrębną, której tu omawiać nie będę). Zaskoczyła mnie wówczas wyjątkowo (i podejrzanie) spójna reakcja klasy politycznej i w większości podporządkowanych jej mediów głównego nurtu. Wiele mówiono wówczas o potrzebie „pomocy naszym ukraińskim braciom” czy „solidarności z naszymi ukochanymi sąsiadami”.

Każdy kto wtedy choć odrobinę wyrażał opinię krytyczną wobec „jedynego słusznego stanowiska” od razu otrzymywał etykietę ruskiego agenta lub w najlepszym wypadku – rusofila. Dla klasy politycznej – od PO, przez PiS, PSL i SLD priorytetem było wówczas stronnicze przedstawianie sytuacji w celu legitymizacji działań na rzecz bojówkarzy ukraińskich. Przemilczano wówczas m. in., że lwia część nowych władz Ukrainy to ludzie dumni z dokonań UPA (także z okrutnego ludobójstwa na Wołyniu) i często oddający hołd banderowcom, niejednokrotnie obnosząc się z tym.

W mojej opinii najbardziej skandaliczne jest bezkrytyczne popieranie działań kraju, którego prezydent podpisuje się otwarcie pod działaniami prowadzonymi przez OUN-UPA, a samych banderowców nazywa „wojownikami”. Uważam, że równie godne pożałowania byłoby, gdybyśmy aktualnie prowadzili przyjazną politykę wobec Niemiec w sytuacji, gdy Angela Merkel wyrażałaby się przychylnie o „bohaterskich wojownikach Waffen SS”. Przytoczony przykład oczywiście może być przez niektórych odebrany jako niebywale obraźliwy dla kanclerz Merkel, lecz nic takiego nigdy się nie zdarzy (wierzę w elementarną znajomość historii i sumienie p. Merkel). Jednak prezydent Poroszenko naprawdę hołduje zbrodniarzom odpowiedzialnym za szereg okrucieństw wobec Polaków i to on według mnie jest obecnie najbardziej antypolskim politykiem na świecie. Nic nie mówi się także na temat symboli, którymi posługuje się wielu Ukraińców – szczególnie związanych ze skrajnie nacjonalistycznym Prawym Sektorem. Owe symbole nierzadko nawiązują do tych, których widok częsty był w III Rzeszy Niemieckiej. Istnieją na Ukrainie także organizacje traktujące naród ukraiński jako kategorię biologiczną – rzecz jasna wyższą choćby od Polaków.

Niestety lekceważenie w polskich mediach prawdy historycznej i szukanie sojuszników w ludziach nastawionych skrajnie antypolsko to nie jedyne grzechy szeroko pojętego dyskursu dominującego. Wiele bowiem mówiono o rosyjskim embargo na polskie jabłka (dodam, że zachowując neutralność politycy nie skazaliby na gigantyczne straty polskich sadowników), jednak redaktorzy Faktów czy Teleexpressu nie zajęli się sprawą nałożenia na Polskę embarga na mięso przez naszych wspaniałych ukraińskich braci.

Brutalne, lecz prawdziwe jest jednak, że destabilizacja Ukrainy jest w pewien sposób funkcjonalna dla polskiej gospodarki, gdyż dzięki złej sytuacji na Ukrainie nie inwestują tam zachodni przedsiębiorcy, co sprawia, ze choć na jakiś czas ukraińska tania siła robocza nie stanowi konkurencji dla polskiej gospodarki. Pamiętać bowiem należy, że przed wybuchem konfliktu Ukraina była krajem zabiegającym o zagraniczne inwestycje, co było jednak sprzeczne z interesem polskich pracowników.

Pragnę dodać, iż doskonale zauważam nadużycia ze strony Putina i zbrodniczy charakter niektórych działań prorosyjskich separatystów, których przykładem może być bezmyślne (lub celowe – nie wiem) zestrzelenie samolotu pasażerskiego czy iście stalinowskie mycie ulicy po przejściu ukraińskich jeńców.

Uważam tylko, że jedyne, czym powinni kierować się nasi rządzący to racja stanu, a w jej interesie leży między innymi ekonomiczna współpraca z Rosją, a także odmawianie wykonywania rozkazów z Brukseli i Waszyngtonu.

Dobrze, że nasz największy i najwierniejszy sojusznik – Stany Zjednoczone, nie prowadzą żadnych działań wojennych, a współpraca z Amerykanami układa się znakomicie. Wprawdzie musimy im robić to, o czym wspominał minister Sikorski, ale czego się nie robi dla sprzeciwiania się Rosji, pomagania ukraińskim braciom i odnoszenia „korzyści ekonomicznych”…

 

Zobacz również