UDOSTĘPNIJ

Oczy świata ponownie zwróciły się w kierunku Iraku i Syrii. Aby zrozumieć obecną sytuację warto prześledzić ?who is who? na Bliskowschodniej szachownicy.

Od czasu obalenia Saddama Hussein`a Irak pogrążony jest w nieustannym kryzysie. Pozbawiony dyktatora, który bezlitośnie tłumił wszelkie przejawy niesubordynacji wobec reżimu kraj trzymał się dzięki wpompowaniu przez Amerykanów 60 mld dolarów w powojenną odbudowę oraz obecności dziesiątków tysięcy amerykańskich żołnierzy. Wkrótce po tym, gdy Barrack Obama zdecydował o wycofaniu amerykańskiej armii, Irak stał się areną krwawych porachunków i walki o władzę między szyitami a sunnitami oraz, co ważne, narastających tendencji separatystycznych w autonomicznym Kurdystanie. Tylko w ubiegłym roku w zamachach i starciach na tle religijnym zginęło w Iraku ponad 8000 osób. Do połowy tego roku ponad 6000, a liczba ta zapewne szybko wzrośnie. Dla porównania w ataku Izraela na bardzo gęsto zaludnioną Strefę Gazy zginęło około 2000, a przeważająca ich część to ofiary ataków lotniczych i rakietowych.

Polskie media niemal całkowicie zapomniały o Iraku do momentu, gdy ponownie stało się o nim głośno za sprawą gwałtownego wzrostu wpływów IS, czyli Państwa Islamskiego. Ofensywa radykalnych sunnickich bojowników, którzy wcześniej walczyli także w Syrii, doprowadziła do zdobycia szeregu miast na północy Iraku i zagroziła Bagdadowi oraz świętym miejscom szyitów. Stało się tak mimo ogromnej przewagi w sprzęcie po stronie irackiej armii, która zakupiła w minionych latach w USA między innymi czołgi M1A1 Abrams, transportery opancerzone, kilka tysięcy wycofanych z amerykańskiej armii HMMWV (popularnych ?Hammer`ów?) czy wyrzutnie rakiet Hellfire. Szybko okazało się jednak, że armia iracka nie radzi sobie z fanatycznymi bojownikami, którzy mimo iż gorzej uzbrojeni i mniej liczni odnosili kolejne zwycięstwa zmuszając armię iracką do odwrotu oraz niszcząc i przejmując część jej uzbrojenia. Sytuacja stała na tyle poważna, że do gry włączył się bezpośrednio szyicki Iran oraz USA będące na co dzień jego zadeklarowanym wrogiem.

Namaszczony 8 lat wcześniej przez Amerykanów premier Maliki został odsunięty od władzy dzięki presji Waszyngtonu, która przejawiała się między innymi wycofaniem przedstawicieli autonomicznego Kurdystanu z irackiego rządu. Ważną rolę w tym procesie odegrał prezydent Iraku Fuad Masoum który jest ?.. Kurdem. W Irbilu zaczęto nawet głośno wspominać o niepodległości, a Peszmergowie zajęli roponośne złoża poza terytorium autonomii. Sytuacja zmieniła się jednak gwałtownie, gdy bojownicy ISIS zaczęli wypierać Kurdów i zagrozili bezpośrednio ich stolicy. Wtedy do gry powrócili Amerykanie, czego efektem dość egzotyczna koalicja atakująca Państwa Islamskie głównie z powietrza (i nie tylko).

Można zaryzykować twierdzenie, że Kurdowie odgrywają kluczową rolę w tym regionie. Liczący około 30 mln osób naród jest jednym z większych nieposiadających własnego państwa. Ludność narodowości kurdyjskiej zamieszkuje tereny Iraku, Syrii, Turcji i Iranu. Wszystkie te państwa aktywnie uczestniczą w trwającym konflikcie i walczą lub zamierzają walczyć z Państwem Islamskim. Powody są oczywiście różne: Syria ? wspierała Kurdów w walce z bojownikami IS, z którymi walczy w trwającej od 3 lat wojnie domowej, aby osłabić ich siły. Iran poparł nowy rząd iracki (nie tylko słownie, ale też militarnie) gdyż zagrożone były święte dla szyitów miejsca. Jest także sojusznikiem Baszszara al-Assada. Turcja, mimo iż jest oskarżana o sympatyzowanie z IS (dowodem choćby otwarcie przedstawicielstwa ?dyplomatycznego? IS w Istambule) jest u progu interwencji w Syrii, gdzie planuje się stworzyć strefę buforową na terenach zamieszkałych przez Kurdów. Armia uzyskała już zgodę parlamentu. Formalnie interwencja miałaby charakter humanitarny, ale w ten sposób Turcja zabezpieczy swoje interesy zapobiegając wolnościowym aspiracjom syryjskich Kurdów, które mogłyby rozlać się na ich teren. Byłby to duży krok wstecz z perspektywy Ankary która w ubiegłym roku osiągnęła porozumienie z rebeliantami z Kurdyjskiej Partii Pracy (PKK). Obecnie walczą oni przeciw IS, mimo iż są na liście organizacji terrorystycznych USA. Turecka inwazja może być także wstępem do ataku na tereny kontrolowane przez Damaszek i próbę obalenia obecnych władz o czym wielokrotnie wspominał premier a obecnie prezydent Erdogan.

