UDOSTĘPNIJ
fot. wikimedia.org/flickr.com

Sieć supermarketów Biedronka znana jest z szokujących decyzji marketingowych i niskich cen. Nowa polityka sklepu doprowadza do łez tych, którzy pieniędzy przez niego oferowanych, nigdy nie widzieli. Ta wiadomość skierowana jest przede wszystkim do studentów prawa. 

Nie pierwszy raz już Biedronka miażdży swoich przeciwników. Sieć rusza bowiem z wielkimi podwyżkami płac, które mogą wykiwać konkurencję na długi czas. Studenci prawa płaczą, podczas gdy kasjerzy cieszą się i triumfują.

Od stycznia 2018 roku przeprowadzona będzie istna pieniężna rewolucja. Sklepy należące do Jeronimo Martins wychodzą naprzeciw swoim pracownikom i znacznie podniosą im pensje. Już niedługo negatywny stereotyp pracownika wielkiego sklepu może ulec zmianie.

ZOBACZ TAKŻE: Biedronka wyrolowała PiS! Znaleźli sposób na zakaz handlu w niedzielę

Biedronka miażdży

Ponad 3,5 tys. złotych brutto, a dokładnie 3550 brutto będzie zarabiał po podwyżce wzorowy pracownik Biedronki. Dlaczego wzorowy? Wszystko dlatego, że nowa podstawa wynagrodzenia wynosić będzie 3000 brutto złotych, a dodatek z racji „stuprocentowej frekwencji” aż 550.

Oferta adresowana jest do pracujących dłużej niż 3 lata w jednym ze stołecznych Biedronek. Zatrudnieni od niedawna też nie mają na co narzekać. Nowa podstawa dla nowicjuszy wyniesie aż 2700 złotych, a dla tych ze stażem między 1 a 3 lata 2800. Nie łapiący się na dodatek dla „wzorowych” mogą mieć nadzieję na dodatek obrotowy, za wyniki osiągnięte przez dany sklep. Spekuluje się, że jego wysokość sięgnąć może 600 złotych. Wszystko oczywiście bez odliczonego podatku.

Płacz studentów

Ustalone na przyszły rok przez Biedronkę płace sporo przewyższają te oferowane, chociażby osobo kończącym prawo na uniwersytecie. Przeciętny absolwent tegoż kierunku w pierwszej pracy w zawodzie nie może liczyć na więcej niż 1500 złotych brutto pensji miesięcznie.

ZOBACZ TAKŻE: W supermarkecie zarobisz już więcej niż prawnik. Studenci prawa płaczą

Taka sytuacja doprowadza do płaczu młodych prawników, którzy przecież „nie po to studiowali, żeby pracować na kasie”. Biedronka miażdży ich marzenia i konkurencje, która będzie musiała wysilić się, by zapobiec odpływowi pracowników. Co ciekawe profesorowie z tytułami doktorów zarabiają obecnie tyle, ile już niedługo będzie zarabiała spora część pracowników Biedronki.

– Statystyki mówią, że w sektorze usług płaci się już 25 proc. więcej niż w produkcji. To powoduje, że mamy dzisiaj do czynienia z odpływem ludzi właśnie w takie miejsca jak Biedronka czy Lidl. Bo taka różnica, to już solidny argument do tego, żeby zmienić pracę – mówi Piotr Gliński, partner zarządzający CTER.

źródło: innpoland.pl

Na co Polacy wydają pieniądze z 500 plus? Fakty zaskakują! [ZDJĘCIA]

Tak żyje obrzydliwie bogata afrykańska młodzież! [ZDJĘCIA]

Wspomóż pracę Pikio.pl
Jesteśmy jedynym dużym portalem informacyjnym, który NIGDY nie pobierał publicznych pieniędzy.
Dziękujemy!
Wesprzyj nas

Zobacz również