UDOSTĘPNIJ
fot. wikimedia

Wokół katastrofy smoleńskiej narosło już tyle legend i teorii spiskowych, że nie wiadomo, w co jest prawdą, a co wymysłem lub manipulacją. W tym procesie dezinformacji brylują media, które podają niesprawdzone i fałszywe informacje tylko po to, żeby wzbudzić niezdrową sensację. Niedawno wypłynęły nowe informacje, w które aż trudno uwierzyć.

18 kwietnia 2010 roku biskup Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego Mieczysław Cieślar wracał z Łodzi z nabożeństwa pogrzebowego księdza Adama Pilcha. Duchowny ten był luterańskim kapelanem wojskowym i zginął w katastrofie smoleńskiej. W miejscowości Przecław samochód, którym jechał biskup Cieślar zderzył się z innym pojazdem. W wyniku tego wypadku biskup poniósł śmierć. Wydarzenie to, chociaż straszne same w sobie, nie miałoby większego znaczenia w dyskursie społecznym gdyby nie jeden fakt.

Bliscy znajomi luterańskiego biskupa twierdzą, że 10 kwietnia, tuż przed godziną 9. otrzymał on SMSa właśnie od księdza Adama Pilcha o treści „Żyjemy”. Mogłoby to oznaczać, że część pasażerów przeżyła tragiczny wypadek. Naturalnym skojarzeniem nasuwającym się w tej sytuacji jest oczywiście osławione hasło o strzałach słyszalnych na pierwszych filmach z miejsca katastrofy, które pojawiały się w sieci już od dnia katastrofy. Znajomi biskupa Cieślara wspominają, że planował on przekazać wszystkie posiadane informacje odpowiednim służbom. Uważają też, że bał się o siebie.

Historia ta wydaje się być tym bardziej podejrzana, że oskarżony o spowodowanie wypadku 27-letni Adrian D. początkowo został początkowo obwiniony jedynie o prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu. Dopiero wiele godzin później zmieniono kwalifikację czynu na spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Chociaż mężczyzna przyznał się do picia w dniu wypadku alkoholu, jednak utrzymywał, że w chwili wypadku znajdował się w innym miejscu. Za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym grozi do 12 lat więzienia, mimo to 27-latek uniknął kary.

Źródło: wrealu24.pl

Zobacz również