UDOSTĘPNIJ

Mija pół roku od czasu, gdy koalicja państw na czele z USA rozpoczęła działania przeciw Państwu Islamskiemu. Jest to dobry moment do prześledzenia zmian jakie zaszły w całym regionie.

Zgodnie z przewidywaniami zakres operacji, ograniczony do ataków lotniczych i sporadycznego wsparcia sił specjalnych, nie doprowadził do odzyskania kontroli nad opanowanymi przez ISIL terenami. Islamscy radykałowie ponieśli wprawdzie duże straty zarówno w sile żywej jak i sprzęcie, ale nie wystarczyło to do ich pokonania. Zniszczenie części instalacji, dzięki której wydobywają ropę naftową, także nie dało spodziewanych efektów. ISIS, mimo iż osłabiony, nadal pozostaje groźny, a nawet podejmuje sporadycznie akcje ofensywne. O największych postępach można mówić w okolicach Kobane, gdzie kurdyjscy bojownicy z YPG wspierani wydatnie przez lotnictwo koalicji nie tylko przerwali oblężenie miasta, ale przeszli do kontrofensywy dochodząc do Eufratu. Jak intensywnych nalotów to wymagało obrazują zdjęcia zrównanych z ziemią części miasta, które były pod kontrolą ISIS. Sukcesy na froncie odnotowali także Peshmergowie szczególnie w rejonie Kirkuku. Do kontrofensywy ruszyły także siły armii irackiej. Dostały one wsparcie sprzętowe i szkoleniowe zarówno z USA jak i Iranu. Ten drugi wsparł zwłaszcza liczne milicje szyickie. Prócz sprzętu i szkoleń coraz częściej pojawiają się doniesienia o tym, iż w walkach uczestniczą irańscy żołnierze. Podobnie jak na Ukrainie nie jest to udział dużych oddziałów, a raczej niewielkich liczebnie jednostek przeznaczonych do konkretnych zadań (np.: artyleria czy rozpoznanie) lub oficerów zajmujących się koordynacją działań poszczególnych oddziałów. W obecnej chwili trwa oblężenie Tirkitu rodzinnego miasta Saddama Husseina ,które zapewne zakończy się sukcesem strony irackiej. Ale szyickie milicje pojawiły się także w innych miejscach. W Kirkuku wsparły siły kurdyjskie wyraźnie dając do zrozumienia, że po zakończeniu wojny nie zostawią go pod kurdyjską kontrolą. I to właśnie Iran wyrasta w tym regionie na siłę, która oprócz Kurdów, może zyskać najbardziej na wojnie z ISIS. Szyickie południe Iraku jest właściwie pod jego kontrolą. W czasach gdy rządził Saddam Hussein, Irak był krajem, w którym sunnicka mniejszość rządziła szyicką większością. Po stronie ISIS walczy wielu byłych członków partii BAAS czy ludzi związanych z poprzednim reżimem. Wsparty przez Iran, szyicki Irak jest główną siłą, która może przeprowadzić dużą operację lądową. Wydaje się, że USA zgodnie z zadeklarowaną przez Obamę polityką „no boots on the ground” pogodziły się z tym scenariuszem i grają obecnie z Iranem w jednym zespole. Dzieje się to w momencie, gdy Iran i USA oraz inne liczące się na świecie kraje zbliżają się do końca negocjacji w sprawie swojego programu atomowego. Porozumienie w obecnym kształcie nie gwarantuje, iż Iran nie będzie w stanie w niedalekiej przyszłości zbudować głowic, ponieważ nie nakazuje zniszczenia koniecznej do tego infrastruktury. Wprowadziło to zaniepokojenie w krajach takich jak Arabia Saudyjska czy Izrael, które czują się zagrożone przez rosnącą rolę Persów. Ze specjalną misją udał się do Rijadu John Kerry, aby zapewnić ,że USA zagwarantują bezpieczeństwo w regionie. W obecnych czasach takie zapewnienia są mało warte (vide Ukraina), więc Arabia Saudyjska podjęła działania mające na celu stworzenie wspólnego sunnickiego frontu z krajami rejonu Zatoki Perskiej oraz Turcją. W ubiegłym roku znacznie zwiększyła wydatki na obronność stając się drugim po Indiach importerem broni na świecie. Na przyszły rok planuje jeszcze większy budżet na zbrojenia. Z kolei Premier Izraela, Benjamin Netanyahu, wygłosił w ubiegłym tygodniu przemówienie w Kongresie USA. Przybył tam na zaproszenie John`a Boehner`a, piastującego funkcję Marszałka Izby Reprezentantów i znaczącej postaci w Partii Republikańskiej. Stało się tak wbrew woli administracji Barack`a Obamy i doprowadziło do napięć na linii USA-Izrael (wystąpienie zbojkotowała część senatorów i reprezentantów Partii Demokratycznej). Co skłoniło premiera Izraela do takiego bezprecedensowego działania? Analizując treść przemówienia można w nim znaleźć sygnały, iż Izrael poważnie rozważa scenariusz, w którym mógłby dokonać samodzielnie prewencyjnego ataku na irańskie instalacje nuklearne. Znalazły się w nim między innymi nawiązania do żydowskiego święta Purim, które upamiętnia historię z czasów starożytnej Persji, w której po wykryciu spisku zakładającego eksterminację Żydów, wybijają oni spiskowców oraz ich rodziny i stronników. Pod koniec przemówienia Premier Netanyahu oświadczył, iż czasy, w którym naród Żydowski pozostawał bierny w obliczu zagrożenia, minęły. Dodał, że Izrael potrafi się obronić i jeżeli zajdzie potrzeba, uczyni to w pojedynkę , choć jest pewien, że Ameryka nie zostawi Izraela samego. Trzeba mieć na względzie, że 16 marca odbędą się w Izraelu wybory i wystąpienie mogło być skierowane do elektoratu. Warto dodać, że kilka dni przed przemową w Kongresie, pojawiły się doniesienia o tym, iż Obama udaremnił w 2014 atak na Iran, grożąc zestrzeleniem wykonujących go izraelskich samolotów. Doniesienia o tym, że Tel Aviv poważnie rozważał taki scenariusz, potwierdził ówczesny Szef Sztabu izraelskiej armii zastrzegając, że armia była przeciwna temu rozwiązaniu, ale wykonałaby rozkaz gdyby padł. Warto przypomnieć, iż Izrael dysponuje bronią nuklearną, której mógłby użyć w takim ataku. Zgodę na wykorzystanie swojej przestrzeni powietrznej udzieliłaby bez wątpienia Arabia Saudyjska. Nawet jeżeli do ataku nie dojdzie, możemy być świadkami wyścigu zbrojeń nuklearnych na Bliskim Wschodzie. Jedynym państwem muzułmańskim posiadającym obecnie broń atomową jest Pakistan będący od wielu lat sojusznikiem Rijadu. Kwestią otwartą pozostaje czy ją udostępni. Także Turcja może rozpocząć prace nad tego typu bronią. Oczywiście posiadanie głowic bez środków do ich przenoszenia nic nie daje. W ostatnią niedzielę Iran ogłosił, iż dysponuje nowymi pociskami manewrującymi o zasięgu 2500 km. Eksperci oceniają, że są to prawdopodobnie pociski manewrujące powstałe na bazie rosyjskich rakiet powietrze-ziemia Kh-55, zaadaptowane do wyrzutni naziemnych. Ciekawostką jest fakt, iż Iran pozyskał je w roku 2001 z Ukrainy, mimo iż na mocy międzynarodowych porozumień miały być zniszczone lub odsprzedane Rosji.

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również