Kim są inni gracze zaangażowani w ten konflikt? Zacznijmy od najważniejszego, czyli USA dodając ich najważniejszych sojuszników: Wielka Brytanię, Australię i Kanadę. Kurdowie poparcie ze strony USA mają od lat 90-tych, kiedy to ustanowiono strefę zakazu lotów po I Wojnie w Zatoce. Działania USA pokazują, iż Kurdowie są przez nich uznawani istotny element w geopolitycznej grze w tym regionie. Dowodem choćby wsparcie militarne w postaci 300 ?doradców?, a w rzeczywistości amerykańskich komandosów. Motywowane to było wprawdzie zagrożeniem placówki konsularnej, ale warto wspomnieć, że zaledwie kilka tygodni wcześniej Amerykanie ewakuowali podobną placówkę z Libii w całości, a o bombardowaniach czy wysyłaniu żołnierzy mimo kompletnego chaosu, w którym pogrążyła się Libia nikt nawet nie wspomniał. Kolejnym państwem, które ma interesy w Kurdystanie, a o którym rzadko się wspomina w kontekście bieżących wydarzeń jest Izrael który traktuje Kurdów jako przeciwwagę zarówno dla Arabów, ale także Persów czy nawet Turków. W lipcu tego roku Premier Netanjahu oficjalnie poparł utworzenie państwa kurdyjskiego. Solą w oku Tel Aviv`u była niewątpliwie zgoda władz irackich za czasów premiera Maliki`ego na transporty broni z Iranu do Syrii gdzie stacjonuje ok. 10.000 bojowników proirańskiego Hezbollah`u który znany jest z rakietowych ataków na Izrael. Z kolei stosunki Izrael-Turcja są bardzo napięte od czasu gdy izraelscy komandosi zaatakowali na wodach międzynarodowych turecki statek zabijając i raniąc część załogi. W niedawnej kampanii prezydenckiej ówczesny premier a obecnie Prezydent oskarżał Izrael o faszyzm w obliczu ataków na Strefę Gazy. Z liczących się graczy warto też wspomnieć o Rosji, która uratowała Syrię przed interwencją w 2013, a która dostarcza broń także Irakowi. W grę wchodzą poważne kwoty ? w ostatnich latach zawarto kontrakty na ponad 4 mld USD między innymi na dostawę śmigłowców Mi-28 i zestawy przeciwlotnicze Pantsir S1. Ostatnio w trybie alarmowym dostarczono także samoloty szturmowe SU-25.

Osobną grupę stanowią kraje, takie jak Arabia Saudyjska czy Katar. Kraje te sponsorowały grupy walczące w Syrii z władzami z Damaszku dostarczając im broń i pieniądze. Powodem były nie tylko wspólne sunnicie korzenie ale także walka o dominację w regionie Zatoki Perskiej z Iranem którego sojusznikiem jest Assad. Obecnie uczestniczą w zmontowanej przez USA koalicji, ale można spodziewać się przynajmniej cichego wsparcia z ich strony dla Państwa Islamskiego.

Biorąc pod uwagę konflikt interesów i mnogość stron, które angażują się w regionie można zakładać, iż pozostanie on niestabilny przez dłuższy czas. Pokonanie Państwa Islamskiego za pomocą nalotów czy ataków rakietowych jest mało prawdopodobne czy wręcz niemożliwe. Szybko rosnące koszty operacji także nie są bez znaczenia. Między innymi dlatego Amerykanie będą próbować przekonać Turków do znaczącego udziału w wojnie i udostępnienia infrastruktury. Szykują się też do wykorzystywania lotnisk w irackim Kurdystanie, które umożliwią znaczne obniżenie kosztów operacji i wykorzystanie samolotów takich jak A-10. Ale nawet w przypadku sukcesu operacji przeciw IS można spodziewać się, iż w Iraku i Syrii będzie się toczyć walka w podobnym stylu jak w Afganistanie, a głównymi jej elementami staną się ataki terrorystyczne.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułStepan Bandera, urojony bohater Ukrainy
Następny artykułKościół i „Maryśki”
Radosław Żurek
Zdecydowanie bardziej na prawo niż na lewo, niezmiennie od wielu lat. Typ niepokorny.

Zobacz również